Nie dawało mi spokoju pytanie, co z moim powołaniem. W prostocie i bezradności „umówiłam się” z Jezusem, że porozmawiam o tym z następną osobą, która wejdzie do kaplicy.
Urodziłam się w Niemczech w pięknym mieście Münster w Westfalii. Wychowałam się w polskiej rodzinie. Rodzice przekazali mi głęboką wiarę katolicką z wielką pobożnością maryjną.
Środowisko, w którym przebywałam poza domem, nie sprzyjało raczej rozwojowi duchowemu, ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Jego miłość dociera do najciemniejszych zakątków świata, więc Jezus dotarł ze swoją łaską także do mojego serca.
W wieku, w którym szukałam bardziej towarzystwa rówieśników, niż zważałam na zdanie rodziców, Bóg pozwolił mi doznać bólu rozłąki ze sobą. Kiedy zaczęłam szukać szczęścia poza Stwórcą, moje serce napełniało się coraz większą pustką i zniechęceniem do życia.
Doświadczenie, że Bóg daje mi naprawdę wolność wyboru, a równocześnie przekonanie się o tym, że On wie najlepiej, co dla mnie dobre, stało się przełomowe. Jezus przytulił mnie, obdarzył swoją miłością i wylał na mnie swoje miłosierdzie wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewałam i na to nie zasłużyłam. To było dla mnie uzdrawiające i mocno wyryło się w moim sercu.
Od tamtej chwili miałam coraz większe pragnienie, żeby się zaprzyjaźnić z Bogiem, by spędzać z Nim coraz więcej czasu i by przyprowadzać do Niego innych ludzi. Otwierałam się na wszystko, co mnie zbliżało do Boga. Jeździłam na spotkania dla polskiej młodzieży w Niemczech, ale ciągle czułam niedosyt.
Pewnego dnia koleżanka zaproponowała mi wstąpienie do Ruchu Czystych Serc. Wtedy niewiele o tej wspólnocie wiedziałam, ale pamiętam, że we wspomnienie bł. Karoliny Kózkówny w 2011 r. odmówiłyśmy pierwszy raz Modlitwę zawierzenia RCS i wysłałyśmy prośbę o wpisanie nas do Księgi czystych serc. Rok później pojechałyśmy na rekolekcje RCS do Gródka nad Dunajcem.
Na rekolekcjach byłam zbudowana żywą wiarą wśród młodzieży i umocniona wspólną modlitwą. Poznałam też siostry sercanki. W tym czasie w moim sercu zaczęły się pojawiać pytania o życie zakonne, które z każdym dniem coraz silniej domagały się odpowiedzi. Walczyłam z tymi myślami, ale nie mogłam znaleźć spokoju.
W ostatni wieczór nie dawało mi spokoju pytanie, co z moim powołaniem. Przecież jest tyle różnych sióstr, do których mam więc pójść? W prostocie i bezradności „umówiłam się” z Jezusem, że porozmawiam o tym z następną osobą, która wejdzie do kaplicy. Okazało się, że była to siostra sercanka. Z drżącym i kołatającym sercem odważyłam się do niej podejść.
Z tego spotkania zapamiętałam jedno zdanie, które ta siostra powiedziała, wskazując na serce wyszyte na swoim szkaplerzu: „Najważniejsze jest to, że robimy wszystko na większą chwałę Najświętszego Serca Jezusowego”.
Te słowa jak miecz przeszyły moje serce i stały się już na zawsze drogowskazem i fundamentem mojego życia. Kiedy po kilku miesiącach pojechałam rozeznawać swoje powołanie do sióstr sercanek do Krakowa, miałam wrażenie, jakbym w końcu odnalazła swoje miejsce, jakby mi się wszystkie elementy puzzli w życiu ułożyły w całość. Wszystkie znaki, o które prosiłam Boga, wskazywały właśnie na to miejsce, to zgromadzenie i ten charyzmat. Ale trzeba było jeszcze zdać maturę…
W następnym roku również uczestniczyłam w rekolekcjach Ruchu Czystych Serc w Gródku nad Dunajcem. Tym razem pojechała z nami także moja rodzona siostra. Jakiś czas później wybrałam się na rekolekcje animatorskie RCS do Częstochowy, ponieważ chciałam ze znajomymi prowadzić wspólnotę RCS w Niemczech. Jednak moje ówczesne plany się zmieniły i pierwszeństwo zyskała droga powołania zakonnego.
W 2014 r. w wieku 19 lat wstąpiłam do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. W 2023 r. Pan pozwolił mi złożyć śluby wieczyste. Nie da się opisać radości, jaka płynie z całkowitego oddania się Bogu na wieki. To radość, która była okupiona niejedną łzą i walką, ale warto było zawalczyć o to, co w życiu najcenniejsze: o przyjaźń z Jezusem i zawierzenie się całkowicie opatrzności Tatusia Niebieskiego oraz oddanie się kierownictwu Mamy Maryi.
Chcę się podzielić jeszcze tą radością, że również moja rodzona siostra, która także formowała się w RCS, wstąpiła trzy lata później do tego samego zakonu co ja.
Obecnie posługuję we francuskiej parafii w Normandii. Zajmuję się życiem duszpasterskim, w tym katechizacją, opieką nad chorymi i samotnymi w domach. Ponadto organizuję spotkania formacyjne dla młodych kobiet po francusku i po polsku. Jest dla mnie wielką radością towarzyszyć ludziom na różnych etapach ich życia.
Kochani, życzę każdemu z Was, aby Wasze życie było głęboko zjednoczone z Bogiem i abyście promienieli Jego miłością wszędzie, dokądkolwiek On Was pośle. Na krótko zostało nam powierzone nasze życie, więc żyjmy na 100%, a Duch Święty doda kolejne 100%! Nie bójcie się! Bóg jest miłością i pragnie Waszego szczęścia. Zaufajcie Mu! Warto!
s. Faustyna Maria