Wstąpienie Malcolma Muggeridge’a do Kościoła katolickiego w 1982 r. odbiło się głośnym echem w środkach masowego przekazu. Był on bowiem jednym z najsłynniejszych angielskich dziennikarzy, pisarzy i twórców najlepszych telewizyjnych programów w XX wieku.
Malcolm Muggeridge był prawdziwą gwiazdą małego ekranu, a równocześnie niezwykle błyskotliwym pisarzem, porównywanym z G. K. Chestertonem i C. S. Lewisem. Nawrócenie dziennikarza było ukoronowaniem długiego procesu poszukiwania przez niego prawdy.
Malcolm Muggeridge urodził się w Londynie 24 marca 1903 r. Jego ojciec był agnostykiem, współzałożycielem Niezależnej Partii Pracy (Independent Labour Party). W domu Muggeridge’ów chrześcijaństwo zastąpiono religią socjalistycznego postępu. Malcolm przejął od swego ojca przekonanie, że będzie można zbudować socjalistyczny raj na ziemi, sprawiedliwe, pokojowe i dostatnie społeczeństwo.
Cambridge
Muggeridge studiował w Selwyn College w Cambridge. Zaprzyjaźnił się tam ze starszym od siebie klerykiem Vidlerem, który był wpływową postacią w college’u. Ich przyjaźń przetrwała aż do śmierci. Dzięki tej znajomości Malcolm mógł przez dwa semestry zamieszkać w klasztorze anglikańskiego Zakonu Dobrego Pasterza. Był to dla niego okres wyjątkowego doświadczenia wspólnoty kościelnej. Codzienne zajęcia przeplatane były modlitwą brewiarzową, Eucharystią, nauką i pracą w ogrodzie. Muggeridge rozpaczliwie szukał pomocy w kwestiach wiary. Chciał wiedzieć, czym ona jest i jak można ją zdobyć. W żarliwej modlitwie prosił o namacalny znak życia wiecznego, ale takiego znaku nie otrzymał. Młodzieniec nie zdawał sobie sprawy z tego, że wiara jest trudną i bolesną drogą całkowitego ogołacania się ze wszelkiego zła, które człowieka zniewala i uniemożliwia mu doświadczenie świata duchowego. Doświadczenie pobytu w klasztorze sprawiło, że Malcolm zrozumiał, iż – jak to sam po latach napisał – „drogi wstrzemięźliwości prowadzą do szczęścia, natomiast pobłażanie sobie, szczególnie w dziedzinie seksualnej, prowadzi do nieszczęścia i wyrzutów sumienia. Co za radość rodzi się w sercu, gdy odrzuci się światowe ambicje, rozpustę, krzykliwe egoistyczne pragnienia. Co za cierpienie – gdy człowiek im ulegnie”.
„Jestem socjalistą”
Pod koniec studiów Muggeridge porzucił chrześcijaństwo i stracił wiarę. Po skończeniu college’u otrzymał propozycję pracy nauczyciela w Indiach. Wyjechał tam, ale nie mógł uciec przed pytaniami o ostateczny sens życia. Poznanie hinduizmu, buddyzmu oraz islamu pogłębiło jednak jego szacunek do wielkości i głębi chrześcijaństwa. W 1926 r. w liście do ojca napisał, że „chrześcijaństwo ogarnia całość i jest tym dla życia, czym Szekspir dla literatury”. To wtedy Malcolm zafascynował się książkami Chestertona o św. Franciszku i o podstawach wiary (m.in. Ortodoksją). Przyznał, że kocha Chrystusa, ale nie znosi instytucjonalnego Kościoła, dlatego że ten „zabija żywe piękno Boga”.
Muggeridge był przekonany, że człowiek osiągnie wewnętrzną harmonię i szczęście w państwie socjalistycznym. „Jestem socjalistą – pisał – dlatego że wierzę, iż odpowiednie warunki pomogą człowiekowi być dobrym, a tylko kolektywizm takie warunki stwarza”. Wkrótce Malcolm otrzymał propozycję pracy w Kairze i wyjechał tam razem ze swoją żoną. W stolicy Egiptu zaczął karierę dziennikarską, pracując jako korespondent czasopisma „Manchester Guardian”.
Powściągliwość, samoograniczenie, asceza
Malcolm Muggeridge poślubił Kitty Dobbs latem 1927 r. w urzędzie stanu cywilnego. Jego wybranka pochodziła z zamożnej rodziny i, tak jak jej mąż, była przesiąknięta socjalistycznymi ideami. Oboje uważali się za wyzwolonych ze wszelkich religijnych ograniczeń i przesądów, dlatego ich ślub był zwykłą partnerską umową, którą można było zerwać w każdej chwili. Mieli ultraliberalne poglądy na temat seksu. Dopiero po wielu latach zrozumieli, że egoistyczna pogoń za seksualną przyjemnością, która doprowadziła ich do licznych zdrad małżeńskich, była przyczyną ogromu cierpień, które zadawali sobie nawzajem oraz swoim dzieciom. Kiedy Malcolm zdradzał swoją żonę, towarzyszyło mu zawsze silne poczucie winy. Czuł pogardę dla swoich egoistycznych zachowań i tęsknotę za czystością serca. Pisał, że uleganie seksualnej pożądliwości jest egoistyczną pogonią za szczęściem, które jest jak „młoda sarenka, piękna i gibka. Kiedy poluje się na nią, staje się biedną, wystraszoną ofiarą, a kiedy się ją zabije – cuchnącym mięsem”.
Przez większą część swego życia Muggeridge walczył z cielesną pożądliwością. Podczas swej duchowej batalii o czystość serca z tęsknotą zwracał się w stronę chrześcijańskich zasad, zgodnie z którymi prawdziwe szczęście można znaleźć tylko „w odrzuceniu egoizmu, a nie w uleganiu mu; w odwracaniu się od cielesnych pożądliwości, a nie w ich zaspokajaniu”. Dziennikarz nie zagłuszał głosu sumienia, nie próbował usprawiedliwiać swoich małżeńskich zdrad i nazywać zła dobrem. Zachował elementarną uczciwość, był wierny głosowi sumienia. Taka postawa po latach wewnętrznych zmagań doprowadziła go do wiary i pojednania się z Bogiem, do odkrycia pełni prawdy w Kościele katolickim.
Muggeridge napisał esej na temat rewolucji seksualnej pt. Precz z seksem. Na podstawie obserwacji oraz przykładów z życia ukazał, do jakiej pustki duchowej i deprawacji przyczynia się łamanie zasad moralnych w dziedzinie płciowości. Ostrzegał, że styl życia proponowany przez seksualną rewolucję prowadzi do największych życiowych nieszczęść. 18 stycznia 1962 r. tak wyznał w swoim dzienniku: „Jedyne pragnienie, które w tym życiu pozostało we mnie, to to, aby wypalił się we mnie wszelki egoizm, cała pycha, lubieżność, chciwość… Pragnę, aby słabnący płomień mego istnienia płonął jasno i pewnie, bez wybuchów dymu, aż błyśnie ostatni raz”. W wywiadzie udzielonym w grudniu 1965 r. Muggeridge wyznał, że udało mu się wreszcie stać się panem samego siebie i opanować swoje żądze. Powiedział wtedy: „Człowiek musi podjąć decyzję: albo utrzymać w karbach swoje pożądliwości, albo im ulec. Ja swoje zwyciężyłem”.
Odtąd zaczął się najpiękniejszy okres w życiu Malcolma i Kitty, przejawiający się wielkim pokojem i szczęściem płynącym z małżeńskiej harmonii. Oboje małżonkowie odkryli radość czystej miłości małżeńskiej, zaczęli cieszyć się sobą nawzajem tak jak nigdy przedtem. Powściągliwość, samoograniczenie, asceza, uczenie się panowania nad sferą zmysłów i uczuć w tym celu, aby osiągnąć wolność ducha oraz potrafić kochać i cieszyć się życiem, było płynięciem pod prąd powszechnie wówczas lansowanemu stylowi życia. Nic dziwnego, że taka postawa Muggeridge’a wywołała falę krytyki i szyderstw ze strony piewców liberalnego seksu, którzy propagowali hedonistyczne i permisywne zachowania.
Zachowanie Malcolma nie było powrotem do purytanizmu, ale drogą do wolności i pełnej radości życia. W swoim dzienniku pisał: „Teraz jestem zakochany we wstrzemięźliwości. Nie powinien człowiek rezygnować z jakichś rzeczy dlatego, że są przyjemne (to jest purytanizm), ale dlatego, że kiedy ich sobie odmówi, inne okażą się przyjemniejsze”.
Barbarzyńskie oblicze komunizmu
Malcolm Muggeridge był bezkompromisowy w poszukiwaniu prawdy, zarówno w wymiarze moralnym, jak i intelektualnym. Walczył ze swoim egoizmem, ze swymi nieopanowanymi uczuciami i pożądliwością, ale dokonywało się w nim również zmaganie intelektualne. Całkowicie przesiąknięty ideami socjalizmu, na początku lat 30. XX w. opowiedział się za komunizmem. Kiedy w 1932 r. wyjeżdżał do Moskwy jako korespondent, był przekonany, że zobaczy kraj, w którym po raz pierwszy w ludzkiej historii nie ma wyzysku, są za to równość, sprawiedliwość i szczęście.
Będąc na miejscu, dziennikarz bardzo szybko pojął, że wierzył w utopię. Odkrył, że wszystko w ZSRR zbudowane zostało na kłamstwie i przemocy. Pisał: „Na początku było tam kłamstwo i kłamstwo stało się informacją, która zamieszkała między nami”. Muggeridge osobiście doświadczył tego, że komunistyczna ideologia wcielona w życie ukazuje swoje barbarzyńskie oblicze, przerażające monstrum totalitarnego zniewolenia i ludobójstwa. Był świadkiem głodu na Ukrainie, który doprowadził do śmierci milionów ludzi. Ten głód został z premedytacją zaplanowany i zrealizowany przez Stalina jako kara za opór wobec przymusowej kolektywizacji ukraińskiego rolnictwa.
W tym samym czasie europejskie elity zachwycały się Związkiem Radzieckim. Wielu dziennikarzy, pisarzy i intelektualistów, kierując się polityczną poprawnością i zwykłym oportunizmem, wbrew faktom, publikowało idylliczne kłamstwa o sytuacji w komunistycznym „raju”. Malcolm opisał to zjawisko ślepoty, głupoty i nieuczciwości intelektualnej w noweli Zima w Moskwie w 1934 r. i nazwał je „szczególnym grzechem XX w.”. Muggeridge jako jeden z niewielu dziennikarzy miał odwagę pisać prawdę. Był pierwszym, który poinformował opinię publiczną o przerażającej zbrodni głodu na Ukrainie. Swoje artykuły wysłał do redakcji w Manchesterze, ukrywając je w bagażu dyplomatycznym, aby nie zostały skonfiskowane przez komunistycznych agentów.
Pobyt Malcolma Muggeridge’a w Związku Radzieckim spowodował, że dziennikarz z odrazą odrzucił komunistyczną ideologię, która doprowadziła do totalitaryzmu władzy, zniewolenia i zbrodni ludobójstwa. Zamieszkanie Muggeridge’a w ZSRR sprawiło również, że ponownie zainteresował się on życiem duchowym i Chrystusem. W książkach Dostojewskiego i Tołstoja dziennikarz odkrył mistyczną tradycję rosyjskiej kultury. Kiedy podczas liturgii w cerkwi stał w tłumie wygłodzonych, modlących się ludzi, po raz pierwszy doświadczył radosnej prawdy o zmartwychwstaniu Chrystusa: że żadne moce na tej ziemi nie zdołają Go zwyciężyć. Mężczyzna odczuł wtedy wielkie pragnienie, ażeby całkowicie i bezwarunkowo zawierzyć całe swoje życie Jezusowi, który jest wszechmocny swoją miłością, ale nie stosuje żadnych środków przymusu. Dziennikarz uświadomił sobie, do jakich katastrofalnych następstw prowadzi odrzucenie Chrystusa oraz Jego nauki: człowiek staje się szaleńcem i stacza się do poziomu zwierzęcia. Malcolm głęboko zapragnął zostać chrześcijaninem. Wyznał: „Religia chrześcijańska jest dla mnie jak beznadziejna miłość. Noszę w sobie jej obraz i od czasu do czasu patrzę na nią z rzewną tęsknotą”.
Terroryzm liberalnej ideologii
Rozczarowanie pobytem w ZSRR oraz ideologią liberalizmu sprawiło, że w 1944 r. Muggeridge zaczął myśleć o wstąpieniu do Kościoła katolickiego. Tak pisał w pamiętniku: „Widzę siłę i ważność Kościoła katolickiego, ale nie mogę jeszcze uczciwie zaakceptować Jego dogmatów”. Po powrocie z Moskwy Malcolm zrozumiał, jak bardzo liberalizm niszczy cywilizację europejską i że jest on prekursorem totalitaryzmu. Uważał, że podstępnym kłamstwem liberalizmu jest pominięcie oczywistego faktu, iż „człowiek pozostawiony samemu sobie staje się okrutny, lubieżny, leniwy i skłonny do zbrodni. Jedynym sposobem utrzymania w karbach jego złych skłonności jest wzbudzenie w nim bojaźni przed Bogiem i przed innymi ludźmi. Z tych dwóch alternatyw wyżej stawiam bojaźń przed Bogiem”. Według dziennikarza to, co ludzi uszlachetnia i mobilizuje do dobrego życia, to przede wszystkim świadomość istnienia Bożej sprawiedliwości oraz obawa, że z własnej winy można utracić życie wieczne.
Muggeridge bronił chrześcijaństwa, nie będąc jeszcze chrześcijaninem; twierdził, że najgroźniejszym niszczycielem chrześcijaństwa nie jest Stalin czy Hitler, lecz liberalizm. Ostrzegał, że cywilizacja śmierci w liberalnym przebraniu już od ponad 100 lat niszczy fundamenty chrześcijańskiej cywilizacji, która broni godności każdego człowieka, wolności sumienia i prawa do życia od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci. Idee liberalizmu wprowadzone w życie eliminują etykę chrześcijańską i wszelkie wynikające z niej zasady postępowania, a w konsekwencji prowadzą ludzkość do samozniszczenia.
W swojej autobiografii Kroniki zmarnowanego czasu tak pisał o destruktywnym wpływie poglądów Freuda i Marksa na całą zachodnią cywilizację: „Tak całkowicie podkopali fundament cywilizacji zachodniej Europy, jak tego nigdy nie uczynił lub nie mógł uczynić żaden rewolucyjny ruch. Freud dokonał tego w dziedzinie moralności, a Marks w historii. Obaj wprowadzili pojęcie determinizmu i w ten sposób wmówili ludziom, że są zwolnieni z wszelkiej odpowiedzialności za swoje osobiste i społeczne zachowania”. Muggeridge podkreślał, że Jezus Chrystus jest jedynym fundamentem europejskiej cywilizacji, nie jest nim ani Karol Darwin, ani Karol Marks, ani Włodzimierz Lenin. Liberalizm jest zaprzeczeniem tego wszystkiego, co objawił Chrystus. Jeżeli odrzuci się Chrystusa, to wtedy szukanie nadziei zaprowadzi do beznadziei, pogoń za szczęściem do ostatecznej rozpaczy, a pragnienie życia – do macek śmierci.
Malcolm był bezkompromisowy w walce z terroryzmem liberalnej ideologii. W 1968 r. zrezygnował ze stanowiska rektora uniwersytetu w Edynburgu. W kategoryczny sposób przeciwstawił się żądaniom studentów, którzy domagali się legalizacji na terenie uniwersytetu zażywania narkotyku LSD i rozprowadzania pigułki antykoncepcyjnej. Muggeridge w swoim przemówieniu podczas składania rezygnacji wykpił te studenckie żądania. Porównał sytuację na edynburskiej uczelni do kondycji moralnej Cesarstwa Rzymskiego w czasie jego upadku. Z kolei bunt studentów z ich żądaniami zalegalizowania narkotyków oraz środków antykoncepcyjnych określił jako makabrycznie zabawną i najbardziej żałosną w całej historii próbę ucieczki od obowiązków i trudności. Mówił bez ogródek: „Narkotyk i łóżko – jest to rodzaj ucieczki właściwy dla każdego starego, zaślinionego rozpustnika w każdym czasie i gdziekolwiek w świecie”.
Świętość ludzkiego życia
Malcolm Muggeridge był przekonany o świętości ludzkiego życia. Zrozumiał, że oddzielenie współżycia seksualnego od prokreacji spowodowało straszne spustoszenie w sferze moralnej, w postawach, zachowaniach i relacjach międzyludzkich. Doprowadziło to do dyskredytowania macierzyństwai promowania staropanieństwa, do akceptacji seksualnych perwersji i traktowania ich na równi z relacjami seksualnymi w małżeństwie, które są otwarte na nowe życie. W końcu doprowadziło to do legalizacji aborcji i przerażającego holokaustu nienarodzonych dzieci.
W 1978 r. Malcolm przepowiedział, że w niedalekiej przyszłości europejskie kraje ulegną pokusie zalegalizowania eutanazji jako sposobu na uwolnienie siebie i swojego elektoratu od rosnącego ciężaru opieki nad chorymi, starymi i upośledzonymi. Mówił, że opóźnianie rosnącego publicznego nacisku na legalizację eutanazji było spowodowane świadomością, że podczas procesu w Norymberdze eutanazja została zaliczona do potwornych zbrodni II wojny światowej. Muggeridge stwierdził: „Wystarczy 30 lat, aby w naszym humanistycznym społeczeństwie przemienić tę zbrodnię wojenną w akt współczucia”. Podkreślał bolesny fakt, że aborcja i eutanazja są swego rodzaju „humanitarnym” holokaustem, w którym zamordowano zdecydowanie więcej ludzi aniżeli za czasów Hitlera.
Dziennikarz mocno się zaangażował w obronę encykliki Humanae vitae papieża Pawła VI. Podczas konferencji w San Francisco w 1978 r. poświęconej tej encyklice Muggeridge w swoim wystąpieniu stwierdził, że seksualność trzeba rozumieć jako sakrament miłości, fundament nierozerwalności małżeństwa i wspólnoty rodzinnej. Określił Humanae vitae jako dokument o fundamentalnym znaczeniu dla całej ludzkości. Był przekonany, że historia potwierdzi słuszność stanowiska Kościoła w kwestii antykoncepcji. Takie stanowisko Malcolma było aktem wielkiej cywilnej odwagi, wbrew dominującej w tamtym czasie propagandzie, że legalizacja antykoncepcji i aborcji jest znakiem emancypacji i wyzwolenia kobiet.
Muggeridge zwalczał mentalność antykoncepcyjną i bronił świętości ludzkiego życia od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci. Był przekonany, że jedyną skuteczną odtrutką na zbrodnie aborcji i eutanazji jest obrona świętości życia prowadzona przez Kościół katolicki. Kiedykolwiek słyszał stwierdzenie „niechciane dziecko”, wtedy mówił o tym, jak Matka Teresa, trzymając w dłoni małego noworodka, którego znalazła w Kalkucie w koszu na śmieci, z uśmiechem powiedziała: „Widzisz? To jest życie”.
Świadectwo Matki Teresy
Malcolm Muggeridge wytrwale szukał prawdy. Mocnym wsparciem na tej drodze była dla niego lektura dzieł wielkiego konwertyty św. Augustyna oraz arcydzieło mistyki chrześcijańskiej z XIV w. pt. Obłok niewiedzy. Decydujący jednak wpływ na nawrócenie się dziennikarza miało jego spotkanie ze św. Matką Teresą, które miało miejsce wiosną 1969 r., podczas realizacji filmu o Zgromadzeniu Sióstr Misjonarek Miłości. Muggeridge napisał wtedy: „Matka Teresa jest sama w sobie żyjącym nawróceniem. Jest niemożliwe, aby będąc z nią, słuchając jej, obserwując, co robi i jak to robi, nie stać się samemu w jakiejś mierze nawróconym. Jej całkowite oddanie Chrystusowi, jej pewność, że każdy człowiek ma być tak traktowany, wspomagany, kochany, jakby był to sam Chrystus; jej proste życie Ewangelią i radość z przyjmowania sakramentów – wszystko to jest czymś, czego nie można odrzucić. Nie ma książki, którą kiedykolwiek czytałem, przemowy, którą słyszałem, albo nabożeństwa, w którym uczestniczyłem, nie ma ludzkiej relacji lub jakiegoś transcendentalnego doświadczenia, które przybliżyłoby mnie bardziej do Chrystusa albo uczyniłoby mnie bardziej świadomym, co znaczy dla nas Wcielenie i czego od nas się domaga. Czym jest więc nawrócenie się? Jest to kwestia podobna to pytania: czym jest zakochanie się? Nie ma standardowych procedur i ustalonego czasu”.
Świadectwo Matki Teresy sprawiło, że w sercu Malcolma pojawiła się miłość do Kościoła katolickiego, ale potrzebował jeszcze 13 lat do podjęcia ostatecznej decyzji o zostaniu katolikiem. Jego książka Jezus na nowo odkryty, wydana w 1969 r., świadczy o tym, że dziennikarz zaczął się uważać za chrześcijanina niezwiązanego jednak z Kościołem ani z żadną wspólnotą kościelną.
Muggeridge był świadomy, że najgroźniejszą chorobą ducha jest pycha, która odcina człowieka od Boga, a także zmysłowość, która wiąże człowieka z ziemią. U dziennikarza pojawiły się wyrzuty sumienia, że zmarnował dużą część życia. Swój żal wyraził w słowach: „Wzywałeś mnie, lecz ja nie przyszedłem – te puste lata, te puste słowa, ta pusta namiętność”. Podjął jednocześnie mocne postanowienie, aby owocniej przeżyć te lata, które mu jeszcze pozostały. Odtąd wspierał misję Matki Teresy i angażował się w pomoc dla upośledzonych umysłowo.
W połowie lat 70. Muggeridge pozbył się telewizora. Doszedł bowiem do przekonania, że telewizja jest „magazynem naszego zakłamania”, a kamera telewizyjna „najbardziej groźnym ze wszystkich wynalazków w naszych czasach”. W 1981 r. ostrzegał, że najtrudniej jest chrześcijaninowi przeciwstawić się „ogromnej sile urojeń. Człowiek stworzył w tym wieku taką maszynę urojeń, jakiej nigdy dotąd nie było. Gdziekolwiek się znajdziesz, te urojenia są obecne i sugerują ci, że szczęście osiąga się przez cielesność, że pełnię życia znajduje się w sukcesie”.
Dziennikarz wskazywał na niebezpieczeństwo ucieczki w świat urojony, nierzeczywisty, wirtualny, wytworzony przez media i reklamę: „Nigdy dotąd w dziejach ludzkości mało istotnych materialnych aspektów życia nie przedstawiano w tak kuszący sposób przez reklamę, nakłaniając ludzi, aby pragnęli coraz więcej i więcej rzeczy, wtłaczając im przekonanie, że radość i największe szczęście osiąga się przez cielesność”. Podkreślał, że rzeczywistość „musimy penetrować, ogarnąć ją, kochać ją, jako największy dar”, gdyż w tej rzeczywistości jest obecny wcielony Bóg – Jezus Chrystus, a dokonuje się to przez modlitwę.
Powrót do domu
Decyzja wstąpienia do Kościoła katolickiego była w życiu Malcolma ukoronowaniem długiego procesu jego duchowego dojrzewania. Dziennikarz z wielką pokorą przyjął wszystkie prawdy objawione przez Boga i nauczane w Kościele katolickim.
Malcolm Muggeridge został przyjęty do Kościoła katolickiego wraz ze swoją żoną Kitty 27 listopada 1982 r. w kaplicy Matki Bożej w Hurst Green. Ceremonii przewodniczył biskup diecezji Arundel Cormac Murphy-O’Connor. Jak napisał sam Muggeridge, jego nawrócenie dało mu „poczucie powrotu do domu […], znalezienia miejsca przy stole, które czekało na niego od dawna”.
Malcolm odkrył radosną prawdę, jak dobry i miłosierny jest Bóg, który czyni wszystko, aby doprowadzić wszystkich grzeszników do nawrócenia się. Człowiek jest wolny i może stracić kontakt z Bogiem, może pogrążyć się w swojej zmysłowości i w swojej pysze wywyższać siebie, może gardzić swoim Stwórcą. W swojej głupocie może Boga przeklinać, wyśmiewać się z ludzi wierzących, może nawet ogłosić śmierć Boga. Jednak pod koniec swojego ziemskiego życia pozostanie mu tylko jedno: upaść na kolana i w pokornej modlitwie zawierzyć siebie Bożemu miłosierdziu. Jeżeli tego nie uczyni, czeka go przerażająca wieczność piekła. Jeśli zaś to uczyni, wtedy doświadczy ogromu dobroci, miłości i miłosierdzia Boga, nieopisanej radości z przebaczenia wszystkich swoich grzechów.
Muggeridge całym sercem przyjął skarb wiary i podporządkował swoje życie jej wymaganiom. Doświadczył, że „wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1). Malcolm Muggeridge podkreślał, że wiara jest specjalnym rodzajem poznania, gdyż musimy zaakceptować istnienie zasłony tajemnicy pomiędzy czasem i wiecznością. Wiara pozwala człowiekowi wnikać w tę tajemnicę i nawiązać osobisty kontakt z Jezusem Chrystusem, który jako prawdziwy Bóg stał się prawdziwym człowiekiem, aby być z nami w sakramentach i uwalniać nas z niewoli szatana, grzechu i śmierci.
Po swoim nawróceniu dziennikarz okazywał szczególną miłość Chrystusowi obecnemu w Najświętszym Sakramencie. Uczestniczenie we Mszy św. było dla niego najważniejszym wydarzeniem każdego dnia. Nadprzyrodzony świat duchowej rzeczywistości stał się dlań bardziej realny aniżeli świat poznawany zmysłami. Razem z żoną prowadzili życie w ciszy, bez telewizji, w oddaleniu od świata, w całkowitym oddaniu się Bogu podczas długich codziennych modlitw. Przygotowywali się na najważniejszy moment spotkania się z Chrystusem w chwili śmierci.
W 1988 r., na dwa lata przed swoją śmiercią, Malcolm wyznał: „Tu na ziemi zawsze czułem się obcy, mając świadomość, że nasz dom jest gdzie indziej. Teraz, zbliżając się do końca swojej pielgrzymki, znalazłem schronienie w Kościele katolickim, skąd mogę widzieć Bramę Niebios w murach Jeruzalem, wyraźniej niż skądkolwiek indziej, choć tylko jak przez przyciemnione szkło”. W 1989 r. dziennikarz podupadł na zdrowiu i zaczął tracić pamięć. Pan Bóg wysłuchał jego modlitwę, w której prosił o całkowite oczyszczenie: „upokórz moją dumę”.
Opatrzony sakramentami świętymi Malcolm Muggeridge odszedł do wieczności 14 listopada 1990 r. Jego życie jest świadectwem, że Bóg „daje się znaleźć tym, co Go nie wystawiają na próbę, objawia się takim, którym nie brak wiary w Niego. […] Mądrość nie wejdzie w duszę przewrotną, nie zamieszka w ciele zaprzedanym grzechowi” (Mdr 1,2.4).
Źródła: M. Muggeridge, Conversion: The spiritual Journey of a Twentieth-Century Pilgrim, Nowy Jork 1988; G. Wolf, Malcolm Muggeridge: A Biography, Londyn 1995; M. Muggeridge, Jesus Rediscovered, Londyn 1969; J. Pearce, Literary Converts, San Francisco 2000; J. Pearce, Pisarze nawróceni, Warszawa 2007.







