Doskonały plan Boga

W okresie dorastania miałam ten niezwykły zaszczyt trafić do wspólnoty Ruchu Czystych Serc, dzięki której jako młoda studentka nie pogubiłam się w wielkim świecie, a moje wartości się umocniły.

Mam na imię Paulina. Od ponad trzech lat jestem żoną kochającego męża, mamą niespełna trzyletniego Jana i siedmiomiesięcznej Zosi. Mogę śmiało powiedzieć, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Pan Bóg obdarowuje mnie codziennie wieloma łaskami i pozwala mi doświadczać tego, o czym zawsze marzyłam.

Pochodzę z rodziny, w której nigdy nie brakowało miłości, ciepła oraz wsparcia i wzajemnego zaufania. Można powiedzieć, że miałam idealny start w życie. W naszym domu Bóg zawsze był na pierwszym miejscu. Rodzice przekazali mi to, co w życiu jest najważniejsze. Kochali mnie i dawali mi wszystko, co najlepsze, ale stawiali też wysoko poprzeczkę.

W okresie dorastania miałam ten niezwykły zaszczyt trafić do wspólnoty Ruchu Czystych Serc, dzięki której jako młoda studentka nie pogubiłam się w wielkim świecie, a moje wartości się umocniły. Kiedy teraz patrzę wstecz na swoje życie, to wiem, że nie bez powodu Bóg obdarował mnie tyloma łaskami. Miałam czym dzielić się z ludźmi, których stawiał na mojej drodze. Myślę, że to właśnie oznacza „współpracować z łaską”. Czasami wydawało mi się, że moje życie jest nudne. Inni wokół mnie przeżywali różne trudne doświadczenia, opowiadali poruszające świadectwa. Chyba nawet zazdrościłam im takich przeżyć. Teraz widzę to inaczej i rozumiem, że moim zadaniem było i jest nieść radość i głosić, że tą radością jest Chrystus.

W sercu od zawsze czułam, że moim powołaniem jest bycie żoną i mamą. Było to pragnienie ponad wszystkie inne. Zawsze wiedziałam, że chcę iść drogą czystości. Marzyłam, aby spotkać mężczyznę, który będzie podzielał moje przekonania. Adama poznałam w najmniej oczekiwanym przeze mnie momencie. Nie od razu przyjęłam go jako dar od Pana Boga. Nasza droga do małżeństwa była trudna i w tamtym momencie miałam w sobie poczucie wielkiego rozczarowania. Pragnęłam przeżyć historię rodem z filmów romantycznych. Adam wydawał się zupełnie nie pasować do mojej koncepcji. Wiele rzeczy mnie w nim drażniło. On jednak był dla mnie wielkim wsparciem i kiedy ja go od siebie odtrącałam, on okazywał mi mnóstwo cierpliwości i się nie poddawał. Czułam się z tymi swoimi wątpliwościami bardzo źle i prosiłam Pana Boga o odpowiedzi na wiele pytań, które rodziły się w mojej głowie. Pytałam też wszystkich wokół, czy Adam jest odpowiednią osobą dla mnie. Oczekiwałam, że rodzina i przyjaciele, a czasem nawet obce osoby powiedzą mi, czy ten człowiek może zostać moim mężem. To wszystko powiększało mój smutek i poczucie beznadziei. Nie umiałam jednak zerwać tej znajomości… W chwilach największej rozpaczy, kiedy w mojej głowie szalała burza, powtarzałam raz po raz: „Jezu, ufam Tobie”. To był dla mnie bardzo trudny czas. Adam dużo się za mnie modlił, okazywał mi dużo zrozumienia, ale wiedziałam, że dla niego ta sytuacja również była bardzo trudna.

W naszej relacji nie zawsze jednak było tyle dramaturgii i rozterek. Przeżywaliśmy też dużo radosnych momentów i cieszyliśmy się sobą nawzajem. Już na początku naszej znajomości jasno przedstawiłam Adamowi swoje stanowisko dotyczące zachowania czystości przed ślubem. Adam bez problemu to zaakceptował. Okazywał mi zawsze duży szacunek. Mimo wszystko muszę przyznać, że wstrzemięźliwość seksualna była wyzwaniem. Zrozumiałam wtedy słowa, które często słyszałam na rekolekcjach, że zachowanie czystości to walka. Słowo „walka” zawsze wydawało mi się mocno przesadzone i nie rozumiałam, dlaczego tak jest to określane. Jednak w relacji wszystko wygląda zupełnie inaczej. Gdy pragniemy realizować wartości, które w oczach Boga są naprawdę ważne, wówczas szatan potrafi mocno utrudniać i na każdym kroku stawiać przeszkody. Tak było i u nas. Mimo wszystko, z pomocą Boga, daliśmy radę! Nawzajem się motywowaliśmy i wspieraliśmy, a co najważniejsze – otaczaliśmy siebie nawzajem modlitwą. Często też przystępowaliśmy do sakramentu spowiedzi.

Z czasem wszystko zaczęło stawać się coraz prostsze, a ja dojrzewałam. Dzisiaj rozumiem, dlaczego to wszystko musiało się wydarzyć. Ten czas był mi dany po to, abym dorosła do prawdziwej relacji z Adamem. Zawsze byłam mocno związana z rodzicami. Wszystkie decyzje, które podejmowałam, konsultowałam z nimi, a szczególnie z mamą. Czasami aż za bardzo polegałam na tych opiniach. Była to tak silna, emocjonalna zależność, że utrudniała mi funkcjonowanie w dorosłości. Musiałam nauczyć się akceptować Adama takim, jaki był, z pełną świadomością jego wad i zalet. Ja po prostu chciałam włożyć go we własne ramy. Musiałam niejako przejść na jego stronę i to z nim zacząć budować przyszłość. Relacja z rodzicami musiała być potraktowana przeze mnie jako zupełnie oddzielny element mojego życia. Gdy to zrozumiałam, wszystko zaczęło się powoli zmieniać i układać. Pokonując te wszystkie trudności, przygotowywaliśmy się do sakramentu małżeństwa. Muszę tu jeszcze raz podkreślić, że cały czas byłam otoczona modlitwą przez bliskie mi osoby, a zwłaszcza przez Adama. Sama też z ufnością prosiłam Boga o odpowiedź na swoje wątpliwości.

Po naszym ślubie zaczęłam zauważać w moim mężu same wspaniałe cechy. Wcześniej denerwowały mnie szczegóły jego zachowania, wyglądu itd. Później zobaczyłam, że to zaufanie Bogu przynosiło dużo pięknych owoców. Adam codziennie mnie czymś zaskakiwał i to właśnie wtedy odkryłam, jak wielki skarb otrzymałam. Nie potrzebowałam już od nikogo żadnego potwierdzenia. Pan Bóg przeprowadził nas przez trudny proces wymagający ogromnego zaufania w Jego doskonały plan. Dzisiaj jestem bardzo szczęśliwa. Wielkie znaczenie miało dla mnie wsparcie, jakie okazali mi moi najbliżsi i przyjaciele. Wartości, które wyniosłam z domu, dały mi solidne podstawy, a trwanie we wspólnocie nie pozwalało mi zapomnieć o moich korzeniach. Owoce wierności Bogu są piękne. Warto ufać w Jego doskonały plan i okazywać to zaufanie pokorną modlitwą.

Paulina