Obfite owoce wieczystej adoracji

Cała rodzina przystępuje do Komunii Świętej

Dzisiaj wierni pytają mnie: „Proszę księdza, jak nasza parafia mogła funkcjonować bez kaplicy wieczystej adoracji? Jak to było możliwe?”. Sam, jako proboszcz, stawiam sobie to pytanie.

Chciałbym podzielić się szczęściem, któremu na imię kaplica wieczystej adoracji. Jestem proboszczem sześciotysięcznej parafii na peryferiach Poznania. Od Bożego Narodzenia 2020 r. w naszym kościele pw. Świętego Antoniego Padewskiego jest wystawiony nieprzerwanie Najświętszy Sakrament, w dzień i w nocy, przez siedem dni w tygodniu. I nie zdarzyła się nawet jedna chwila, w której Pan Jezus byłby sam.

Początek

Pomysł powstania kaplicy wieczystej adoracji w mojej parafii zrodził się po lekturze dwumiesięcznika „Miłujcie się!”. W numerze 4-2018 ukazała się informacja o o. Juście Antoniu Lo Feudo, argentyńskim kapłanie, który mając 53 lata oraz będąc inżynierem Shella w Stanach Zjednoczonych i jednocześnie agnostykiem, pojechał do Medjugorja i tam się nawrócił.

W wieku 63 lat Justo Antonio otrzymał święcenia kapłańskie i wraz z kilkoma francuskimi księżmi założył Zgromadzenie Misjonarzy Adoracji Najświętszego Sakramentu. Ojciec Lo Feudo ma dzisiaj 82 lata i pomógł w założeniu ok. 200 czynnych kaplic wieczystej adoracji w całej Europie.

Kapłan ten na zaproszenie ks. Mieczysława Piotrowskiego i naszej parafii przyjechał 22 października 2020 r. do Poznania, aby utworzyć tutaj kolejną kaplicę. Był to moment dosyć trudny – czas trzeciej fali pandemii covidu. Wydawało się więc, że pomysł zapraszania ludzi i tworzenia kaplicy był najmniej odpowiedni.

Ojciec Lo Feudo wygłosił przez dwie niedziele homilie w naszym kościele, a w następnych tygodniach – niedzielne homilie w sąsiednich parafiach. W naszej parafii spotykał się w dni powszednie, co drugi – trzeci dzień, na adoracji z chętnymi osobami. Po ponad miesiącu, pod koniec listopada, było zajętych już 80% godzin w tygodniu.

Co istotne, w pierwszej kolejności ludzie zapisywali się na godziny nocne. W przeważającej większości były to osoby w przedziale od 30. do 50. roku życia, a więc stosunkowo młode, aktywne zawodowo. W momencie otwierania kaplicy, w Boże Narodzenie 2020 r., 340 osób podjęło się przynajmniej jednej godziny adoracji w tygodniu.

Jak to działa?

Ogromnie ważna w funkcjonowaniu kaplicy wieczystej adoracji jest jej organizacja. Nad całością czuwa 29 koordynatorów: 1 główny, 4 blokowych i 24 koordynatorów godzinowych, którzy są odpowiedzialni za każdą godzinę doby w tygodniu.

Osoba, która decyduje się na adorację, nie pozostaje sama w momencie, gdyby się okazało, że nie może danego dnia przyjść na dyżur. W pierwszej kolejności szuka zastępstwa we własnym otoczeniu.

Słyszałem o takiej sytuacji, w której pewna kobieta mająca stały dyżur dostała skierowanie na trzy tygodnie do sanatorium. Nie mogła znaleźć osoby, która by mogła ją zastąpić, dlatego zwróciła się z prośbą o to do swojego szwagra, który był obojętny religijnie.

On jej odpowiedział: „Znasz mój stosunek do Kościoła i religii, ale lubię cię, dlatego przez okres trzech tygodni, raz w tygodniu, zastąpię cię na adoracji”.

Gdy po trzech tygodniach kobieta wróciła, szwagier jej powiedział, że już nie odda tej godziny adoracji. Znam też osobę, która, mimo że nie chodziła na niedzielną Mszę św., za namową sąsiadki zaczęła regularnie adorować Najświętszy Sakrament.

Gdyby się zdarzyło, że osoba adorująca nie mogłaby nikogo znaleźć na zastępstwo, wówczas zwraca się do koordynatora godzinowego i jemu pozostawia ten problem do rozwiązania.

Oprócz osób mających stały dyżur istnieje również tzw. złota lista. Są na niej osoby, które nie mogą podjąć stałego dyżuru ze względu na pracę zmianową, ale są gotowe zawsze pomóc.

Po trzech miesiącach od powstania kaplicy wieczystej adoracji osoby ze „złotej listy” telefonowały do koordynatorów i pytały: „Dlaczego do nas się nie odzywacie?”. Okazało się, że nie było takiej potrzeby.

Trzeba jeszcze dodać, że w większość godzin w całym tygodniu Najświętszy Sakrament adorują dwie lub więcej osób, które są ze sobą w kontakcie. Jeśli ktoś nie może przyjść, telefonuje do osoby, która jest współdyżurująca. Jeśli ona będzie na adoracji, nie ma potrzeby szukać dalej.

Na przestrzeni tych ponad trzech lat adoracji tylko jeden raz się zdarzyło, że usłyszałem telefon o godzinie piątej rano i któraś z osób dyżurujących poprosiła mnie, abym przyszedł do kaplicy, ponieważ nie przybył zmiennik na kolejną godzinę. Byłem po pięciu minutach w kaplicy i okazało się, że do godziny szóstej wielu ludzi wchodziło do kościoła na kilka minut, aby się pomodlić przed pracą lub po pracy.

Adoracja trwa

Obecnie na adorację jest zapisanych około 380 osób. Spokojnie jednak można powiedzieć, że w ciągu tygodnia modli się w kaplicy około 1000 osób.

Kiedy ojciec Lo Feudo wyjeżdżał, zapytałem go: „Kiedy nastąpi kryzys i będzie trzeba zrobić reorganizację, aby uzupełnić brakujące osoby?”.

Ojciec odpowiedział: „Normalnie zdarza się to po półtora roku do dwóch lat”.

W naszej kaplicy po trzech latach jest więcej osób niż na początku. To jest oczywiście tajemnica łaski Bożej, ale po ludzku wydaje się, że zadecydował o tym czas powstania kaplicy podczas pandemii. Wielu starszych ludzi nie opuszczało wtedy domów, zapisywali się więc ludzie młodsi i dzięki temu ten kryzys dotąd nie nastąpił.

Kiedy rozpoczynaliśmy wieczystą adorację, wydawało się nam, że położenie parafii na peryferiach dużego miasta nie jest najlepszą lokalizacją dla takiej kaplicy. Była to wtedy pierwsza i jedyna kaplica wieczystej adoracji w archidiecezji. Kolejny raz się okazało, że to, co po ludzku było słabością, stało się atutem. Nasza parafia jest tranzytem dla wielu ludzi pracujących w Poznaniu, a zamieszkujących na jego obrzeżach.

Co adoracja zmienia?

Dzisiaj wierni pytają mnie: „Proszę księdza, jak nasza parafia mogła funkcjonować bez kaplicy wieczystej adoracji? Jak to było możliwe?”. Sam, jako proboszcz, stawiam sobie to pytanie.

Eucharystia jest sercem Kościoła. Kiedy ktoś zakosztuje adoracji, doświadczy jej mocy osobiście, często nie potrafi już bez niej żyć. Gdyby nawet przestał adorować, to widzi, że czegoś mu brakuje. To jest miłość, która „uzależnia”, ale też miłość, która uzdrawia, uwalnia, daje pokój serca.

Powodem, dla którego zrodziło się we mnie jako duszpasterzu pragnienie wieczystej adoracji, była bezradność, jakiej doświadczamy dzisiaj w Kościele wobec faktu laicyzacji i sekularyzacji naszego społeczeństwa. Po ludzku wydaje się, że już nie mamy narzędzi, aby ten proces zatrzymać. Ale Pan Bóg jest wszechmogący!

Ojciec Lo Feudo mówił, że idąc w słońcu, nie możemy się nie opalić, idąc w deszczu, nie możemy pozostać suchymi, podobnie – przychodząc przed Najświętszy Sakrament – nie możemy nie otrzymać łask. Może być tak, że wielu ludzi nigdy nie przyjdzie przed Najświętszy Sakrament na adorację, ale my możemy ich tam przynieść w swoim sercu i wtedy te osoby znajdą się przed Panem Bogiem.

Jestem przekonany, że adoracja na obecny czas jest darem Pana Boga dla Jego Kościoła. Jeśli zostanie on przyjęty, przyniesie obfite owoce i stanie się niewyczerpanym źródłem łask. Jeśli chcemy wzrastać w miłości, musimy powrócić do Eucharystii, do adoracji.

Trzeba życie „tkać” wokół Najświętszego Sakramentu, utkwić wzrok w Nim. Przez nikogo na świecie nie będziemy lepiej przyjęci, przez nikogo bardziej kochani jak przez Jezusa żyjącego i obecnego w Najświętszym Sakramencie.

Na koniec świadectwo 12-letniej Hani, dziecka, które adoruje w naszej kaplicy Najświętszy Sakrament: „Za każdym razem, kiedy jestem w tym cudownym miejscu, widzę Jezusa, a w zasadzie Jego cień. Zawsze jest inny: raz widzę Jego twarz, innym razem całą Jego postać. Będąc na adoracji, czuję, że nie jestem sama. On jest ze mną”.

ks. Janusz Molewski