Ile masz mieć dzieci? Konferencja dla kobiet

Matka z niemowlakiem

Konferencja dla kobiet autorstwa Sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego:

Jeśli chcesz być w życiu szczęśliwa, oddaj swe małżeństwo Panu Bogu. Masz Bogu pozwolić, by spełnił przez ciebie to, co zamierza. Masz się Jemu oddać.

Pan Bóg jest samą dobrocią i kocha nas. Jest samą mądrością, więc wszystko najlepiej urządzi. Jako kobieta powinnaś taki pogląd przeżywać i wyznawać. Jeśli możesz, staraj się na to naprowadzić swego męża, by chciał tak żyć.

Mów, z kimkolwiek będziesz rozmawiała, że to jest najlepsze, by swą godność macierzyńską oddać Bogu. To znaczy praktycznie: zdecydować się na trud, który Pan Bóg daje. Pan Jezus przyrzeka, że jarzmo Jego jest słodkie, a brzemię lekkie.

Oddaj Panu Bogu swoje zdrowie. Jako matka powinnaś być zdrowa. Ale w jakim sensie? Po ludzku sądząc, trzeba mieć żelazne zdrowie, ale takich ludzi jest mało. Wobec tego inni, mniej zdrowi, nie mają prawa do macierzyństwa czy ojcostwa? Tak nie jest.

W niektórych krajach, w tym celu, aby zmniejszyć liczbę ludzi chorych, na przykład nerwowo czy umysłowo, chciano ludzi zmusić do tego, by zrezygnowali ze zdolności do ojcostwa, macierzyństwa. Kościół św. wyraźnie się temu sprzeciwia. Stoi w obronie godności natury ludzkiej i osobowości każdego człowieka. Tylko sam Pan Bóg może w to ingerować.

Kościół mówi, że zakazane jest to, co jest grzechem; tego, co nie jest grzechem, nie można zakazywać. Nikt nie może znieść prawa do ojcostwa i macierzyństwa. To są prawa przyrodzone.

Problem ilości dzieci w małżeństwie staje się poważny, gdy masz troje lub czworo i za wszelką cenę nie chciałabyś więcej. Wtedy najchętniej zamknęłabyś oczy i w ogóle nie chciała myśleć o tym. Nie obawiaj się jednak tej prawdzie spojrzeć w oczy. Bo jeśli teraz nie zobaczysz tej sprawy tak, jak ją widzi Pan Bóg, to w przyszłości cię to nie ominie.

Jak myślisz, ile Pan Bóg chce od ciebie dzieci? Chociaż już teraz może ten problem nie jest dla ciebie aktualny, musisz sobie na to pytanie odpowiedzieć. Choćbyś sama tego, co jest ośrodkiem życia, nie mogła już oddać Panu Bogu, to staraj się to zrozumieć, byś mogła wytłumaczyć innym, że najlepiej jest oddać swe macierzyństwo Panu Bogu. Może też wmawiałaś sobie wiele. Teraz czas i okazja, abyś to mogła sprostować.

Problem ilości dzieci jest sprawą dość zawiłą dlatego, że jest w niej dużo miłości własnej. Gdyby ludzie słuchali Pana Boga i szli za głosem sumienia, nie byłoby wcale tych zawiłości i trudności. Powstają one wtedy, gdy człowiek sam zaczyna myśleć, ile by dane małżeństwo miało mieć dzieci.

Trudności powstają stąd, że ludzie tych największych i najważniejszych spraw nie chcą wziąć pod uwagę, a uwzględniają tylko to, co dyktuje im miłość własna, która wykrzywia sumienie.

Co na ten temat mówi Pan Bóg w Objawieniu? Pan Bóg na to człowieka stworzył i dał mu moc wydawania na świat potomstwa, aby człowiek z tego korzystał.

„Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28).

Nie wolno zakopywać talentu. Tego się nie da usprawiedliwić. Chociaż sługa z Ewangelii (por. Mt 25,15-28) mówi, że talent zakopał, bo się bał, ponieważ Pan chce zbierać to, czego nie posiał, to przecież odpowiedź Pana Jezusa jest tym surowsza: „Wiedziałeś, że takim jestem, a mimo to tak uczyniłeś?”. Pod tym względem trzeba być najbardziej szczerym.

Praktycznie: Ile ma być dzieci? Jak rozstrzygnąć? Mnie się wydaje, a ja jestem pod tym względem bardzo łagodny i podaję to najłagodniejsze zdanie, jakie mogłem znaleźć, że to jest pozostawione natchnieniu rodziców.

Natchnień trzeba słuchać. Nie ma żadnego bliższego przykazania, nie ma prawa, ile kto musi mieć dzieci. Ani Kościół, ani państwo nie odważają się takiego prawa wydać. To zależy od natchnień rodziców.

Małżeństwo polega na wzajemnym daniu sobie prawa do ciała, pod względem zostania ojcem lub matką. Jeśli jedno chce mieć dzieci, drugie nie może się opierać. Jeśli to drugie nie chce się zgodzić, grzeszy ciężko.

Jeżeli ktoś przy zawieraniu małżeństwa całkowicie wyklucza potomstwo, małżeństwo jest nieważnie zawarte. Jeżeli jedno chce mieć dzieci, drugie musi być posłuszne temu natchnieniu. Tu kwestię stawiam jasno i pod tym względem nie ma właściwie usprawiedliwienia. Co innego, gdy w tej chwili masz jakiś poważny powód, jesteś fizycznie niezdolna, niezdrowa, grozi ci kalectwo. To są poważne powody, ale tylko w tej chwili.

Chociażby ci się zdawało, że nigdy nie będziesz uleczona, nie możesz mówić: „Nigdy nie chcę lub: nie mogę wcale mieć dzieci”. Tak nie możesz mówić, chociażby nawet mąż zgodził się na to, że potomstwa nie będzie.

Nie wolno postanawiać, że się czegoś dobrego nie uczyni. Nie wolno żadnego dobrego uczynku z życia wykluczyć. Człowiek powinien czynić dobro. Jeśli ktoś powie, że nie chce nigdy mieć dzieci, to takie postanowienie jest grzeszne, ponieważ wyklucza dobro, jakim są dzieci.

Zupełnie co innego, jeśli doszłaś do porozumienia z mężem, że z miłości ku niemu, dla rodziny i dla Pana Boga wolałabyś, aby do poczęcia dziecka teraz nie doszło. Wtedy wolno ci powiedzieć, że w tej chwili, teraz, nie chcesz dziecka. To nie będzie złem. Nie możesz tak postanowić na przykład na 10 lat, gdyż mogą się zmienić warunki i może Pan Bóg za jakiś czas będzie od ciebie oczekiwał dzieci.

Jak rozwiązać praktycznie problem, czy masz jeszcze mieć dzieci czy nie? Należy uwzględnić następujące prawdy:

Pan Bóg zawsze daje ci najodpowiedniejsze warunki życia, biorąc pod uwagę twoje rzeczywiste potrzeby: pożywienie, mieszkanie… Jeśli chcesz być w zgodzie z prawdą, musisz uznać, że na te warunki, które masz, i tak nie zasługujesz. One są lepsze niż te, na które mogłabyś zasłużyć.

Pan Bóg w miłosierdziu swoim dał ci takie warunki, w jakich żyjesz. Dla twojego zbawienia Bóg daje twojej duszy łaski i natchnienia, za którymi masz pójść. Pan Bóg daje natchnienia również twojemu mężowi. Łaska idzie do ciebie także przez męża. Masz czynić, co będzie chciał twój mąż, o ile będzie chciał dobra.

Wszystko, co się dzieje, dzieje się albo z miłości Boga, albo z miłości własnej. To, co się dzieje z miłości Boga, jest dobre. Na pewno Bóg tego chce. Bóg przez twego męża kieruje do ciebie natchnienia. Żyjesz więc w najlepszych warunkach i masz dostateczną łaskę, by żyć, jak Pan Bóg nakazuje.

Trzeba z życia wykluczyć grzech. Nie będę mówił, co to jest grzech małżeński. Kto nie wie, niech zapyta na spowiedzi. Jeżeli ci się wydaje, że jesteś w takich warunkach, że nie jesteś w stanie żyć bez grzechu, to się mylisz. Żadne trudne warunki grzechu nie usprawiedliwiają.

Jeżeli pozwolisz na grzechy, bo mąż grozi, że cię zostawi i pójdzie do innej – i z tej racji godzisz się na grzech – nie możesz być z tego wewnętrznie zadowolona. Jeżeli takie zadowolenie dopuścisz, to grzeszysz, chociażby tylko myślą, przyzwoleniem. Jest to bardzo złe.

Całe twoje nastawienie ma być takie, aby czynić wszystko, żeby mąż nie grzeszył i Boga nie obrażał. Jeżeli takiego nastawienia nie masz, łatwo wpadniesz w grzech – grzech wewnętrzny. Może tego nigdy nie wypowiesz, ale w tobie będzie grzech.

Najważniejsze jest to, jak ty patrzysz na grzech. Jeżeli grzechu nie wykluczysz, to nie będziesz szczęśliwa. Wtedy słusznie nie masz odwagi przystąpić do Komunii św., bo na dnie twej duszy jest zgoda na grzech, na który się zgodziłaś, by nie mieć trudu i ciężaru.

Jeżeli stwierdzisz, że kiedyś z tych powodów zgadzałaś się na grzech, to chciej Pana Boga mocno przeprosić. Trzeba by może na spowiedzi powiedzieć te grzechy, które były w myślach: że byłaś zadowolona, że mąż grzeszy, byle nie doszło do poczęcia.

Jeżeli wobec kogokolwiek wypowiedziałaś zdanie, z którego mogłoby wynikać, że można grzech lekceważyć, jest to grzech o wiele cięższy. Trzeba naprawić zgorszenie. Jeśli przez to powiedzenie pochwaliłaś grzechy, nie będziesz miała spokoju sumienia, aż nie odwołasz tego i powiesz, że trzeba postępować tak, jak Pan Bóg sobie życzy.

Na jakiej podstawie można przypuszczać, że Pan Bóg z dotychczasowej liczby dzieci w jakiejś rodzinie jest zadowolony? Wola Boża dzieje się niechybnie. Wiele małżeństw może miało dwoje lub troje dzieci. Używali różnych sposobów. Teraz są w latach podeszłych. Jak było w ich życiu? Czy spełnili swoją rolę życiową czy nie? Czy Pan Bóg chciał od nich więcej dzieci czy nie? Albo Pan Bóg chciał – wola Boża dzieje się niechybnie – albo Pan Bóg się zgodził, by dzieci więcej nie było. Rodzice nie chcieli ich mieć, nie chcieli uznać, że to wielkie dobrodziejstwo, nie mieli dla dzieci prawdziwej, ofiarnej miłości, więc Pan Bóg nie dał im tej siły moralnej, by mieli dzieci.

Nie chciał Pan Bóg od nich więcej dzieci, ale to nie usprawiedliwiało tych małżonków ani nie upoważniało ich do tego, by czynili źle. Małżonkowie ci mieli złą intencję: grzeszyli przeciw naturze, obrażali Pana Boga.

Jedynym właściwym sposobem, aby Pana Boga w małżeństwie nie obrażać, jest zachowanie czystości małżeńskiej: wstrzemięźliwość całkowita lub okresowa, zależnie od tego, jak trzeba. Jeśli Pan Bóg od kogoś chce dzieci, nie daje mu możności zachowania wstrzemięźliwości.

Jeżeli ktoś nie potrafi się zdobyć na całkowitą wstrzemięźliwość, jeżeli nie umie się wyrzec pożycia małżeńskiego, a nie może mieć więcej dzieci, powinien stosować metody zalecane przez Kościół. Jeżeli potrafi to zrealizować, to znaczy, że Pan Bóg chwilowo nie chce od niego więcej dzieci. Jeśli ktoś tego nie umie, to albo Pan Bóg chce od niego doskonałej czystości, albo chce potomstwa.

Pan Bóg ma prawo do tego, aby każdy człowiek chciał wykluczyć całkowicie grzech w myślach, mowie i uczynku. To jest wymaganie Pana Boga, a Pan Bóg naszą naturę zna i udziela nam dostatecznej łaski do życia po Jego myśli. Człowiek oczywiście może się Bogu sprzeciwiać, ale wtedy popełnia grzech.

Dawniej inaczej patrzono na tę sprawę. Jeżeli się zdawało, że więcej dzieci być nie może, małżonkowie przeprowadzali się do oddzielnych pokoi i nie współżyli ze sobą. Takie życie jest zgodne z naturą człowieka, jeżeli ktoś uznaje, że rozum też należy do natury człowieka.

W dzisiejszych czasach diabeł potrafił dokonać spaczenia naszej natury i rozpowszechnił fałszywe przekonanie, jakoby życie przeciwko naturze wcale nie było niegodne człowieka. Powinniśmy otrząsnąć się z tego wypaczenia i kwestię pożycia małżeńskiego stawiać jasno.

Żona, niechcąca popełnić grzechu, w wielu przypadkach nie będzie miała argumentów wobec uporu męża. Mąż powinien jednak wiedzieć, że niezgodne z naturą pożycie małżeńskie jest postępowaniem nie po ludzku, nie po męsku i nie po Bożemu.

Jakie są podstawy, abyśmy się porozumieli: ja, jako przedstawiciel Bożego Kościoła, i ty, jako przedstawicielka życia małżeńskiego? Podstawy są następujące:

Pan Bóg daje każdemu człowiekowi warunki życia, które dla niego są najodpowiedniejsze.

Pan Bóg daje dostateczne łaski, aby każdy człowiek mógł żyć bez grzechu.

Ty masz mieć wolę życia bez grzechu. Stanowisko: „Przestanę grzeszyć, gdy będę starsza” jest fałszowaniem sumienia i może doprowadzić do potępienia wiecznego.

Jeżeli Pan Bóg nie daje człowiekowi możności i łaski wewnętrznej, by żył w czystości małżeńskiej, to znaczy, że Pan Bóg chce od niego potomstwa.

Musimy jasno zdać sobie sprawę z tego, że Pan Bóg przyjmuje potomstwo jako swoją własność i bierze za nie odpowiedzialność.

Zdarza się nieraz w naszych rodzinach, że przychodzi na świat dziecko czwarte i piąte. Tego, kto przychodzi zgłosić dziecko do chrztu, pytam zawsze: „Ile już macie dzieci?”. Pytam, by usłyszeć, co też ludzie powiedzą, że mają aż tyle dzieci. Po prostu mówię po to, by usłyszeć ich prawdziwe nastawienie do tej sprawy. Mogę wam powiedzieć jedno: najwięcej skarżą się ci, którzy mają tylko jedno dziecko.

Rozmawiałem kiedyś z bogato ubraną kobietą, matką jedynego dziecka. Byłem przekonany, że tak po prostu więcej dzieci w tej rodzinie nie ma, choć oni by chcieli. Aż tu ona mówi: „Jakie ciężkie czasy, więcej dzieci nie moglibyśmy wyżywić”. Nic już nie śmiałem powiedzieć. Taka była zapatrzona w siebie, taka zatroskana o swą życiową wygodę.

Zupełnie inaczej mówią rodzice, którzy mają dziecko czwarte i piąte, bo mówią: „Sami nie wiemy, jak to Pan Bóg sprawia, że daje nam wszystkim wystarczające utrzymanie”. Takich rodziców życie zmusza do tego, by każde dziecko oddawali Bogu. I oddają każde, naprawdę i z całą świadomością. W większości wielodzietnych rodzin tak jest. A Pan Bóg żywi wszystkich, prowadzi i czyni ich szczęśliwymi.

Źródło: ks. Aleksander Woźny, Dobre rady dla narzeczonych i małżonków, Poznań 2022.