Gdy młody człowiek nie akceptuje swojego ciała i płci

Młody człowiek przez swoje ciało wyraża siebie

Jeśli ktoś wie, że jego wygląd szokuje, rodzi negatywne emocje u innych, powinien brać to pod uwagę i rozważyć, czy postępuje słusznie.

Wywiad z ks. Sławomirem Kostrzewą

Redakcja „Trwajcie w miłości”: Dlaczego tak wielu młodych oszpeca swoje ciało tatuażami, piercingiem, ostrym makijażem, strojem?

Ks. Sławomir Kostrzewa: Młodzi ludzie od zawsze chcieli wyglądem podkreślić swój indywidualizm. Nie wiemy dokładnie, jak to wyglądało w różnych kulturach w przeszłości, ale analiza tekstów źródłowych i dzieł literackich z rozmaitych okresów potwierdza to przypuszczenie. Od dwóch wieków mamy dodatkowe źródło informacji o wyglądzie swoich przodków – fotografie i nieco młodsze źródło – film. Potwierdziły one prawdę, że młodzi zawsze szukali własnego języka, wyrażającego się w ubiorze, fryzurze czy makijażu. Ludzie urodzeni po 1930 r. również mogą dać świadectwo, jak bardzo młodzież lat 60., 70., i 80. manifestowała swoją odmienność. Nastolatki chcą się wyróżniać i czynią to na różne sposoby, czasem szokując. To nic nowego.

Okładka książki: Jak pomóc młodzieży pokochać Boga

Twm: Ale działania młodych ograniczały się do ubrań, makijażu i fryzur. Dziś niezwykle popularne są piercingi, umieszczanie implantów w różnych częściach ciała, tatuaże – a więc działania, które w wielu przypadkach są radykalne i nieodwracalne. 

Ks. S. K.: Zgadza się. Z pewnością to wyróżnia obecne pokolenie nastolatków. W przeszłości były pewne granice postępowania względem własnego ciała, a ich przekraczanie było typowe dla ludzi z marginesu społecznego. Dziś taka ingerencja szokuje ludzi o wiele mniej niż w przeszłości. Jeszcze kilka dziesięcioleci temu osoba mająca kontrowersyjne tatuaże musiała się liczyć z poważnymi konsekwencjami społecznymi, np. z ograniczeniami w dostępie do bardziej ambitnej pracy. Doświadczała także jakiegoś rodzaju wykluczenia z grona znajomych czy rodziny. Dziś wielu ludzi nie zwraca uwagi na to, jak inni oszpecają własne ciało. Straciliśmy wrażliwość na to, co szokuje. To nie jest dobre, bo na zło trzeba reagować.

Okładka książki: Jak prowadzić dzieci do Boga

Twm: Dlaczego Ksiądz uważa, że to jest złe?

Ks. S. K.: Tak radykalne, drastyczne postępowanie względem własnego ciała nie jest obojętne dla zdrowia. Proszę zauważyć, że większość młodych ludzi jest przekonana, że noszenie kolczyków w innych częściach ciała niż uszy jest bezpieczne. Myślą też, że tatuaże nie są szkodliwe dla zdrowia. Wystarczy jednak wpisać w dowolnej wyszukiwarce internetowej frazę „tatuaże niebezpieczne dla zdrowia” i otrzymujemy tony informacji na ten temat. Znam osoby, które zdecydowały się na kolczyki lub ćwieki w „egzotycznych” częściach ciała. Skończyło się to dla nich bardzo poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi. W jednym z przypadków kobiecie groziła nawet amputacja języka i utrata mowy! Należy się zatem zastanowić, na ile mówimy o pragnieniu zamanifestowania swojej odmienności, próbie zwrócenia na siebie uwagi, co jest naturalne na tym etapie życia, a na ile o eksperymentowaniu z ciałem. Wtedy trzeba postawić pytanie o stronę moralną takiego postępowania.

Twm: I jaka byłaby odpowiedź?

Ks. S. K.: Ciało jest świątynią Ducha Świętego. Należy się o nie troszczyć. Nie może być ono traktowane jak przedmiot eksperymentu. Myślę, że temat ten został już wyczerpany po II wojnie światowej, kiedy zaczęto upubliczniać skalę zbrodni eksperymentów medycznych przeprowadzanych na więźniach obozów koncentracyjnych. Jasne, że kiedy młody człowiek z własnej woli eksperymentuje z wyglądem, to nie jest to ten sam poziom eksperymentu co w przypadku zbrodniarzy wojennych! Fundament jest jednak ten sam – ciało człowieka jest święte. Nikt nikomu nie daje prawa do tego, aby traktować je jak przedmiot. Bez względu na to, czy dzieje się to dobrowolnie, czy pod przymusem. Myślę też, że w obu przypadkach mamy pewien wspólny mianownik. Kiedy człowiek odchodzi od Boga, zaczyna się w nim pojawiać – uświadomiona lub nieuświadomiona, ale żywa – potrzeba, konieczność czy przymus burzenia Bożego porządku. Takie są moje obserwacje wynikające z rozmów z takimi ludźmi.

Okładka książki: Jak budować szczęście w małżeństwie

Twm: Co Ksiądz jeszcze zauważył w czasie tych rozmów?

Ks. S. K.: Niemal wszyscy moi rozmówcy mieli poważny problem w relacjach z Bogiem i z ludźmi. Większość z nich od dłuższego czasu żyje w grzechach. Obrażają Boga swoim życiem, pychą, ignorancją. Lekceważą Kościół, więc nie mają większych zahamowań, aby bezcześcić świątynię swojego ciała. Bóg nie milczy; wysyła sygnały, że to wbrew Jego porządkowi, że to się kiedyś zemści – tak było u wspomnianych przeze mnie osób, które zdecydowały się na ćwieki czy kolczyki i implanty w różnych dziwnych miejscach ciała, i u jednej z tych osób doszło do sepsy, a eksperymenty z ciałem prawie skończyły się dla niej śmiercią… Kilka z nich cierpi na inne przewlekłe choroby, skutki operacji i zakażeń. Człowiek, który nie dba o świętość, czyli o nienaruszalność własnego ciała, zaprasza do swojej duszy zło i ono go zniewala. Jest takie powiedzenie: co w duszy człowieka, to i na zewnątrz. Człowiek, którego dusza staje się piękna Bogiem, pięknieje, promienieje naturalnym pięknem. Osoba, która niszczy swoją duszę, niszczy i szpeci swoje ciało. Sam widok takiego człowieka rodzi obrzydzenie. Podobnie jest z jej duszą.

Twm: A może trochę Ksiądz przesadza? Nie każda osoba, której wygląd szokuje, musi być złym człowiekiem.

Ks. S. K.: Musimy się dobrze zrozumieć. To, że ktoś wpuszcza w swoje życie zło, żyjąc w grzechu, nie oznacza, że jest złym człowiekiem. Ale też trudno powiedzieć, że taka osoba jest dobra, ponieważ źródłem dobra, prawdy i piękna jest tylko Bóg. Grzech zamyka nas na Bożą łaskę, eksmituje Boga z naszej duszy, z naszego życia. Odcina nas od źródła życia, dobra i piękna. Takie są fakty. Zauważmy też, że jeśli ktoś wie, że jego wygląd szokuje, że rodzi negatywne emocje u innych, powinien brać to pod uwagę i rozważyć, czy postępuje słusznie. Czy nie narusza przykazania miłości bliźniego, nie licząc się z jego uczuciami i reakcjami na swój wygląd? Z moich obserwacji wynika, że te osoby są bardzo świadome, jakie reakcje wzbudza ich wygląd, ale z pewnych przyczyn jest im to obojętne albo nawet właśnie takich reakcji oczekują. Muszą mieć świadomość, że grzeszą względem przykazania miłości bliźniego. Nie jesteśmy mieszkańcami bezludnej wyspy. Żyjemy wśród ludzi i musimy się z nimi liczyć. Taka jest wola Boża, abyśmy się miłowali wzajemnie.

Twm: Czy którakolwiek z tych osób powiedziała Księdzu, że jest szczęśliwa z powodu swoich eksperymentów z ciałem i wyglądem?

Ks. S. K.: Oni są permanentnie nieszczęśliwi. Jedynie Bóg i Jego łaska mogą człowieka uczynić szczęśliwym. Jeśli człowiek świadomie odrzuca Boga, nigdy nie doświadczy szczęścia. U takich ludzi raczej w chwilach planowania lub dokonywania zmian w ciele pojawia się jakiś rodzaj perwersyjnej przyjemności, jakiej może doświadczać na przykład narkoman próbujący kolejnego narkotyku. Nie ma tu jednak mowy o trwałym szczęściu. Niedawno rozmawiałem z pewnym 20-latkiem, który planował zamienić kolczyki na tunele, takie okręgi kilkucentymetrowej średnicy. Mówił, że ma na i w swoim ciele 18 tatuaży, 16 kolczyków i 3 implanty. Cały swój zarobek przeznaczał na te sprawy i wciąż było mu mało. Jego szef stracił w końcu cierpliwość i go zwolnił. Nie dał się przekonać tłumaczeniom chłopaka, że sprawa z tunelami się komplikuje, bo najpierw pojawiły się bolesne rozstępy, a potem nastąpiło rozerwanie skóry… Sugestie terapii psychologicznej ten chłopak oczywiście wyśmiewał i odrzucał. To jeden z symptomów zniewolenia duchowego.

Twm: Skąd u młodych biorą się takie autodestrukcyjne zachowania?

Ks. S. K.: Zauważam takie zachowania głównie u osób, które odeszły od Boga oraz Kościoła i nie przystępują do sakramentów. Do tego dochodzą konflikty z bliskimi, problemy rodzinne. Wiele tych osób pochodzi z rozbitych małżeństw. W ich dzieciństwie nie było miłości i akceptacji. Niektórzy z nich mówili mi, że byli regularnie przeklinani przez swoich rodziców. To doskonałe warunki dla złego ducha, który na różne sposoby niszczy ciało i duszę takiego człowieka. Podważa jego wartość, kwestionuje wygląd, wszystkie dary Boże. Autodestrukcja postępuje i w wymiarze duchowym, i w fizycznym. Pojawia się problem z alkoholem, narkotykami. Często takie osoby mają za sobą próby samobójcze.

Twm: Jakie inne tego rodzaju nieuporządkowania dostrzega Ksiądz u młodych ludzi?

Ks. S. K.: Wielu z nich nie akceptuje swojego ciała, wyglądu, płci. To również może być skutek nieuświadomionej agresji wobec Boga i Bożego porządku oraz efekt traum z dzieciństwa. Tego rodzaju zaburzenia, niestety, mogą być podsycane przez kulturę masową, promującą modę na zmiany płci, a także przez ideologię gender. Według niej potrzeby seksualne człowieka mają wyższy priorytet niż potrzeby duchowe czy porządek społeczny. Genderyści twierdzą, że od zaspokajania tych potrzeb zależy szczęście człowieka. Tego typu hasła trafiają, niestety, na podatny grunt u młodego, poranionego człowieka. Zaczyna on wtedy kwestionować swoją płeć, swoją orientację seksualną. Agresywnie dopomina się o tolerancję dla swoich poglądów i ustaleń co do własnej tożsamości seksualnej, nawet jeśli te poglądy zmieniają się u niego co kilka miesięcy czy tygodni.

Twm: Spotyka się Ksiądz z takimi ludźmi? Co Ksiądz im radzi?

Ks. S. K.: Najpierw staram się ich przekonać, że nie jest normalne to, co się dzieje w ich życiu i w duszy oraz że dalsze trwanie w tych błędach doprowadzi do katastrofy. Potem namawiam ich, aby zaczęli zapraszać do swojego życia Jezusa i się modlili. To jest początek każdego uzdrowienia. Pan Jezus zawsze przychodzi na pomoc tym, którzy Go o to proszą. Najpierw jednak trzeba, aby człowiek zauważył, że żyje w błędzie. Tu mamy często problem, bo co innego powie ksiądz, co innego rodzice i co innego szkoła. Jeśli jednak młody człowiek zaufa Bogu, wówczas może się rozpocząć proces jego uzdrawiania. Po uznaniu błędu ważna jest szczera spowiedź i pilnowanie regularności tego sakramentu. Potrzeba też modlitwy o przebaczenie. W wielu wypadkach tego rodzaju problemy i zaburzenia są powiązane z nienawiścią do konkretnych osób, na przykład członków rodziny. Potrzeba też powrotu do nauki Jezusa. Trzeba uznać, że w Jego słowach ukryta jest jedyna prawda. Bóg w swoim słowie wyraźnie naucza, jaki jest Jego stosunek do grzechów względem ciała, grzechów przeciwko VI przykazaniu, grzechów homoseksualnych. Jego nauka jest niezmienna i trzeba być wobec tego faktu bardzo pokornym. Wielu ludziom trudno przyjąć za prawdę słowa zawarte w Piśmie św. Jeśli jednak człowiek pokona swój brak zaufania do Boga, ma szansę stać się wolny i szczęśliwy. Przekona się wtedy, że znalazł prawdziwą miłość, i będzie jej doświadczał. Stanie się wówczas dla niego jasne, że tkwił w błędach. Nie będzie chciał już wracać do starego, grzesznego życia.