Cuda za wstawiennictwem o. Wenantego

Lekarze mówili moim bliskim, że nie mam szans na przeżycie. Rodzina rozpoczęła gorącą modlitwę w intencji mojego uzdrowienia, prosząc o wstawiennictwo o. Wenantego.

Powrót do życia i zdrowia

W październiku 2020 r. zachorowałem na zapalenie płuc spowodowane zakażeniem koronawirusem. Mój stan się pogarszał. Płuca praktycznie przestawały działać. Ponieważ nie było innego wyjścia, lekarz wprowadził mnie w stan śpiączki farmakologicznej. Lekarze mówili moim bliskim, że nie mam szans na przeżycie. Rodzina rozpoczęła gorącą modlitwę w intencji mojego uzdrowienia, prosząc o wstawiennictwo o. Wenantego. O jego orędownictwo prosiła też grupa modlitewna związana z Kalwarią Pacławską.

W śpiączce byłem około dwóch tygodni. W tym czasie trzykrotnie znalazłem się na granicy życia i śmierci. Po tym okresie moje płuca wreszcie podjęły pracę. Zostałem wybudzony i zacząłem wracać do zdrowia. Badania wykazują, że nie mam żadnych uszkodzeń ani ubytków na płucach i że jestem w pełni zdrowy. Wiem, że swoje wyzdrowienie zawdzięczam modlitwie wielu ludzi.

Matko Boża Słuchająca z Kalwarii Pacławskiej i Ojcze Wenanty, dziękuję Wam za wstawiennictwo oraz za to, że mogę nadal cieszyć się życiem tu, na ziemi, ze swoją rodziną. Ojcze Wenanty – do zobaczenia w niebie.

Mariusz

Uzdrowienie z nieuleczalnej choroby

Od wielu lat cierpiałam na zaburzenia termoregulacji, które miały bardzo ciężki przebieg. Mój organizm miał problem z oddawaniem ciepła. W czasie upału czy wysiłku fizycznego nadmiernie się przegrzewałam. Z tego powodu kilka razy doznałam udaru cieplnego. W gorące dni nie mogłam wychodzić z domu i nie mogłam funkcjonować w cieple. Dostawałam gorączki nawet do 42°C, miałam bóle, zawroty głowy, wymioty i utratę przytomności.

Musiałam podjąć indywidualny tok studiów. Nie mogłam wytrzymać we własnym mieszkaniu, które latem nagrzewało się na tyle, że także dostawałam udaru. Polewanie się chłodną wodą, zamrażanie butelek z wodą, picie zimnej wody i robienie okładów niewiele pomagało.

Rodzina razem ze mną przechodziła ten koszmar. W ciepłe dni siedziałam jak w więzieniu, zamknięta w małym, klimatyzowanym pokoiku. W upały nie mogłam nawet swobodnie chodzić po mieszkaniu. Na dwór wychodziłam tylko wieczorem lub w nocy.

Lekarze definiowali moją chorobę jako bardzo rzadką. W swojej karierze nie spotkali się jeszcze z takim przypadkiem i mówili, że leczenie szpitalne nie ma większego sensu. Neurolodzy mówili wprost, że nie ma możliwości leczenia tego zaburzenia. Medycyna była bezradna.

Z każdym rokiem moja choroba się pogłębiała. Fakt, że nie można było nic z tym zrobić, był dla mnie bardzo trudny do przyjęcia. Starałam się żyć w sposób możliwie najbardziej normalny.

W sierpniu byłam na rekolekcjach w Kalwarii Pacławskiej. Ponieważ było ciepło, cały dzień przebywałam w domu pielgrzyma. Dopiero wieczorem wyszłam na spacer. W sklepiku z dewocjonaliami natknęłam się na folder z o. Wenantym. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam. Potem przypadkiem natrafiłam na jego grób. Uklękłam przy nim i zaczęłam się modlić. W modlitwie opowiedziałam o. Wenantemu o sobie i prosiłam go o uzdrowienie lub jakąkolwiek inną pomoc.

Przeczytałam, że ciężko chorował i młodo zmarł. Poczułam w swoim sercu, że jest mi bardzo bliski. Podobnie jak ja chorował i z pewnością – tak jak ja – cierpiał z powodu ograniczeń spowodowanych chorobą. Powiedziałam mu na modlitwie, że podziwiam jego postawę w obliczu cierpienia i że będę się starała go w tym naśladować. Opowiedziałam mu, jak mi jest czasem ciężko i jak bardzo chciałabym być zdrowa; jak bardzo marzę o tym, żebym mogła latem normalnie wychodzić na dwór.

Po powrocie do domu pielgrzyma wyjęłam z torebki folder i postawiłam go na szafce obok łóżka. Raz jeszcze krótko się pomodliłam o uzdrowienie i poszłam spać.

Następnego dnia był rekordowy upał, ok. 35°C w cieniu. Wstałam wcześnie rano, aby zdążyć się umyć, zanim wszystko się nagrzeje. Na dworze zaczynało się robić coraz cieplej, ja jednak w ogóle tego nie odczuwałam… Tata wrócił z zakupów i oznajmił, że jest potworny upał. Z przyzwyczajenia chciałam włączyć klimatyzację. I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że wcale nie jestem przegrzana i że czuję się dobrze. Po raz pierwszy od tylu lat nie potrzebowałam klimatyzacji. Wstałam rano i po prostu byłam zdrowa!

Czułam się dobrze i miałam normalną temperaturę. Nie dowierzałam jednak i dopiero po kilku godzinach zdecydowałam się wypróbować, co będzie, jak wyjdę na dwór. Najpierw ostrożnie usiadłam w cieniu na ławce pod domem pielgrzyma, pewna, że za chwilę dostanę gorączki. Mimo wszystko czułam, że powinnam spróbować. Minęło pół godziny, potem godzina, półtorej, a ja wciąż się nie przegrzewałam… Upał był nie do zniesienia, zdrowi ludzie źle się czuli, mnie zaś nic nie dolegało!

Od tamtej pory jestem zdrowa. Wróciłam do domu. Upały się powtarzają, a ja nadal czuję się dobrze. Klimatyzator po powrocie z Kalwarii Pacławskiej został zdemontowany. Teraz nawet w bardzo gorące dni wychodzę normalnie na dwór i nie mam żadnych objawów przegrzania organizmu. Uważam, że to o. Wenanty wyprosił dla mnie uzdrowienie z choroby. Dziękuję Panu Bogu za to, że jestem zdrowa!

Ilona

Źródło: www.wenanty.pl/swiadectwa/swiadectwa-otrzymanych-lask