Jeśli chcemy ewangelizować dzisiejszy świat, musimy chcieć rozumieć jego kulturę, a rozumienie nie oznacza zachwytu dla wszystkiego, co podoba się współczesnemu człowiekowi. Jako chrześcijanie musimy spokojnie rozeznawać. Święty Paweł prosił: „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5,21-22). Dlatego właśnie proponujemy refleksję nad działalnością portugalskiego księdza.
Kilka uwag w sprawie ks. DJ-a Guilherme Peixoto
W tym roku czekają nas dwa koncerty DJ-a Padre Guilherme, czyli ks. Guilherme Peixoto. Pierwszy odbędzie się 15 sierpnia w Gdańsku na Ergo Arenie w ramach festiwalu „Prosta droga do Boga”, drugi 4 września przed opolską katedrą. Oba koncerty są promowane przez władze kościelne.
Ze smutkiem obserwujemy wśród katolików wielki entuzjazm dla działalności portugalskiego kapłana, który przedstawiany jest jako niezwykły ewangelizator, dlatego nie łudzimy się, że nasze uwagi zostaną zrozumiane. Zmiany kulturowe zaszły tak daleko, że przy ocenie rozmaitych zjawisk chrześcijanie często już nie znajdują wspólnego punktu odniesienia. Niemniej jednak chcielibyśmy krótko nakreślić, dlaczego naszym zdaniem nie warto promować tego typu działalności. W naszym przekonaniu aprobata dla koncertów ks. Peixoto opiera się na błędnym rozumieniu przynajmniej czterech kwestii: 1) działania ludzkiej percepcji, 2) ewangelizacji i roli kultury w głoszeniu Dobrej Nowiny, 3) powołania kapłańskiego i figury idola, 4) potrzeb młodych ludzi.
W tekście Komunikacja i kultura. Nowe drogi ewangelizacji w trzecim tysiącleciu kard. Józef Ratzinger pisał: „Wiara nawiązuje do tego, co dobre w kulturze, ale jest też zarazem znakiem sprzeciwu wobec tego, co w różnych kulturach zamyka drzwi przed Ewangelią. Dlatego przeprowadzała ona zawsze krytykę kultury, również dzisiaj powinna mieć dość odwagi, aby to czynić. Pochlebstwa na nic się zdadzą”[1]. Nasz punkt widzenia nie wynika z lęku, lecz z wiary, a także z troski o przyszłość kultury chrześcijańskiej jako środowiska, w którym ludzie przyjmują Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i wytrwale dążą do świętości.
Poniższe uwagi, choć sformułowane w odniesieniu do działalności konkretnego kapłana, dotyczą także jego naśladowców.
Błędne rozumienie działania ludzkiej percepcji
Afirmatywne podejście do prób ewangelizacyjnych z użyciem muzyki elektronicznej, wynika z założenia, że dla ludzkiej percepcji pierwszoplanowy jest przekaz słowny. Uważa się, że skoro podczas takich koncertów z głośników słychać wersy zaczerpnięte z Pisma Świętego, to na pewno zostaną one przez młodych ludzi usłyszane i przyjęte. Nie bierze się pod uwagę samej muzyki, strony wizualnej koncertu, jak i całego klimatu wydarzenia. Wszystkie te elementy mają rzekomo na celu jedynie dobrze usposobić odbiorców do przyjęcia Ewangelii. A przecież badacze kultury nie od dziś ostrzegają, że dla ludzkiej percepcji samo medium jest już przekazywaną informacją[2]. Innymi słowy, nośnik nie jest neutralny dla treści, którą rzekomo tylko „niesie”, lecz na nią wpływa. Dodatkowo jednak muzyka elektroniczna, zupełnie niezależnie od tekstowych ozdobników, oddziałuje bezpośrednio na fale mózgowe w taki sposób, że może nawet wywołać zmianę stanu świadomości słuchaczy. Koncerty muzyki elektronicznej są porównywane (przez ich zwolenników!) do szamańskich rytuałów. Podobieństwo dotyczy nie tylko miarowych rytmów, które mogą wprowadzić odbiorców w trans, ale także roli „mistrza ceremonii” – zarówno szaman, jak i DJ panując nad dźwiękami, dosłownie panuje nad ludźmi, którzy tworzą coś w rodzaju wprowadzonej w uniesienie wspólnoty. Chrześcijanie nie powinni bagatelizować, jak wielki potencjał zniewolenia człowieka przez rytm ma muzyka elektroniczna. Natomiast pomysł, by posługiwać się takim potencjalnie zniewalającym środkiem dla osiągnięcia „ewangelizacyjnego” celu, wydaje się po prostu niestosowny – Dobrą Nowinę można przyjąć tylko w wolności. Wolność osoby jest nieporównywalnie ważniejsza niż liberalizm w kwestiach doboru narzędzi „ewangelizacyjnych”.
Tak samo sprawa wygląda z uwielbieniem Boga przy dźwiękach muzyki elektronicznej – sztucznie wywoływany trans nie jest żadnym stanem mistycznym, ale za taki może uchodzić w odbiorze uczestników koncertu. Tego typu wydarzenia kształtują w młodych ludziach konkretne wyobrażenie o przeżyciu religijnym, a wyobrażenie to jest po prostu fałszywe. Aprobując i promując uwielbienie przy muzyce elektronicznej oduczamy młodzież właściwego przeżywania modlitwy, w tym liturgii – a potem będziemy się dziwić, że młodzi porzucają Kościół, w którym nie potrafią się odnaleźć…
Błędne rozumienie ewangelizacji i roli kultury w głoszeniu Dobrej Nowiny
Zwolennicy „ewangelizacji” prowadzonej poprzez muzykę elektroniczną, którzy zakładają, że najważniejszy jest tekst z „pobożnym” przesłaniem, a muzyka i klimat są czymś prawie neutralnym i na pewno bezpiecznym, mylą się również co do tego, czym jest sama ewangelizacja. Prawdziwa ewangelizacja – jak pisze kard. Ratzinger – „nie jest wyłącznie przekazem intelektualnym, jest ona procesem życiowym, oczyszczeniem i przemianą naszej egzystencji […]”[3]. Ewangelizacja wymaga obecności wspólnoty, w której człowiek przyjmujący Dobrą Nowinę może się oczyszczać i wzrastać. Również dla (sub)kultury, którą promuje ks. Peixoto, niezwykle ważna jest wspólnotowość, chodzi jednak o coś zupełnie innego – o tłum zjednoczony w irracjonalnym uniesieniu, uzależniony od kolejnych wyrzutów dopaminy, które prowokuje DJ. Jest to jedności zbudowana nie poprzez świadomy i wolny wybór Jezusa Chrystusa, lecz poprzez rytm, który opanowuje ciała uczestników i usypia ich umysły. Nie powinniśmy pod szyldem „ewangelizacji” przyzwyczajać młodych ludzi do takiego doświadczenia – tym bardziej, że ono wcale nie jest powszechnie znane. Oby się nie okazało, że zamiast ewangelizować młodych, polecamy im duchowo szkodliwą (sub)kulturę muzyczną, która sama potrzebuje nawrócenia, a nie kościelnej legitymacji. I tutaj właśnie pojawia się niedostrzegalny przez wielu problem – zanim pomyślimy o ewangelizowaniu poprzez elementy jakiejś (sub)kultury, należy zastanowić się, czy ona sama przyjęła Słowo Boże…
Jednak czy każdą (sub)kulturę można nawrócić? Kardynał Ratzinger w cytowanym już tutaj tekście podaje przykład, który skłania do myślenia. Przypominając, że wiara chrześcijańska zawsze przeprowadzała krytykę kultury, pisze tak: „W swojej rozprawie o pompa diaboli znakomicie pokazał to Hugo Rahner: rytuał chrztu zawiera między innymi wyrzeczenia się «pompy diabła». O co tu chodzi? Czego wyrzeka się chrześcijanin? Kiedyś odnosiło się to do pogańskiego teatru, do igrzysk […]. W tym wyrzeczeniu się teatru chodziło oczywiście o pewien typ kultury, czy też lepiej: o chorobę kultury. Musiał się jej wyrzec ten, kto chciał się stać chrześcijaninem […]. Nietrudno tu dostrzec analogię do współczesności i jej kulturowych schorzeń”[4]. A zatem chociaż powinniśmy szukać w różnych kulturach miejsc „otwartych na Ewangelię”, to jednak musimy być realistami. Nie każdą kulturę da się nawrócić, ponieważ to, co dziś określa się tym mianem, de facto bywa – jak słusznie zauważa kardynał – chorobą. Kultury, która jest raczej chorobą, nie wystarczy wymieszać z przekazem Ewangelii, aby stała się kulturą chrześcijańską. Ażeby odróżnić jedno od drugiego (kulturę od jej choroby) warto zadawać pytania o korzenie i owoce danego zjawiska.
Każda kultura jest zbiorem konkretnych znaków i symboli, które muszą być czytelne, aby mogły zostać właściwie zrozumiane. Jeśli mieszamy ze sobą różne rzeczywistości w odbiorze na pierwszy plan wybijają się te elementy, które intensywniej (np. zniewalająco) działają na człowieka i są mniej wymagające dla jego rozumu. Prawdziwa ewangelizacja obcej kultury zawsze polega na jej „nacinaniu” Logosem, jak mówił kard. Ratzinger, tzn. na oczyszczaniu jej poprzez Słowo. I to Słowo „musi być w niej zrozumiałe i skuteczne, powinno kształtować całą tę formę życia [tj. kulturę – przyp. red.], stać się zaczynem, który ją przenika”[5]. Czy działalność ks. Peixoto przemienia (sub)kulturę klubów z muzyką elektroniczną, czy raczej otwiera „ewangelizowaną” młodzież na ten szkodliwy rodzaj rozrywki? Jeśli udaje mu się nawracać bywalców nocnych klubów, niech właśnie tam kontynuuje swoje dzieło… Ale nawet takie sukcesy – których szczerze mu życzymy – nie usprawiedliwiałyby promowania muzyki elektronicznej podczas ogólnodostępnych wydarzeń ewangelizacyjnych, w których bierze udział również młodzież nie mająca wcześniej do czynienia z tego rodzaju dźwiękami. Warto też zadać pytanie, czy koncerty ks. Peixoto odbywające się na placach przed świątyniami przygotowują mentalnie młodych ludzi do uczestniczenia w życiu Kościoła, w tym do uczestniczenia w liturgii, czy po prostu stanowią „kościelne” usprawiedliwienie dla ich błądzenia po obrzeżach chrześcijaństwa lub nawet poza jego granicami?
Błędne rozumienie powołania kapłańskiego i figury idola
Obserwując działalność ks. Guilherme Peixoto oraz słuchając niektórych jego wypowiedzi, można odnieść wrażenie, że (sub)kultura, którą promuje, jego samego w jakiś sposób zaczęła oddalać od Ewangelii. Po pierwsze, zasmucające jest już to, jak reinterpretuje on kapłaństwo, gdy konsola tak często konkuruje w jego życiu z ołtarzem. A przecież życie katolickiego księdza nie powinno mieć nic wspólnego ze sposobem bycia „mistrza ceremonii”. Jest on – na wzór Chrystusa – kapłanem oraz żertwą i nie chodzi tu tylko o odegranie tych „ról” podczas liturgii. Katolicki ksiądz na co dzień służąc ludziom, uobecnia Chrystusa i tak jak On skoncentrowany jest na spełnianiu woli Ojca. Jak się to ma do regularnego występowania księdza DJ-a w klubach i na festiwalach muzyki elektronicznej, jak np. Monsterland Halloween Festival? Ile jest w tym „posługi”, a ile po prostu dobrej zabawy i budowania kariery w świecie? Pytanie to jest o tyle zasadne, że nie dotyczy tylko jego. Padre Guilherme, którego media katolickie stawiają dziś na piedestale jako skutecznego ewangelizatora, staje się wzorem dla młodych księży. Jesteśmy przekonani, że stylu życia skoncentrowanego na imprezach klubowych nie da się pogodzić z dojrzałym życiem kapłańskim, które jest radykalnym przylgnięciem do Chrystusa.
Po drugie, niepokój budzą również poglądy ks. Peixoto. W podcaście Maluco Beleza portugalski kapłan stwierdził, że masturbacja jest osobistą sprawą człowieka, o której nie trzeba rozmawiać w konfesjonale, a akty homoseksualne wzmacniają więź miłości[6]. Dostępność odcinka, w którym padły te słowa, została ograniczona na oryginalnym kanale, nie jest jednak jasne, czy stało się tak dlatego, że ksiądz wycofał się z tej wątpliwej nauki, czy po prostu zorientował się, że przeszkodzi mu ona w zyskaniu aprobaty ze strony kościelnych hierarchów.
Ksiądz Peixoto w krótkim czasie osiągnął dużą popularność; stał się idolem. Dziś w większym stopniu niż dawniej idol jest dla młodych ludzi autorytetem, którego poglądy przyjmują bezkrytycznie, zwłaszcza, gdy kreują one świat niewymagający wysiłku nawrócenia. Jeśli więc biskupi decydują się promować jakiegoś idola, to muszą mieć świadomość, że biorą duszpasterską odpowiedzialność za wszystko, co on głosi.
Błędne rozumienie potrzeb młodych ludzi
Organizatorzy koncertów ewangelizacyjnych, podczas których grana jest muzyka elektroniczna, często tłumaczą nieprzekonanym krytykom, że tego właśnie chce młodzież. Rzeczywiście po liczbie uczestników tych wydarzeń można odnieść wrażenie, że są one pożądane. Jednak ewangelizacja nie polega przecież na tym, żeby zaspokajać wszelkie pragnienia młodych ludzi. Każdy dorosły człowiek, który przedstawia jakąś wychowawczą ofertę, sam powinien wiedzieć, dokąd chce zaprowadzić młodzież. A skoro wychowywanie nie polega na zabawianiu, to tym bardziej nie polega na zabawianiu ewangelizacja. Ponadto wątpliwa jest teza jakoby nieobecność muzyki elektronicznej w dziele ewangelizacji, które prowadzi Kościół, miała się przekładać na brak zainteresowania naszym głoszeniem ze strony młodzieży. Młodzi ludzie słuchają dziś rozmaitej muzyki; nie stanowią monolitycznej subkultury, do której trzeba przemawiać konkretnym subkulturowym językiem. Są otwarci na różne estetyki. I na szczęście jest wielu uzdolnionych wykonawców i sporo interesujących zespołów, których twórczość zdecydowanie bardziej nadaje się do głoszenia Dobrej Nowiny, do rozbudzania w słuchaczach pragnienia Boga oraz do uwielbiania Jego majestatu. Nie chcemy jednak powiedzieć, że wyłącznie muzyka elektroniczna jest niestosowna w dziele ewangelizacji i w uwielbieniu. Jeśli możemy wyciągnąć jakieś dobro z pojawienia się Padre Guilherme, to może niech będzie to przebudzenie czujności chrześcijan, zatrzymanie się w pochwałach dla wszystkiego, co światowe i rozpoczęcie poważnej refleksji w Kościele nad stosunkiem naszej wspólnoty wiary do muzyki w ogóle[7].
Wypada na koniec dodać, że stale rosnąca liczba warsztatów śpiewu liturgicznego pokazuje, że młodzież, jeśli spotka się z poważną propozycją, naprawdę potrafi ją pokochać. Młodzież zasługuje na dużo więcej niż koncerty księdza DJ-a.
* * *
W kwietniu tego roku archidiecezja w Rouen – w związku z narastającą krytyką tego typu „ewangelizacji” – odwołała występ ks. Guilherme Peixoto, który miał się odbyć podczas obchodów ku czci Joanny d’Arc. Również w kwietniu młodzież z Argentyny wysłała list protestacyjny do arcybiskupa Buenos Aires, w którym skrytykowała dużą imprezę muzyki techno zorganizowaną w stolicy na cześć papieża Franciszka. Natomiast w styczniu tego roku występ portugalskiego DJ-a w Bejrucie spotkał się ze sprzeciwem ze strony grupy osób, która złożyła nawet petycję do władz o odwołanie wydarzenia jako „naruszającego moralność i naukę Kościoła”. Powtórzmy więc za kard. Ratzingerem: „Wiara nawiązuje do tego, co dobre w kulturze, ale jest też zarazem znakiem sprzeciwu, wobec tego, co w różnych kulturach zamyka drzwi przed Ewangelią. Dlatego przeprowadzała ona zawsze krytykę kultury, również dzisiaj powinna mieć dość odwagi, aby to czynić”[8].
o. dr Wojciech Surówka (Magazyn Verbum)
Karolina Staszak (Magazyn Verbum)
ks. Marcin Węcławski (proboszcz poznańskiej parafii pw. Maryi Królowej na Wildzie, związany z dwumiesięcznikiem ewangelizacyjnym „Trwajcie w miłości”)
dr Małgorzata Sołtyk (dwumiesięcznik ewangelizacyjny „Trwajcie w miłości”)
dr Artur Dąbrowski (prezes Akcji Katolickiej Diecezji Częstochowskiej)
Łukasz Kobeszko (filozof, publicysta i analityk, współpracuje m. in. z Aleteia, Christianitas, radiem i prasą codzienną)
Grzegorz Piotr Kasjaniuk (prezenter radiowy, publicysta, autor książek o zagrożeniach duchowych w popkulturze, propagator kultu maryjnego)
[1] J. Ratzinger, W drodze do Jezusa Chrystusa, przeł. J. Merecki SDS, Kraków 2005, s. 53.
[2] Zob. J-C Larchet, Chorzy od nowych mediów, przeł. Mniszka Nikołaja, Hajnówka 2025.
[3] J. Ratzinger, W drodze do Jezusa Chrystusa, dz. cyt. s. 53-54.
[4] Tamże, s. 53.
[5] Tamże, s. 47.
[6] Zob. World Youth Day’s ‘DJ priest’ defended sodomy as ‘strengthening love’ in resurfaced interview, https://www.signofthecrossmedia.com/news/world-youth-days-dj-priest-defended-sodomy-as-strengthening-love-in-resurfaced-interview/ [dostęp: 17.07.26].
[7] Dla takiej refleksji niezbędna jako punkt wyjścia będzie publikacja J. Ratzingera, Duch liturgii, a zwłaszcza rozdział Muzyka i liturgia.
[8] J. Ratzinger, W drodze do Jezusa Chrystusa, dz. cyt. s. 53.
Tekst pochodzi ze strony Magazynu Verbum.