Wanda Półtawska – cudem ocalona, ratowała innych

Wanda Półtawska

Sama mówiła: „Zły duch chciał mnie wiele razy zabić, ale mu się to nie udało”. Święty Jan Paweł II ją uspokajał: „Chce zabić, ale nie może. Jesteś w rękach Boga, przez Niego wybrana”. Zmarła śmiercią naturalną, we własnym domu, otoczona miłością rodziny i modlitwą wielu ludzi, mając niemal 102 lata.

Ocalona wbrew zakusom Złego

Ile razy można mierzyć do człowieka z pistoletu z odległości jednego metra i go nie zabić? To oczywiście tylko porównanie. Zły duch – jak sama mówiła – chciał wiele razy ją zabić. Nie udały mu się te plany.

Najpierw Półtawska miała zginąć po aresztowaniu, w czasie wojny, w lubelskiej katowni Gestapo, osławionym „Zamku”. Później wiele razy otarła się o śmierć w niemieckim obozie koncentracyjnym Ravensbrück. To była piekielna czeluść na ziemi. Na młodej Wandzie esesmani, lekarze przestępcy, dokonywali pseudomedycznych eksperymentów. Cudem ocalała. W swej autobiograficznej książce pt. I boję się snów opisała swoje przerażające doświadczenia obozowe.

Sługa Boży ks. Aleksander Woźny, sam przez pięć lat więzień KL Dachau, po przeczytaniu tej książki tak napisał do jej autorki: „Gorąco dziękuję za przesłane opowiadania o obozie. Od dawna nie mogę czytać takich książek, ale od tej trudno mi było się oderwać. Sprawdziło się moje przypuszczenie, że w obozach kobiecych było jeszcze gorzej niż w męskich”.

Z kolei św. Jan Paweł II wyznał: „Mam wobec ciebie i innych ofiar wojny dług. Mnie Bóg oszczędził takich cierpień. Chylę czoła przed tymi, którzy wtedy tak strasznie byli doświadczeni”.

Ojciec Święty miał szczególną dobroć i wyrozumiałość dla ludzi chorych, cierpiących, ofiar wojny i prześladowań. Miał też wielki podziw dla geniuszu kobiecości.

Potem przyszedł czas na kolejne doświadczenia Wandy Półtawskiej. Śmiertelna choroba nowotworowa w 1962 r. i cudowne z niej uzdrowienie. Bardzo poważna operacja kręgosłupa szyjnego. Wypadek na dworcu w Warszawie, gdy spadła z peronu pod wagon.

Upadek na kamiennych schodach w Rzymie, o którym pisała: „Ktoś niewidzialny mnie popchnął. W ostatniej chwili przed uderzeniem głową o stopnie ktoś inny mnie podtrzymał, upadłam tak, jakbym spadła na poduszkę”.

Ciężkie poparzenia przy gaszeniu pożaru w „domku papieskim” nad rzeką Wisłok. Sama mówiła: „Zły duch chciał mnie wiele razy zabić, ale mu się to nie udało”. Święty Jan Paweł II ją uspokajał: „Chce zabić, ale nie może. Jesteś w rękach Boga, przez Niego wybrana”.

Zmarła śmiercią naturalną, we własnym domu, otoczona miłością rodziny i modlitwą wielu ludzi, mając niemal 102 lata.

Ocalona, by zostać lekarzem

Cudowne ocalenie z obozu i niezłomne postanowienie: „Jeśli Bóg pozwoli mi przeżyć, zostanę lekarzem. Będę ratować życie innych, będę służyć godności chorych”.

W 1945 r. na egzaminie wstępnym z matematyki na Wydział Lekarski Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie napisała na kartce: „Byłam w obozie, nie umiem rozwiązać żadnego z zadań. Chcę być lekarzem, by służyć życiu”.

Została przyjęta. Została lekarzem psychiatrą. Została żoną i matką piątki dzieci – pierwsze zmarło tuż po urodzeniu.

Jako lekarka psychiatra szukała księży, którzy mogliby być spowiednikami jej pacjentów. Na spotkanie przyszedł ks. Karol Wojtyła. Sama potrzebowała stałego spowiednika, ale kiedy polecano jej właśnie ks. Karola, wyznała: „onieśmielał swoją świętością i uduchowieniem”. Przemogła się. Niezapomniana spowiedź w bazylice Mariackiej w Krakowie.

Proste słowa spowiednika, ale wypowiedziane z wielką mocą: „Pan Jezus chce, byś codziennie przychodziła na Mszę św. i przyjmowała Komunię św.”. Odpowiedź: „To niemożliwe. Jestem żoną, matką małych dzieci. Jestem lekarzem psychiatrą, to bardzo czasochłonna specjalizacja. To niemożliwe”. Ksiądz: „Ale jeśli Pan Jezus zaprasza, to pomnoży siły i czas. To bardzo ważne, przychodź”.

To trudne zadanie stało się możliwe. Od tego czasu, aż do śmierci, niemal każdego dnia była na Mszy św. i przyjmowała Ciało Chrystusa. Nie tylko ona była temu zobowiązaniu wierna. Także Pan Jezus czynił cuda, żeby się to udawało!

Okładka książki "Dookoła świata za Janem Pawłem II"

Ocalała, aby ratować życie i rodziny

Arcybiskup Karol Wojtyła jako jedno z najważniejszych zadań duszpasterskich stawiał troskę o małżeństwo i rodzinę. Poprosił, by Wanda Półtawska otworzyła poradnię dla małżeństw. Metropolita krakowski oddał na ten cel jeden z pokojów swego mieszkania przy ul. Franciszkańskiej, z niezależnym wejściem, ale przylegający do jego pokojów. Na dyżur przychodziło wielu ludzi.

Raz przyszła kobieta w stanie błogosławionym, żona milicjanta. Wyznała, że mąż każe jej „usunąć płód”, bo nie mają mieszkania. Na słowa Wandy: „Niech pani nie zabija dziecka”, kobieta wybuchnęła płaczem. Naraz otwierają się drzwi. Wchodzi abp Wojtyła. Pyta z troską: „Dlaczego pani płacze?”. I dodaje: „Za dwa dni będzie miała pani dla rodziny nowe mieszkanie. Proszę nie zabijać dziecka!”.

Arcybiskup nie miał mieszkania. To były lata 60. minionego wieku. Mieszkań nie było. Ale stał się cud. W ciągu dwóch dni mieszkanie się znalazło. Milicjant miał później kłopoty ze strony partii komunistycznej, że skorzystał z pomocy Kościoła. To dziecko jednak ocalało. W niebie się dowiemy, ile dzieci uratowała bezpośrednią interwencją, pomocą materialną i swoimi wykładami dr Wanda Półtawska.

Czasami dawała rady szorstkie, surowe. Kobieta: „Nie mogę być z moim mężem, bo mi powiedział, że jestem głupia”. Półtawska: „Proszę się nie obrażać. A może pani rzeczywiście jest głupia? Proszę to przemyśleć, wrócić do męża i się poprawić”.

Wielu księżom i klerykom pomogła. Ratowała zagrożone powołania. Przyjaźniła się z wieloma siostrami zakonnymi, wspierała je materialnie. Organizowała pomoc finansową przy budowie kościołów, np. w Zakopanem: na Krzeptówkach i Podwyższenia Krzyża Świętego.

Uratowana przez modlitwę św. ojca Pio

List napisany 17 listopada 1962 r. w Rzymie: „Wielebny Ojcze, proszę o modlitwę w intencji czterdziestoletniej matki czterech córek z Krakowa w Polsce (w czasie ostatniej wojny przebywała w obozie koncentracyjnym w Niemczech), obecnie ciężko chorej na raka i będącej w niebezpieczeństwie utraty życia: aby Bóg przez wstawiennictwo Najświętszej Dziewicy okazał swoje miłosierdzie jej samej i jej rodzinie”. Podpis: Karol Wojtyła z Krakowa. Reakcja o. Pio: „Jemu nie można odmówić”.

11 dni później kolejny list świętego do świętego: „Wielebny Ojcze, kobieta z Krakowa w Polsce, matka czterech córek, dnia 21 listopada, jeszcze przed operacją niespodziewanie odzyskała zdrowie. Bogu niech będą dzięki. Także Tobie, Wielebny Ojcze, serdecznie dziękuję w imieniu jej własnym, jej męża i całej rodziny. W Chrystusie + Karol Wojtyła, Rzym, 28 XI 1962”.

Przyjaźń ze świętym stygmatykiem trwała przez całe życie Wandy. W 1967 r. udało się jej dotrzeć do San Giovanni Rotondo. Jak wspominała, ojciec Pio podszedł do niej, rozpoznał ją (pierwszy raz widział ją wtedy na oczy), pogłaskał po głowie i powiedział: „Teraz jest w porządku”. Później wiele razy doświadczała nadzwyczajnej pomocy świętego kapucyna z nieba.

Jedna z historii: Pewna kobieta prosiła doktor Półtawską, by odwiedziła jej chorą siostrę. Kiedy lekarka przyszła, usłyszała: „Ojciec Pio powiedział mi, że dzisiaj Pani przyjdzie”. Udało się chorą umieścić w szpitalu, odzyskała zdrowie.

Nie sposób opisać wszystkich zdarzeń, które miały miejsce w czasie duchowej przyjaźni Wandy z o. Pio. Mówiła: „Jeśli ważne jest, by nie ulegać z łatwością iluzjom i wszędzie dopatrywać się cudów, tak samo ważne jest, aby nie niszczyć, z nadmiernej i źle rozumianej racjonalności, jednej z najpiękniejszych i najbardziej pocieszających prawd życia: że jesteśmy zanurzeni w dobroci Boga, w Jego miłości do stworzeń, której w pełni doświadczyli święci”.

Przyjaźń z ks. Aleksandrem Woźnym

Ksiądz Woźny, proboszcz parafii św. Jana Kantego w Poznaniu, jako jeden z pierwszych w Polsce, jeszcze w latach 50. minionego wieku, organizował kursy przedmałżeńskie. Takie same działania podejmował w Krakowie duszpasterz akademicki ks. Karol Wojtyła. Przyszły papież dowiedział się o pracy ks. Woźnego i posłał do niego Wandę Półtawską.

Sama opowiadała: „Od pierwszej chwili naszego spotkania domyśliłam się, że on także był więziony w obozie koncentracyjnym. Specyficzny dystans do problemów życiowych”.

Półtawska niezwykle ceniła rady i nauki ks. Aleksandra. Zapis jego rekolekcji dla kobiet Drogi w setkach egzemplarzy rozdawała potrzebującym duchowej pomocy. O zbiorze jego nauk Dobre rady dla narzeczonych i małżonków powiedziała, że najtrafniej i najjaśniej ujmują one zadania małżeństwa.

W 1969 r. ks. Aleksander w odręcznie napisanym liście wyznał: „Dziękuję Bogu za to, że Pani jest taka, jaka jest. Zresztą jestem pewny, że nie pozostanie Pani taką, bo Bóg wspaniałomyślnie będzie ciągle wymagał coraz więcej. Na Wielkanoc życzę, żeby Pani nie mogła Mu już niczego odmówić”.

Wpływ na papieża

Na ten temat krąży wiele legend. Niektóre negują ten wpływ, inne zaś go wyolbrzymiają, mówiąc, że „rządziła” w Watykanie. Oba twierdzenia są nieprawdziwe.

Wanda Półtawska oraz jej mąż Andrzej, profesor filozofii, byli przyjaciółmi księdza, biskupa, profesora, kardynała Wojtyły, papieża Jana Pawła II. Spędzali razem wakacje.

Zachowało się 270 odręcznie napisanych przez Karola Wojtyłę, osobistych listów do nich kierowanych. Nie są to zdawkowe życzenia, krótkie zdania. To często kilkustronicowe zapisy, z modlitwami, z osobistymi duchowymi refleksjami.

Święty Jan Paweł II był otwarty na sugestie i rady wielu ludzi. Na wszystkich i na wszystko patrzył z wiarą, każdego człowieka traktował jako dar Pana Boga. W tym świetle można mówić o wpływie Wandy Półtawskiej na Ojca Świętego.

Karol Wojtyła konsultował z nią tekst swojej książki, pisanej jeszcze w Krakowie, pt. Miłość i odpowiedzialność, a później katechezy Mężczyzną i niewiastą stworzył ich.

Półtawska prosiła, by Ojciec Święty przygotował dokument o św. Józefie, bo bardzo potrzeba dać mężczyznom wzór do naśladowania. Tak powstała adhortacja apostolska Redemptoris custos.

Po wydaniu książki wspomnieniowej na 50. rocznicę święceń kapłańskich, Dar i tajemnica, lekarka namówiła św. Jana Pawła II, żeby kontynuował swoje refleksje na temat posługi biskupiej. W 2004 r. została wydana książka Wstańcie, chodźmy!.

Latem 2002 r. w Castel Gandolfo zachęciła papieża, by wrócił do pisania wierszy. Tak powstał Tryptyk rzymski. Podobnie było z porywającym listem apostolskim do kobiet Mulieris dignitatem – o godności kobiety.

Wanda Półtawska poświęciła swoje życie propagowaniu nauki św. Jana Pawła II. Nie chciała mówić o sobie. Chciała przekazywać jego nauczanie.

Przed śmiercią papieża usłyszała od niego: „Będę przy tobie, kiedy ty będziesz mówiła do ludzi. Wyciągną do ciebie ręce i nie dadzą ci spokoju”. To się sprawdziło niemal do jej ostatnich dni.

Obrazek z Warszawy, sprzed 10 lat. Rekolekcje wielkopostne w jednym z gimnazjów. Blisko 150 młodych zebranych w sali gimnastycznej. Krzyki, hałas… Dyrektorka szkoły bez skutku usiłuje uspokoić młodzież… Wchodzi Wanda Półtawska. Starsza pani, niskiego wzrostu, mówi spokojnym głosem. Młodzież oczarowana, słucha jej przez niemal półtorej godziny, bez przerwy. Na zakończenie burza oklasków i prośba: „Niech Pani zostanie i jeszcze mówi”.

 

Przesłanie lekarza do lekarzy i nauczycieli

Święty Jan Paweł II marzył o dobrym duszpasterstwie lekarzy i nauczycieli. Wiedział, jak wielki wpływ na ludzi mają lekarze. Mogą doradzić wybór dobra, mogą nakłaniać do grzechu. Mogą życie ocalić albo zniszczyć. Wielu słucha ich opinii bezkrytycznie. Wanda Półtawska dobrze rozumiała intencje Ojca Świętego. Ze szczególną pasją podejmowała nauczanie wobec tych, którzy wykonywali ten sam zawód co ona. Ciągle ich uwrażliwiała, ażeby formowali swoje sumienie, by nigdy nie byli sługami śmierci, ale zawsze służyli życiu i godności człowieka. Stąd także jej inicjatywa Deklaracji wiary lekarzy, która kładzie nacisk na wierność sumieniu oświeconemu wiarą, złożonej przez trzy tysiące lekarzy i studentów medycyny na Jasnej Górze w 2014 r.

Jeszcze w czasach krakowskich abpa Karola Wojtyły Wanda Półtawska organizowała wspólne seminaria dla kleryków i studentów medycyny. Chodziło o zapoznanie przyszłych kapłanów i lekarzy z trudnymi problemami etycznymi, o nauczenie ich wzajemnej rozmowy i poszukiwania prawdy.

Wanda była zwolenniczką nauczania i wychowania zróżnicowanego – oddzielnych szkół dla chłopców i oddzielnych dla dziewczyn. Sama przed II wojną światową do takiej szkoły, prowadzonej przez siostry urszulanki w Lublinie, chodziła. Zawsze, nawet gdy była osłabiona, można było ją namówić do udziału w spotkaniach dla nauczycieli. Szczególną wagę przywiązywała do wychowywania małych dzieci przez odpowiednią formację nauczycielek pracujących w przedszkolach.

Jedno, piękne życie!

Nie sposób opisać życia tej wielkiej Polki, niezwykłego człowieka: kobiety, żony, matki, lekarki i nauczycielki. Bóg dał jej bardzo długie życie, naznaczone wieloma krzyżami. Wanda Półtawska doświadczyła ogromu różnych cierpień ciała i ducha, ale też wyjątkowego obdarowania łaską. Skarżyła się św. Janowi Pawłowi II: „Trudne mam życie”. A on: „Czy chciałabyś je na inne zamienić?”.

25 października 2023 r. odeszła do Pana Boga, do ukochanego męża, do św. Jana Pawła II, do tak wielu swoich przyjaciół, ludzi, którym pomogła dotrzeć do nieba. Niech jej piękne życie będzie dla nas natchnieniem. Warto „iść na całego”. Warto nie oszczędzać siebie. Warto stawać w obronie życia, zwłaszcza dzieci nienarodzonych. Warto promować czystość oraz ukazywać piękno powołania małżeńskiego i rodzinnego. Jedno mamy życie od Pana Boga. Jak je wykorzystamy?

Wierząc w świętych obcowanie, możemy prosić Pana Boga za wstawiennictwem Wandy Półtawskiej. Tak chętnie spieszyła z pomocą, załatwiała różne trudne sprawy. Tak wielu ludzi zawdzięcza jej sens życia, nawrócenie, udane małżeństwo, przezwyciężenie różnych kryzysów, pomoc materialną. Teraz razem ze św. Janem Pawłem II też nam będzie pomagała.