Nathan – nauczyciel miłości

Nathan

Nathan sam o sobie mówi, że ma małe rączki, ale serce wielkie. Choroba, z którą Nathan się urodził, przynosi cierpienie i wiele trudności. Jednak Pan Bóg daje nam siły, umacnia nas.

O tym, że Nathan nie ma rąk, dowiedzieliśmy się podczas trzeciego badania prenatalnego. Lekarz, który mnie badał, dziwnie się zachowywał, w końcu stwierdził, że nasz syn nie ma rąk. Dla nas, rodziców, to był szok. Przecież na poprzednich badaniach wszystko było dobrze. Kości ramienne Nathana były wymierzone i nie stwierdzono wtedy żadnych nieprawidłowości.

Gdy dowiedzieliśmy się z mężem o wadzie synka, oboje płakaliśmy wieczorami. Był to dla nas bardzo trudny czas.

Pamiętam, że modliłam się wtedy modlitwą Pana Jezusa: „Boże, jeżeli to możliwe, oddal ode mnie ten kielich. Lecz nie moja, ale Twoja wola niech się stanie”.

Dopiero niedawno odkryłam, że dalszy fragment z Pisma św. brzmi: „Wtedy przyszedł anioł i Go umacniał”.

W tamtym czasie miałam niewłaściwy obraz Boga. Teraz wiem, że choroba nie pochodzi od Boga. Wszystko, co Pan Bóg stworzył, jest dobre. W momencie gdy zaczęłam akceptować tę sytuację, byłam tuż przed porodem. Miałam wizytę u lekarki prowadzącej ciążę – powiedziałam jej, że mój syn prawdopodobnie nie ma rąk.

Ona stwierdziła: „Szkoda, że o tej wadzie nie dowiedzieli się państwo wcześniej, bo moglibyśmy jeszcze tę ciążę terminować, a teraz jest już za późno – musi pani urodzić”.

Bardzo mnie zabolały te słowa. Długo miałam żal do lekarzy, którzy nie wsparli nas w tym trudnym czasie. Wystarczyło jedno zdanie: że będzie dobrze, że damy radę, a my tylko usłyszeliśmy diagnozę i potem „do widzenia, następny pacjent!”.

Mieliśmy natomiast dużo wsparcia od rodziny i przyjaciół. Wystarczyło, że byli. To była nieoceniona pomoc. Moja mama na wiadomość o małych rączkach synka powiedziała mi, że już Nathanka kocha dwa razy mocniej. I choć obecnie stara się traktować wszystkich wnuków jednakowo dobrze, to myślę, że Nathan ma szczególne miejsce w jej sercu.

Walka o życie

Synek urodził się w 41. tygodniu, siłami natury, w tak zwanym czepku. Szczęście (dziś wiemy, że to łaska Boża) nie opuszczało go już od samego początku. Gdy go zobaczyłam, moja miłość eksplodowała. Powtarzałam mu w kółko, że go kocham, że będę go chronić i zrobię wszystko, żeby był szczęśliwy.

Nathan urodził się z ogromnym krwiakiem na głowie. Miał bardzo małą ilość czerwonych płytek i szybko musiał otrzymać transfuzję krwi. To był dla nas bardzo dramatyczny czas. Walka o życie Nathana przysłoniła nam problem braku ramion. Inne rzeczy stały się ważniejsze.

Chrzest synka odbył się w szpitalnej kaplicy. Krótko potem zostaliśmy przewiezieni do kliniki w Zabrzu. Mogłam być z synem jedynie trzy godziny dziennie. Każdego dnia bałam się telefonu z kliniki. Nathan zaraził się tam sepsą i znowu walczył o życie. Po miesiącu wypuścili nas do domu.

Ten czas pokazał nam, że sobie poradzimy. Ważne było to, że Nathan przeżył i jest z nami. W pierwszym roku życia syn przeszedł 16 transfuzji, miał za sobą 6 operacji kolan. Naprawdę dzielnie to wszystko znosił.

Przy drugiej ciąży lekarze od samego początku informowali mnie, że „przysługuje mi prawo do aborcji z uwagi na pierwsze niepełnosprawne dziecko”.

Nasza córeczka miała za dużą przezierność karkową. Lekarze nalegali na amniopunkcję, na którą nie wyraziłam zgody. Córka urodziła się całkiem zdrowa. Nathan i Mia od samego początku są ze sobą bardzo zżyci. Spali przytuleni do siebie, często Mia naśladowała swego braciszka.

Nathan jest bardzo pomocnym bratem. Pomagał mi podczas karmienia czy ubierania córki. Gdy smoczek jej wypadł, to szybciutko go jej podawał.

W kolejnej ciąży podczas badania lekarze zauważyli, że jedna nerka u synka jest powiększona. Ponownie usłyszałam, że musimy się spieszyć z badaniami, ponieważ można jeszcze dokonać aborcji.

Ja byłam zawsze za życiem. Nie sądziłam, że mnie takie sytuacje będą dotyczyć, ale nawet przez moment się nie zawahałam, co powinnam robić. Na świecie jest prawie osiem miliardów ludzi, a każdy z nas jest inny. Jest w nas tchnienie Boga!

Bóg, stwarzając świat, tylko człowieka stworzył na swój obraz i podobieństwo. Jesteśmy piękniejsi od Słońca, gwiazd, galaktyk. Mamy najpiękniejszy dar od Pana Boga – bierzemy udział w stwarzaniu nowego człowieka. Mamy możliwość przekazania mu swojego DNA. Myślę, że dlatego szatan nienawidzi tak bardzo życia, szczególnie w łonie matki.

Nathan – dar od Boga

Nathan jest wspaniałym, mądrym i radosnym chłopczykiem. Obecnie chodzi do drugiej klasy. W szkole korzysta z laptopa ze specjalną myszką i klawiaturą. Dzieci go bardzo lubią. Potrafi samodzielnie jeść, pić, ubrać się, umyć zęby. Jeździ na rowerze, sam wraca do domu z kolegami na hulajnodze. Tańczy również w zespole folklorystycznym.

Na każdą czynność znajduje swój sposób. Szybko układa nogami lego dla dziewięciolatków. Nathan nauczył nas, żeby z góry nie określać – czy on da radę coś zrobić czy nie, czy to jest coś dla niego czy nie. Ciągle nas czymś nowym zaskakuje.

Pewnego dnia sam przeszedł przez płot, innym razem wykonał salto na trampolinie. Powtarza, że jeżeli coś chcemy zrobić, to trzeba próbować do skutku. Łobuzuje tak jak inne dzieci. Uwielbia grać w piłkę nożną.

Drużyna, w której Nathan gra, zdobyła wiele medali i pucharów. Jestem jej wdzięczna za to, że przyjęła go do zespołu i bardzo dobrze go traktuje. Marzeniem syna jest wyprowadzić na stadion piłkarzy i przede wszystkim spotkać się z Lewandowskim i Messim.

Jesteśmy ciekawi, co przyniesie przyszłość, ale też spokojni o to, co będzie. Już teraz wiemy, że syn na pewno sobie poradzi. Nathan uczy nas żyć dniem dzisiejszym i patrzeć na świat z innej perspektywy.

Na początku, po urodzeniu synka, za bardzo wybiegałam w przyszłość. Nie ma jednak sensu martwić się o to, jaką pracę będzie mógł wykonywać, skoro jest jeszcze dzieckiem. W przyszłym roku przystąpi do Pierwszej Komunii Świętej. Nie może się doczekać tego dnia. Sam o sobie mówi, że ma małe rączki, ale serce wielkie. Jest to prawda. Bardzo bym chciała, aby zawsze w jego życiu Bóg był na pierwszym miejscu. Wtedy na pewno wszystko się ułoży.

Nathan przepięknie potrafi opowiadać o Jezusie. Ma z Nim bliską relację. Wie, że Pan Bóg jest bardzo dobrym Ojcem, który pragnie przede wszystkim naszego zbawienia, ale troszczy się też o nas tutaj, na ziemi. Syn często nas zawstydza swoją mądrością. Uczy nas cierpliwości, dziecięcej wiary i ufności Panu Bogu. To on bardzo nas zbliżył do Boga. Jego imię oznacza według Biblii dar od Boga.

Uzdrowienie relacji małżeńskiej

Choroba, z którą Nathan się urodził, przynosi cierpienie i wiele trudności. Towarzyszą nam rozstania i dużo innych niełatwych sytuacji, z którymi musimy się mierzyć jako rodzina. Jednak Pan Bóg daje nam siły, umacnia nas.

Niestety, wcześniej nasza relacja z Bogiem i między nami, małżonkami, nie była dobra. Razem z mężem wierzyliśmy w Boga, ale On nie był dla nas fundamentem, tylko jednym z elementów w naszej rodzinie. Nasze małżeństwo też nie było dobre.

Po pewnym czasie chciałam się rozwieść i złożyłam już dokumenty u adwokata w Niemczech, w których mieszkamy. Potem pojechałam z dziećmi do swojej mamy w Polsce. W ostatni dzień pobytu pomyślałam, że to dobry czas, żeby skorzystać z sakramentu pojednania. Nie spowiadałam się od sześciu lat, ale umówiłam się z księdzem i przystąpiłam do kratek konfesjonału.

Wróciłam do Niemiec i nadal mieszkałam z mężem. Wkrótce zmarła jego babcia. Pojechaliśmy razem na pogrzeb do Polski. Tam mąż oznajmił mi, że chciałby przystąpić do spowiedzi i przyjąć Komunię św. Bał się, bo nie był u spowiedzi jakieś 16 lat. Umówiłam go do tego samego kapłana, który mnie spowiadał. Wtedy myślałam, że mąż próbuje wszystkiego, aby nas odzyskać. Ja już jednak postanowiłam, że odchodzę.

Po powrocie do Niemiec mąż miał jedną prośbę. Chciał, żebyśmy wieczorem całą rodziną odmawiali Ojcze nasz i co niedzielę jak normalna rodzina chodzili do kościoła. I tak się działo. Zaczęliśmy się też normalnie dogadywać. Nigdy wcześniej tak ze sobą nie rozmawialiśmy. Nigdy nie było w nas tyle pokoju, co wtedy.

Pewnego dnia zapytałam Pana Jezusa, co mam robić, jaka jest wola Boża. Wtedy myślałam, że Bóg ma tyle spraw na głowie, że nie za bardzo interesuje Go moja sytuacja. Oczywiście w trudnych chwilach zwracałam się do Niego, ale nie czułam Jego obecności. Tymczasem, gdy tym razem nie oczekiwałam nawet na odpowiedź, to bardzo szybko ją dostałam.

Tego dnia Nathan usiadł naprzeciwko mnie przy stole i bardzo poważnie przekonywał mnie, że zostanę z mężem. On mi wprost powiedział, że taka jest wola Boża! Było też więcej innych znaków.

Zaufałam Bogu, bo do męża musiałam jeszcze nabrać zaufania. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zmiana w mężu i we mnie jest niesamowita. To cud, że do siebie wróciliśmy i żyjemy w ten sposób.

Ja wszystko skreśliłam, a Eucharystia uratowała nasze małżeństwo! Jezus żyje i dba o nas. Teraz z mężem mamy świetną relację, nad którą pracujemy. Należymy do wspólnoty Domowego Kościoła, urodziło się nam trzecie dziecko – synek Santiago – i niedawno kupiliśmy dom.

Każdego dnia widzimy, jak Bóg nas wspiera, wyciąga z tarapatów i przemienia nasze serca, abyśmy byli jednością. On pierwszy wyciąga ręce w naszą stronę i pyta, czy przyjmiemy Jego plan na nasze życie.

Sabina