Modląc się, nagle wyraźnie ujrzałem, jak postać siedzącego na kolanach Matki Bożej Jezusa zaczęła do mnie przemawiać! Usłyszałem głos Pana Jezusa, który powiedział: „Nie martw się! Tata w piątek wróci!”.
Pan Jezus dotrzymał obietnicy
Urodziłem się jeszcze przed II wojną światową. Moi rodzice pochodzili z rodzin kaszubskich. Byli bardzo wierzącymi ludźmi i wielkimi polskimi patriotami.
W 1939 r. mój ojciec pracował w Toruniu jako przedstawiciel firmy Maćkowiak, która prowadziła restauracje i hotele. Jeździł po Kaszubach, chcąc pozyskać klientów. Był bardzo cenionym pracownikiem.
Gdy wybuchła wojna, całe przedwojenne województwo pomorskie (wraz z Toruniem i częścią Kaszub) zostało włączone do Rzeszy. Wprowadzono zakaz posługiwania się językiem polskim; można się było odtąd posługiwać tutaj wyłącznie językiem niemieckim. Zakaz ten objął też działalność duszpasterską. W kościele nie wolno było modlić się po polsku.
Księża nie mogli w tym języku spowiadać. Jeżeli jakiś podszywający się pod penitenta agent skorzystał ze spowiedzi po polsku, to nie dłużej jak po godzinie zajeżdżało pod kościół Gestapo i zabierało takiego spowiednika, po czym słuch po nim ginął. Takie „przestępstwo” karane było śmiercią.
Kiedy wybuchła wojna, miałem dwa i pół roku. Pewnej soboty, a był to koniec 1939 r., nasz tata nie wrócił z pracy. Czekaliśmy na niego długo, ale bezskutecznie. Mama postanowiła więc udać się ze mną na Gestapo, by tam zapytać o los taty. Przypuszczaliśmy, że Gestapo go aresztowało.
Na miejscu pewien wulgarny, ordynarnie zachowujący się hitlerowiec powiedział: „20 Polaków zostało rozstrzelanych i wśród nich jest Janikowski”…
Moi rodzice byli wielkimi polskimi patriotami i oboje byli bardzo religijni. Wieczorem – tego dnia, w którym tata nie wrócił do domu – mama zaprowadziła mnie do sypialni i kazała mi klęknąć przed pięknym obrazem Matki Bożej z Dzieciątkiem. Prosiła, bym się modlił o powrót taty. Modląc się, nagle wyraźnie ujrzałem, jak postać siedzącego na kolanach Matki Bożej Jezusa zaczęła do mnie przemawiać! Usłyszałem głos Pana Jezusa, który powiedział: „Nie martw się! Tata w piątek wróci!”.
Jak tylko usłyszałem te słowa, aż krzyknąłem z wrażenia. Moja mama natychmiast przybiegła – wystraszona, że coś się ze mną stało. Ja zaś jej przekazałem, że Pan Jezus z obrazu powiedział mi, iż tata wróci w piątek. Mama się na to uśmiechnęła, pogładziła mnie po głowie i poleciła, bym kontynuował modlitwę.
Nadszedł wreszcie wyczekiwany piątek. Wyglądaliśmy wraz z mamą przez okno i nagle zobaczyliśmy tatę! Stał na ulicy. Tak zmaltretowany, że był nie do poznania. Był bity przez Niemców, gdyż nie zgodził się na żadną propozycję współpracy czy wpisania go na tzw. folkslistę.
Stracił pracę i nie miał już możliwości normalnego zatrudnienia. Musiał się starać o doraźną pracę w różnych miejscach. Najważniejsze jednak było to, że wrócił cały. Radość z powrotu taty była ogromna! Pamiętam do dziś słowa obietnicy Pana Jezusa, która rzeczywiście się ziściła!
Ten pełen miłości głos Dzieciątka Jezus, abym się nie martwił, bo tata w piątek wróci, był dla mnie namacalnym znakiem miłości Jezusa i Maryi. Pamięć o tym cudownym wydarzeniu pomagała mi w codziennej modlitwie, w przygotowaniu się do Pierwszej Komunii Świętej, bierzmowania, a w końcu do decyzji wstąpienia do Seminarium Duchownego Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej.
Jeden z największych darów
9 czerwca 1962 r. w bazylice archikatedralnej w Poznaniu z rąk abp. Antoniego Baraniaka, wraz z 24 diakonami Towarzystwa Chrystusowego, przyjąłem święcenia kapłańskie. To właśnie wtedy Pan Jezus złożył w moje serce święty dar sakramentu kapłaństwa. Zmartwychwstały Pan powołał mnie, aby poprzez moją posługę kapłańską mógł uwalniać ludzi z niewoli szatana, grzechu i śmierci oraz prowadzić ich do nieba.
Chciałbym mocno podkreślić, że sakrament kapłaństwa jest jednym z największych darów, jakie Pan Jezus ofiarował ludzkości. W Dzienniczku św. Faustyny zostały zapisane słowa Matki Bożej o tym, że kapłani są Jej drogocennymi perłami.
Pan Jezus zaś stwierdza: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,14-15).
Święty proboszcz z Ars – ks. Jan Maria Vianney – tak mówił w jednym ze swoich kazań: „Nie znajdziecie żadnego dobra, które pochodzi od Boga, żeby za nim nie stał kapłan. Spróbujcie wyspowiadać się przed Matką Bożą albo przed którymś z aniołów. Rozgrzeszą was? Nie. Czy mogą dać wam Ciało i Krew Pańską? Nie. Najświętsza Maryja Panna nie ma władzy sprowadzenia swego Syna do hostii. Choćby stanęło przed wami dwustu aniołów, nie mają oni władzy odpuszczenia wam grzechów. Kapłaństwo jest naprawdę czymś bardzo wielkim. Kapłan zrozumie siebie dobrze dopiero w niebie. Gdybyśmy rozumieli na ziemi, czym jest kapłaństwo, umarlibyśmy nie z przejęcia, lecz z miłości. […] Po Bogu kapłan jest najważniejszy! Zostawcie parafię bez kapłana przez dwadzieścia lat, a zaczną w niej ado-rować cielca. […] Kiedy ktoś chce zniszczyć religię, najpierw atakuje kapłanów. […] Kapłaństwo to miłość Serca Jezusa”.
Do kapłaństwa Pan Jezus powołuje ludzi słabych i grzesznych. W ich sercach składa święty dar sakramentu kapłaństwa. Święty Paweł pisze: „Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas” (2 Kor 4,7).
Owa przeogromna moc Boga ujawnia się w posłudze kapłańskiej szczególnie podczas sprawowania sakramentów pokuty i Eucharystii. Najważniejsza czynność kapłana każdego dnia to sprawowanie Eucharystii i sakramentu pokuty. Męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa uobecniają się podczas sprawowania tych sakramentów dzięki owej potestas sacra (z łac. święta władza), otrzymanej w sakramencie święceń.
Każdy ksiądz powinien ciągle sobie uświadamiać, że to Pan Jezus posługuje się jego rękoma i jego głosem, aby uobecniać swoją miłość w tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania. Każdy jednak kapłan zobowiązany jest też do podejmowania co dzień trudu kroczenia drogą wiary, ascezy, samodyscypliny i krzyża. Gdy tego nie czyni, podąża drogą zdrady swojego powołania. Wiem z własnego doświadczenia, że tylko wtedy ksiądz będzie owocnie spełniał swoją posługę, gdy będzie człowiekiem głębokiej modlitwy.
Papież Benedykt XVI tak mówił do kapłanów: „Na modlitwie kapłan jest powołany, by nieustannie odkrywać ciągle nowe oblicze swojego Pana, a zarazem prawdziwą treść swojej misji. Tylko ten, kto przeżywa intymną więź z Bogiem, zostaje przez Niego zdobyty. Może zanieść Go innym i być posłanym. Mowa tu o »pozostawaniu z Nim«, które ma na zawsze towarzyszyć posłudze kapłańskiej. Ma to stanowić jej centrum. Także w chwilach szczególnie trudnych, gdy »sprawy do zrobienia« wydają się mieć pierwszeństwo”.
Po 61 latach swojej kapłańskiej posługi mogę z całą mocą stwierdzić, że najważniejszą czynnością kapłana każdego dnia jest sprawowanie Eucharystii. Pan Jezus mówi: „Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne” (J 6,52-59).
Dar wewnętrznej wolności
Każdy kapłan w chwili święceń otrzymuje dar wolności wewnętrznej, by móc być autentycznym głosicielem niepopularnych prawd, takich jak wszystkie przykazania Dekalogu, świętość życia ludzkiego od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci, prawdy o tym, że tylko ludzie czystego serca Boga oglądać będą (por. Mt 5,8), prawdy o konieczności naśladowania Pana Jezusa w Jego drodze krzyżowej czy wreszcie prawdy o potrzebie pokuty, ascezy i zaparcia się siebie.
Tak papież Benedykt XVI mówił do polskich kapłanów: „Kto dąży do kapłaństwa, by podnieść swój osobisty prestiż i zdobyć władzę, już na samym początku źle zrozumiał sens tej posługi. Kto pragnie realizować przede wszystkim własne ambicje, odnieść sukces, pozostanie zawsze niewolnikiem samego siebie i opinii publicznej. By być uznanym, będzie schlebiał, będzie mówił to, co się ludziom podoba. Będzie też przystosowywał się do zmieniających się mód i opinii, wskutek czego pozbawi się życiodajnego związku z prawdą i jutro potępi to, co dzisiaj chwali. Człowiek, który w ten sposób ustawia swoje życie, kapłan patrzący w ten sposób na swoją posługę, nie kocha w rzeczywistości Boga i drugiego człowieka, ale tylko samego siebie i paradoksalnie w ostatecznym rozrachunku samego siebie zatraca”. Kapłan nie może być niewolnikiem opinii publicznej.
Znienawidzeni przez siły zła
Pan Jezus mówi: „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: »Sługa nie jest większy od swego pana«. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15,18-20).
W książce In sinu Jesu Pan Jezus kieruje do kapłanów następujące słowa: „Jestem w Eucharystii, aby was karmić i napełnić was radością Mojej obecności. Jestem Tym, który rozumie samotność każdego człowieka, szczególnie samotność Moich kapłanów. Chcę dzielić ich samotność tak, by nie byli sami ze sobą, ale by byli w samotności ze Mną. Płonę w Moim pragnieniu, by być dla każdego z Moich kapłanów przyjacielem, którego szukają, przyjacielem, z którym mogą dzielić wszystko, przyjacielem, któremu mogą wszystko powiedzieć, przyjacielem, który płacze nad ich grzechami, nie przestając ich kochać nawet na chwilę. To w Eucharystii czekam na nich jako lekarz i jako środek zaradczy. Przede wszystkim pragnę tego, by Moi kapłani byli świętymi, i to właśnie w tym celu daję im Moją obecność w Eucharystii. Tak, to jest wielki sekret kapłańskiej świętości. Moje Serce pragnie miłości świętych. Tym, którzy przychodzą do Mnie, daję miłość i świętość. I w tym będzie uwielbiony mój Ojciec. To się dokona przez intymne działanie Mojego Ducha”.
ks. Edward Janikowski TChr