Francuski lekarz Maurice Caillet – zagorzały ateista – podczas pobytu w Lourdes w 1984 r. przeżył nawrócenie. Przez 15 lat był on członkiem masońskiej loży, której przewodniczył przez dwa lata jako wielki mistrz.
Maurice Caillet urodził się w 1933 r. Jego rodzice byli ateistami i wpajali swoim dzieciom niechęć i wrogość do Kościoła katolickiego. Maurice rozpoczął studia medyczne w Bretanii, a zakończył je w Paryżu.
Młodzieniec był przekonany, że nauka jest w stanie rozwiązać wszystkie problemy związane z ludzkim życiem, cierpieniem i śmiercią. Ślepo wierzył w darwinowską teorię ewolucji, naturalną selekcję oraz w pochodzenie człowieka od małpy.
W 1956 r. Caillet poślubił swą przyjaciółkę z dziecięcych lat. Maurice specjalizował się w urologii i chirurgii ginekologicznej. Wkrótce stał się cenionym lekarzem w dużej prywatnej klinice. Przepisywał swoim pacjentkom środki antykoncepcyjne i wczesnoporonne, zanim jeszcze zostały one we Francji zalegalizowane, a także dokonywał sterylizacji mężczyzn i kobiet.
W 1968 r. żona Maurice’a zażądała rozwodu, po którym Caillet zawarł ślub cywilny z rozwiedzioną Claude, która była jego instrumentariuszką i pielęgniarką.
W loży Wielkiego Wschodu
W maju 1968 r. przyjaciel Maurice’a zaproponował mu wstąpienie do masonerii, którą określił jako „duchową rodzinę”, kierującą się wspaniałymi ideami tolerancji, solidarności, wolności, braterstwa i równości. Na pierwszym spotkaniu w tej tajemniczej organizacji Caillet został bardzo serdecznie przyjęty przez wielkiego mistrza Wielkiego Wschodu Francji, który zaproponował mu wstąpienie do elitarnej loży w Rennes.
Aby Maurice mógł się stać członkiem loży masońskiej, musiał przejść inicjację. Rytuał inicjacji masońskiej jest pełen tajemniczych symboli i rytów. Kandydat musi przejść przez cztery próby i złożyć przysięgę, że nikomu nie wyjawi tajemnic loży. Cailletowi uświadomiono, że ma być gotowy raczej wyrwać swoje serce, aniżeli zdradzić masońskie tajemnice.
Dwa razy w miesiącu lekarz uczestniczył w spotkaniach loży w charakterze ucznia. Po roku zaproponowano mu przejście na wyższy stopień wtajemniczenia. W 1971 r. Caillet zgodził się przejść ryt inicjacji na wielkiego mistrza. Wstąpił również do Partii Socjalistycznej przewodzonej przez François Mitteranda.
W październiku 1974 r. Maurice Caillet został wybrany na Czcigodnego Mistrza Nowej Loży. Przewodniczył spotkaniom oraz przeprowadzał inicjacje, podczas których między innymi pytał kandydatów, czy są gotowi odrzucić wszystkie dogmaty Kościoła katolickiego.
W 1975 r. Maurice został dyrektorem kliniki. Fakt, że był mistrzem loży masońskiej, otwierał przed nim wiele drzwi i niektóre wpływowe osoby przyznały mu się, że również są masonami. Caillet zrozumiał, że jego przystąpienie do masonerii było początkiem inicjacji wyższego rzędu, które da mu autentyczną władzę nad samym sobą, nad innymi ludźmi i nad wydarzeniami.
Przez 10 lat otrzymywał tzw. monografie, w których zawarta była 12-stopniowa nauka dotycząca okultyzmu, spirytyzmu, panteizmu i reinkarnacji. Były tam też instrukcje, w jaki sposób zdobyć parapsychologiczne moce, wejść w kontakt z niewidzialnymi kosmicznymi istotami, widzieć aurę ludzkiego ciała itd.
Na początku 1982 r. tzw. Urząd Perfekcyjny, wspólny dla dwóch lóż Wielkiego Wschodu z Rennes, zaprosił Maurice’a do przyjęcia wysokich stopni rytu szkockiego. W Wielki Czwartek 1982 r. Caillet został zaproszony przez kapitułę do inicjacji 18. stopnia – na rycerza różokrzyżowca.
Początek nawrócenia
W 1982 r. Maurice zmienił pracę, przeszedł do systemu ubezpieczeń zdrowotnych i przyjął odpowiedzialne stanowisko przewodniczącego Zespołów Orzekających w Rennes. Na początku 1983 r. poważnie zachorowała jego żona.
Claude cierpiała z powodu licznych wrzodów w przewodzie pokarmowym. Była zmuszona leżeć w łóżku przez kilka miesięcy. W lutym 1984 r. Maurice pojechał z nią na odpoczynek w góry, niedaleko Font-Romeu. Podczas całego 10-dniowego pobytu tam Claude leżała, prawie nie wstając.
W drodze powrotnej do Bretanii Maurice wpadł na pomysł, aby zatrzymać się w Lourdes. Wprawdzie nie wierzył w objawienia Matki Bożej ani w cudowne uzdrowienia, ale był przekonany, że Lourdes jest miejscem szczególnym ze względu na pozytywne promieniowanie.
Claude była bardzo zaskoczona, że taka propozycja wyszła od jej męża – ateisty, antyklerykała i masona. Zachowała ona w sobie dyskretną chrześcijańską wiarę, ale bała się, że jeżeli nie zostanie uzdrowiona, to wtedy jeszcze bardziej umocni się ateizm jej męża.
Był to początek lutego, w Lourdes padał deszcz i panował przenikliwy chłód. Kiedy małżonkowie przybyli na miejsce, łatwo udało się im znaleźć Grotę Objawień. Nie pozwolono Maurice’owi towarzyszyć Claude podczas kąpieli w wodzie z cudownego źródła.
Czekając na żonę, Caillet znalazł schronienie w pobliskiej bazylice. Akurat była tam odprawiana Msza św. Do tej pory Maurice traktował Eucharystię jako pełen przesądów, prymitywny obrzęd. Tym razem jednak z wielką uwagą słuchał kapłana i obserwował, co się dzieje w kościele.
W pewnym momencie celebrans zaczął mówić: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7).
Zdanie to wprawiło Maurice’a w osłupienie, gdyż słyszał je podczas swojej inicjacji w loży masońskiej. Dopiero teraz uświadomił sobie, że są to słowa Jezusa.
Kiedy ksiądz usiadł, nastąpiła przejmująca cisza. I właśnie wtedy Maurice usłyszał tajemniczy wewnętrzny głos, pełen niesamowitego ciepła i pokoju. Słyszał wyraźnie: „Byłoby dobrze, abyś poprosił o uzdrowienie Claude, ale co mógłbyś Mi ofiarować?”. Maurice trwał jakby w ekstazie. Kiedy kapłan podnosił Hostię, to w jednym momencie ten zagorzały ateista rozpoznał w skromnym kawałku białego chleba rzeczywistą obecność zmartwychwstałego Jezusa.
Patrząc na Hostię, Caillet doświadczył przejmującej światłości Boga, w którego istnienie do tej pory nie wierzył, ale którego mimo wszystko przez całe życie podświadomie szukał.
Teraz Maurice się zastanawiał, co miałby Bogu ofiarować. Przyszła mu myśl, że powinien Mu ofiarować samego siebie. Wówczas to cały jego budowany misternie przez lata ateizm prysł jak bańka mydlana.
On, jeszcze przed momentem zajadły ateista, który przez ponad 40 lat oskarżał cywilizację żydowsko-chrześcijańską o wychowywanie ludzi w lękach i kompleksach najróżniejszych grzechów i win, o odbieranie im wolności i radości życia, w tej chwili doświadczał niesamowitej radości wiary w Jezusa Chrystusa.
Po Mszy św. natychmiast poszedł za księdzem do zakrystii i poprosił go o chrzest. Nie wiedział, że najpierw musi przejść długi okres przygotowania. Ksiądz się przestraszył, gdy się dowiedział, że ma do czynienia z masonem Wielkiego Wschodu, i poradził mu, aby porozmawiał z arcybiskupem Rennes.
Doświadczenie mistycznego spotkania z Chrystusem obecnym w Eucharystii zostawiło niezatarte piętno w duszy Maurice’a. Kiedy po Mszy św. Caillet zobaczył Claude, która przez 45 minut czekała na niego, to najpierw ją poprosił, aby nauczyła go robić znak krzyża św. Kobieta zrozumiała wtedy, że w jej mężu musiała się dokonać jakaś tajemnicza przemiana.
W drodze powrotnej do Bretanii Maurice nieustannie stawiał Claude pytania dotyczące Chrystusa i Kościoła. Ona, która podczas kąpieli w cudownej wodzie z Lourdes modliła się o jego nawrócenie, teraz zrozumiała, że tej tajemniczej duchowej przemiany nie da się wytłumaczyć w czysto ludzkich kategoriach.
Nowo nawrócony Maurice był niecierpliwy w zdobywaniu wiedzy o Jezusie; miał świadomość, że będąc masonem, otwarcie przeciwstawiał się Bogu i propagował cywilizację śmierci w imię błędnie pojętej koncepcji wolności. Był świadomy, jak wielkim jest grzesznikiem jako mason, okultysta oraz lekarz, który ma na swoim sumieniu wiele aborcji.
Dotychczasowa wiara Cailleta w darwinowską teorię ewolucji stała się odtąd dla niego naiwna i bezsensowna. Tłumaczył obrazowo, że z darwinizmem jest tak, jakby wierzyć, że po rozmontowaniu zegara można złożyć go z powrotem, długo potrząsając jego częściami. Dla każdego logicznie myślącego człowieka takie działanie jest absurdalne i nierozumne. Dopiero wtedy zegarek zacznie funkcjonować, gdy jakaś inteligentna istota złoży jego części zgodnie z ich funkcją i przeznaczeniem.
Dla Maurice’a stało się oczywiste, że cały makro- i mikrokosmos oraz życie i ludzka świadomość mogły zaistnieć tylko dzięki stwórczemu działaniu absolutnej inteligencji Boga, a nie wskutek jakiegoś ślepego przypadku.
W Kościele prawosławnym
Za namową swego kolegi Caillet udał się do o. Patryka, proboszcza parafii prawosławnej w Rennes, który cierpliwie wysłuchał historii jego życia. Na koniec kapłan zacytował Maurice’owi słowa Pana Jezusa: „i Ja ciebie nie potępiam” (J 8,11) i zaproponował mu przygotowanie się do chrztu św.
Dał mu do przestudiowania katechizm prawosławny i książkę Timothy’ego Ware’a Ortodoksja. W ciągu kilku tygodni Caillet pochłonął te książki, jak również ewangelie oraz pisma ojców Kościoła.
Mężczyzna był spragniony poznania prawdy o Chrystusie, który swoim nieskończonym miłosierdziem dotknął jego pogańskiej duszy. Wstawał bardzo wcześnie rano, aby mieć czas na modlitwę i lekturę.
Ojciec Patryk zadecydował, że Maurice zostanie ochrzczony w wigilię paschalną Wielkiej Soboty. Jeszcze przed swoim chrztem Caillet poszedł na spotkanie loży masońskiej i szczegółowo opowiedział o swoim nieoczekiwanym spotkaniu z Chrystusem podczas Eucharystii w Lourdes. Członkowie loży byli zszokowani tym, co usłyszeli, ale nikt z zebranych tego nie skomentował.
W sercu Maurice’a rozgrywała się w tym czasie dramatyczna walka wewnętrzna. Złe moce walczyły o jego duszę. Osobiście doświadczył obecności i wściekłości złego ducha. Dwa razy w nocy obudziły go szydercze śmiechy jakichś czarnych monstrów, które napełniły go lękiem i obrzydzeniem. Maszkary owe znikały, kiedy Caillet wzywał pomocy Maryi, odmawiając Zdrowaś, Maryjo.
Claude miała zwyczaj stawiać sobie na noc obok łóżka szklankę wody mineralnej. Po nawróceniu się Maurice’a woda ta rano bardzo cuchnęła i nie nadawała się do picia. To dziwne zjawisko powtarzało się każdej nocy. Za radą jednego z przyjaciół Cailletowie postawili przy łóżku jedną szklankę z wodą mineralną, drugą z wodą z kranu, a trzecią z wodą mineralną z kroplą wody święconej. Rano tylko szklanka z wodą święconą zachowała doskonałą czystość, natomiast pozostałe dwie szklanki zawierały wodę zepsutą i cuchnącą. To był dla małżonków oczywisty znak obecności i działania duchów nieczystych.
W Wielką Sobotę 1985 r. Maurice przyjął w Kościele prawosławnym upragniony sakrament chrztu św. oraz sakrament bierzmowania. Oczyszczony wodą chrztu św. ze wszystkich grzechów, doświadczył szczególnej radości i wolności dziecka Bożego. Podczas tej podniosłej ceremonii była obecna jego żona Claude, którą Jezus cudownie uzdrowił ze wszelkich chorób i dolegliwości.
Dla Maurice’a i Claude nastał szczególnie trudny czas, gdyż zaczęto ich szykanować w pracy. Odwiedził ich też w domu „brat” z Wielkiej Loży Francji i bez ogródek im zagroził, że zaryzykują swoje życie, gdy odważą się podać do sądu sprawę swego złego traktowania w pracy.
Ta groźba śmierci była prawdziwym szokiem dla Maurice’a. Nigdy się nie spodziewał, że znany i szanowany mason będzie groził mu śmiercią. Pomimo tych kłopotów modlitewny żar Maurice’a nie słabł. Nadal wstawał bardzo wcześnie rano, aby mieć czas na modlitwę różańcową i lekturę Ewangelii.
W drodze do Kościoła katolickiego
Podczas letnich wakacji Maurice razem z żoną pojechali do opactwa benedyktyńskiego w Sainte-Anne w Kergonan, aby posłuchać tam nieszporów. Oddychali atmosferą wielkiej prostoty, czystości i głębi duchowej.
Po nieszporach udali się do rozmównicy, gdzie nawiązali dłuższą rozmowę ze starszym zakonnikiem, o. Yves’em. Opowiedzieli mu całą historię swego życia, z podkreśleniem trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźli po nawróceniu się i chrzcie Maurice’a.
Ojciec Yves pożyczył im książkę o działaniu złego ducha we współczesności. Po przeczytaniu tej książki Cailletowie przyjeżdżali do klasztoru na rozmowy z o. Yves’em.
Kiedy Maurice opowiedział o tym, jak grożą mu śmiercią najbliżsi jego bracia masoni, wtedy o. Yves wskazał na niczym niezawinione cierpienia Chrystusa. Radził, aby użyć wszystkich pokojowych i prawnych sposobów obrony swoich racji i praw, a przede wszystkim, aby w tym doświadczeniu cierpienia całkowicie ufać i zawierzać siebie Bogu, który nigdy nie opuszcza swoich dzieci.
Zakonnik tłumaczył Cailletom, że cierpienie oddane Bogu staje się drogą zbawienia, która prowadzi do radości życia wiecznego. Dzięki o. Yves’owi Maurice uświadomił sobie, że nie zmieni świata przez oburzenie, gniew i protest, ale przez stałą zmianę samego siebie, przez wypełnianie woli Bożej oraz przebaczenie i miłość do tych, którzy go nienawidzą. Tylko w ten sposób może przyczynić się do przemiany świata.
Na modlitwie poprosił Jezusa o to, aby mógł przebaczyć swoim prześladowcom, którzy materialnie, moralnie i przez praktyki okultystyczne pragnęli mu wyrządzić krzywdę. Modlił się słowami: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34).
Ojciec Yves uświadomił Maurice’owi i Claude, że żyją w niesakramentalnym związku małżeńskim i nie mogą przyjmować Komunii św. Benedyktyn poradził im, aby zwrócili się do sądu kościelnego o rozpatrzenie ich sprawy. Po kilku miesiącach Maurice i Claude otrzymali radosną informację, że sądy kościelne w Rennes i Angers stwierdziły, że pierwsze małżeństwo Claude od początku było nieważne.
W czerwcu 1985 r. Maurice zadecydował, aby ostatni raz pójść do loży. Zaproponował mistrzowi, że wygłosi konferencję o Jezusie. Kiedy ją głosił, słychać było wśród zebranych głosy oburzenia i szyderstwa.
To była ostatnia wizyta Maurice’a w loży. Osobiście doświadczył wówczas, z jaką wrogością masoneria odnosi się do Kościoła katolickiego; zrozumiał, że nie można być jednocześnie katolikiem i członkiem masonerii. Wtedy to Maurice oficjalnie wystąpił z loży masońskiej oraz z zakonu różokrzyżowców.
W Kościele katolickim
We wrześniu 1985 r. Maurice i Claude usłyszeli o ks. Emilienie Tardifie, charyzmatycznym kapłanie, przez którego posługę Pan Jezus dokonywał spektakularnych nawróceń i uzdrowień.
Małżonkowie pojechali do Wersalu na spotkanie modlitewne, które prowadził ks. Tardif. Kiedy dojechali do katedry Saint-Louis, było tam już ponad cztery tysiące wiernych. Modlitwa różańcowa trwała około dwóch godzin. Ksiądz Tardif pojawił się w asyście miejscowego biskupa. W kilku słowach wyjaśnił zgromadzonym, że uzdrawia sam Jezus, który obecny jest w Eucharystii.
Na kolejne spotkanie modlitewne z ks. Tardifem Maurice pojechał razem ze swoją żoną oraz teściową, która miała zaawansowaną chorobę Parkinsona i mogła poruszać się tylko na wózku inwalidzkim.
Podczas procesji Najświętszego Sakramentu kapłan, który niósł monstrancję, zatrzymał się przy niej i ją pobłogosławił. Ona upadła na kolana, po chwili wstała i zaczęła powtarzać: „Moje nogi, moje nogi są lekkie”, potem zaczęła coraz szybciej iść, a w końcu biec w kierunku ołtarza.
Przy ołtarzu wykonała kilka tanecznych kroków i z radością powiedziała do mikrofonu: „Mam na imię Yvonne i Jezus mnie uzdrowił”.
Kobieta została całkowicie uzdrowiona z choroby Parkinsona. Tańczyła z radości przed innymi, aby dać świadectwo swego całkowitego uzdrowienia. Jej lekarz i fizjoterapeuta przeżyli prawdziwy szok, kiedy zobaczyli ją zdrową. Również wielu członków jej rodziny, którzy byli oziębli w wierze, na własne oczy się przekonało, że zmartwychwstały Jezus żyje w swoim Kościele i uzdrawia tak samo jak w czasie swojego ziemskiego życia.
Msza św. i spotkania modlitewne sprawiły, że Maurice zaczął inaczej patrzeć na Kościół katolicki. Pielgrzymki i przemówienia Ojca Świętego Jana Pawła II uświadomiły mu, że jego dotychczasowa negatywna opinia o Kościele katolickim nie miała nic wspólnego z rzeczywistością, że była ona spowodowana kłamliwą propagandą jego wrogów.
Caillet odkrył, że Kościół katolicki to Jezus Chrystus, Kościół uwielbiony w niebie, oczyszczający się w czyśćcu i pielgrzymujący na ziemi, że są w nim wszyscy grzesznicy, których Jezus zaprasza do siebie, aby ich uwalniać z niewoli grzechów, uzdrawiać, uczyć przebaczać, kochać i prowadzić do nieba.
We wrześniu 1986 r. w Pontmain, gdzie w 1870 r. objawiła się Matka Boża, odbyło się modlitewne spotkanie i Msza św., której miał przewodniczyć ks. Tardif. Uczestniczyło w tym wydarzeniu ponad 10 tysięcy wiernych. Byli tam również Maurice i Claude. Ze względu na tłumy Msza św. była odprawiana na zewnątrz przed bazyliką.
Na początku Mszy św. poinformowano, że ks. Tardif nie mógł przyjechać. Mszę św. odprawiał o. Jacques Marin. Podczas tej Mszy św. Pan Jezus działał z wielką mocą. Po Komunii św. o. Marin mówił o osobach, które Jezus uzdrawia. Osoby te wstawały i dawały świadectwo dotknięcia uzdrawiającą mocą Chrystusa.
W pewnym momencie Maurice usłyszał słowa: „Z tyłu placu, przy ogrodzeniu, jest pewien mason, w wysokim stopniu wtajemniczenia, który ma opory przed przystąpieniem do Kościoła katolickiego”. Słowa te rozwiały wszelkie wątpliwości Cailleta.
Dzięki tym doświadczeniom i promieniowaniu świętości Jana Pawła II Maurice odkrył, że pełnia objawionej prawdy jest tylko w Kościele katolickim. Przejście do Kościoła katolickiego było dla niego łatwe: wystarczyło, że napisał list informujący o swojej decyzji do proboszczów z parafii prawosławnej i katolickiej oraz złożył wyznanie wiary.
Maurice otrzymał wkrótce telefon z trybunału w Rennes z radosną informacją, że, kierując się przywilejem pawłowym, Ojciec Święty podpisał dyspensę zezwalającą na zawarcie związku małżeńskiego z katoliczką Claude.
Maurice i Claude przed przyjęciem sakramentu małżeństwa przystąpili do spowiedzi. Doświadczyli, jak wielkim skarbem jest sakrament pokuty, w którym Jezus dokonuje cudu przebaczenia wszystkich grzechów, duchowego uzdrowienia oraz przywrócenia wolności i radości dzieci Bożych.
Po przyjęciu sakramentu małżeństwa Maurice i Claude doświadczyli mistycznej jedności, stali się w Chrystusie dwoje jednym ciałem. Ich ułomna, słaba ludzka miłość została wszczepiona we wszechmocną i wieczną miłość Chrystusa. Doświadczyli szczególnej mocy tego sakramentu. Ich intymne relacje zostały całkowicie przeobrażone zgodnie z tym, o czym pisał Jan Paweł II: „Małżeński akt jest prawdziwym aktem adoracji”.
Podczas modlitwy wspólnoty o wylanie Ducha Świętego w 1989 r. Maurice i Claude zrozumieli, że trzeba w sposób radykalny zerwać ze wszelkimi praktykami okultystycznymi, z bioenergoterapią i spirytyzmem.
Po swoim nawróceniu doktor Maurice razem z żoną włączyli do swojej praktyki lekarskiej nowy, bardzo istotny element. Przed leczeniem farmakologicznym proponowali pacjentom pojednanie się z Bogiem w sakramencie pokuty i Eucharystii. Zachęcali ich, aby podziękowali Bogu za doświadczenie choroby i wszystkie swoje cierpienia oddali Jezusowi.
Zachęcali także do modlitwy o przebaczenie wszystkiego wszystkim, aby do nikogo nie czuli pretensji i urazy, aby odrzucili okultyzm, bioenergoterapię i spirytyzm. Radzili kobietom, które dokonały aborcji, aby pojednały się z Bogiem oraz ze swoim dzieckiem w sakramentach pokuty i Eucharystii.
Pacjenci, którzy zastosowali się do tych wskazań, odzyskiwali spokój sumienia i radość życia oraz doświadczali spektakularnych uzdrowień z najróżniejszych chorób.
Maurice Caillet odnalazł w Kościele katolickim największy skarb – osobę Jezusa Chrystusa – i stał się odważnym Jego świadkiem, gdyż „nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).