Zwyczajne niezwyczajne spowiedzi

Ksiądz Aleksander Woźny, podobnie jak św. ojciec Pio, miał nadprzyrodzony dar czytania w duszach. Ponadto czasem widział wydarzenia, które dokonywały się dziesiątki czy setki kilometrów od jego konfesjonału.

Grunwaldzka 86 – to adres parafii św. Jana Kantego w Poznaniu, w której przez 38 lat proboszczem był ks. Aleksander Woźny 
(1910-1983), pokorny i pobożny kapłan, kandydat na ołtarze. Ze względu na swoją niezwykłą posługę w konfesjonale nazywany jest „polskim Vianneyem”.

„Pan Jezus kazał mi powiedzieć…”

Ksiądz Woźny spowiadał codziennie przez wiele godzin. Zaczynał o piątej rano, by być do dyspozycji tych, którzy chcieli pojednać się z Bogiem przed pracą. Ponownie siadał do konfesjonału po południu i zostawał tam nieraz do późnych godzin nocnych. Spieszył się z zakrystii, kiedy widział, że ktoś czeka na spowiedź. Kiedy wyjeżdżał lub musiał coś załatwić, przypinał do konfesjonału kartkę z informacją, kiedy wróci.

Ludzie specjalnie przyjeżdżali nie tylko z Poznania, ale i z innych miast Polski do parafii św. Jana Kantego, by móc się wyspowiadać u ks. Woźnego. On sam prosił, by nikogo nie odsyłać. Sakramentu pokuty udzielał też osobom psychicznie i nerwowo chorym oraz uzależnionym i bezdomnym. Zdarzało się, że o spowiedź prosili taksówkarze, którzy odwozili kapłana na pociąg.

Ksiądz Aleksander każdego penitenta pytał o imię i witał słowami: „Dobrze, że przyszedłeś/przyszłaś!”. Po wysłuchaniu grzechów często w ciszy się modlił, prosząc Boga o światło. Potem zaczynał naukę od słów: „Pan Jezus kazał mi powiedzieć, że w tej sprawie jest takie rozwiązanie…”. Jego nauka była zazwyczaj krótka, ale poruszała serce i umysł człowieka. Kapłan wskazywał środki do świętości dostosowane do konkretnej sytuacji życiowej wiernych.

Niektórym polecał: „Pamiętaj o codziennej Eucharystii, czytaj Pismo św. i odprawiaj drogę krzyżową. Spełniaj prośby bliźnich. Nie kłam pod żadnym pozorem, o nikim źle nie mów i nie myśl”.

Innym mówił: „Idź drogą dziecięctwa, przyjmuj, co Bóg ześle na każdą chwilę, stawiając na pierwszym miejscu prośby bliźnich. Żyj w stałej łączności z Bogiem”.

Niezapomniane spowiedzi

Oprócz „normalnych” spowiedzi ludzie zapamiętali także niezwykłe wydarzenia, które towarzyszyły sakramentowi pojednania u ks. Woźnego.

Pewnego razu ksiądz Aleksander zapytał kobietę, czy bardzo kocha swojego męża i czy może go teraz oddać Matce Bożej. Kiedy penitentka się zawahała, kapłan okazał zniecierpliwienie i przynaglił ją do odpowiedzi. Kobieta zreflektowała się i wypowiedziała akt oddania. Po spowiedzi czuła jednak niepokój i najbliższym pociągiem wróciła do Wrocławia, skąd przyjechała do Poznania.

W domu się okazało, że w czasie gdy ona się spowiadała, jej mąż został zepchnięty przez tłum pod pociąg i bezskutecznie próbował się wydostać spod niego. Gdy mężczyzna zobaczył, że koło pociągu zaczyna się poruszać obok jego twarzy, stracił przytomność. Po oprzytomnieniu zorientował się, że leży bez jakichkolwiek obrażeń na pustym peronie.

Innym razem penitent na koniec spowiedzi usłyszał od ks. Aleksandra: „Pomódlmy się za spokój duszy pana matki”. Kiedy mężczyzna odparł, że jego matka żyje, usłyszał: „Nie, właśnie skonała”. I tak rzeczywiście było.

Znana jest też historia stałej penitentki ks. Woźnego, która pewnego razu usłyszała z ust proboszcza, że tego dnia wyjątkowo nie będzie jej spowiadał. Miała natomiast udać się na dworzec kolejowy i poprosić o sakrament pojednania pierwszego napotkanego kapłana. Kobieta pojechała więc na stację, podeszła do nieznajomego księdza i wyraziła swą nietypową prośbę. Kapłan odmówił jej, pomimo jej nalegań. Parafianka ks. Woźnego nie dawała jednak za wygraną i wsiadając z duchownym do tramwaju, nadal prosiła go o spowiedź.

Ostatecznie wysiedli przy kościele w centrum miasta i ksiądz udzielił kobiecie sakramentu. Usłyszawszy o poleceniu ks. Woźnego, wzruszył się. Miał bowiem zamiar porzucić kapłaństwo i w tym właśnie celu jechał do kurii w Poznaniu. Dzięki tej niezwykłej interwencji ks. Aleksandra kapłan ów uświadomił sobie wielkość święceń i odstąpił od zamiaru odejścia ze stanu duchownego.

Ze względu na jego dar widzenia nie tylko teraźniejszych, ale i przyszłych wydarzeń niektórzy traktowali ks. Woźnego jak jasnowidza. Takim osobom proboszcz nigdy nie odsłaniał ich przyszłości. Pomagał natomiast tym, którzy w kłopocie zwracali się do niego o radę, tak jak pewna kasjerka, której zniknęła część pieniędzy w kasie. Martwiąc się, że będzie miała za tę stratę zmniejszoną pensję, kobieta żaliła się kapłanowi. Ten uspokoił ją słowami: „Wierz mocno, że te pieniądze się znajdą”.

Następnego dnia kasjerka ponownie wyjęła kasetkę z kasy pancernej i faktycznie wszystko się zgadzało. Jej kolega, który towarzyszył jej w przeliczaniu pieniędzy, nie mógł uwierzyć, że kwota się zgadza, choć dzień wcześniej sam odnotował manko, a kobieta nie miała dostępu do kasy pancernej, by móc w nocy podłożyć brakującą gotówkę.

Sakrament pokuty i pojednania jest cudem

Chociaż niecodziennych historii związanych ze spowiedzią na ul. Grunwaldziej 86 w Poznaniu zachowało się w pamięci ludzi bardzo dużo, to dla ks. Woźnego konfesjonał był przede wszystkim miejscem spotkania grzesznego człowieka, żałującego za swoje grzechy, z miłosiernym Bogiem. Pojednanie z Bogiem kapłan uważał za największy cud.

Tłumaczył: „Bóg najbardziej okazuje swoją wszechmoc przez to, że przebacza i jest miłosierny. Jest to największe dzieło Boże. […] Sakrament pokuty i pojednania jest cudem, refleksją nie tyle nad własnymi grzechami, ile nad dobrocią, miłosierdziem i naśladowaniem Chrystusa. Ma dotykać duszy człowieka”.

Swoją rolę jako spowiednika ks. Aleksander porównywał do aparatu telefonicznego między Bogiem i człowiekiem. Sługa Boży wykorzystywał swój nadprzyrodzony dar czytania w duszach, ażeby penitentom dać taką naukę, która pomogłaby im zobaczyć swoje życie w świetle planu Bożego.

Niektórzy w konfesjonale przypominali sobie o niewypełnionych ślubach wobec Boga, innym klarowało się ostatecznie ich powołanie życiowe. Wiele osób wspominało, że dzięki spowiedzi u ks. Woźnego odkryło swoją wadę główną i otrzymało naukę, jak ją wykorzenić.

Pewnego razu siostra zakonna wyznała na spowiedzi, że była bardzo przywiązana do niektórych rzeczy, m.in. do mszału benedyktyńskiego, który był wtedy rzadkością. Kapłan polecił jej, by wychodząc z kościoła, zostawiła go na ławce. Zakonnica z trudem to uczyniła, ale liczyła, że z czasem odzyska swój egzemplarz. Kiedy po pewnym czasie zapytała ks. Aleksandra o los mszału, on udał, że nie wie, o co chodzi, i zbagatelizował całą sprawę, dzięki czemu siostra raz na zawsze przestała się przesadnie koncentrować na rzeczach materialnych.

W ten sposób, stosując nieraz radykalne środki, ksiądz Woźny uczył penitentów całkowitego podporządkowania swojego umysłu i woli działaniu Bożemu. Radził, by „oddać się Bogu jako najlepszemu Ojcu i nigdy niczego Mu nie odmawiać”. Taką metodą przekonywał, że spełnienie tego, czego w danej chwili Bóg chce od człowieka, jest dla niego zdecydowanie najlepsze.

I tak pewna pani została poproszona przez proboszcza o napisanie rezygnacji ze swojej dobrze płatnej pracy. Kobieta uczyniła to. Ku jej zaskoczeniu ks. Aleksander podarł pismo i wyjaśnił, że chciał tylko sprawdzić, czy jest w stanie wszystko oddać Panu Bogu. Po powrocie do domu kobieta doszła jednak do wniosku, że ta prośba może nie była przypadkowa, skoro padła z ust ks. Woźnego. Rzuciła więc swoją pracę i podjęła inną. Po miesiącu się dowiedziała, że jej poprzednie biuro zostało zlikwidowane, a wszyscy pracownicy zostali bez zatrudnienia.

Dobrze odprawić spowiedź

Ksiądz Aleksander Woźny nie tylko pełnił dyżur w konfesjonale, ale i prowadził comiesięczne nauki o życiu wewnętrznym dla tych, którzy pragnęli pogłębić swe życie duchowe. W czasie konferencji proboszcz tłumaczył, jak ważne jest dobre przygotowanie do spowiedzi.

Mówił: „Sakrament pokuty jest cudem. Gdy każdy z warunków [dobrej spowiedzi – przyp. red.] jest aktem miłości, to taki sakrament jest cudem. Jeśli człowiek nie odchodzi od konfesjonału odrodzony, to któryś z tych aktów nie był miłością”.

Za pomoc w owocnym przeżyciu sakramentu kapłan uważał rozważanie drogi krzyżowej oraz przywołanie wstawiennictwa Maryi.

„Jeśli przygotowujemy się do spowiedzi św. – radził – to razem z Matką Najświętszą. Tak jak kiedyś z naszą matką robiliśmy rachunek sumienia, tak dziś róbmy z Nią. Ona nam pomoże uprosić żal doskonały, miłość. Ona przeprosi Pana Jezusa za nasz brak miłości. Wtedy sakrament pokuty będzie dla nas odrodzeniem”.

Sługa Boży ostrzegał przed lekceważeniem grzechów powszednich, gdyż mogą one prowadzić do grzechów śmiertelnych lub do faryzeizmu.

Ksiądz Woźny przywiązywał wielką wagę do żalu za grzechy oraz do odpowiedniej pokuty. Zdarzało się, że brał na siebie zadośćuczynienie za grzechy swoich penitentów: leżał nocą krzyżem, pościł za alkoholików. Twierdził, że jeśli ktoś otrzymał więcej łaski od Boga, to powinien czynić pokutę nie tylko za siebie, ale i za innych.

Pouczał o niej swoich parafian: „Jaka to ma być pokuta? Taka, żebyś ją zdołał znieść. Nie wystarczy sama modlitwa. Podobnie jak w twoim przekonaniu, gdy żyjesz między ludźmi, nie wystarczą ci słowa, ale chcesz czynów, tak i Panu Bogu nie wystarczą twoje piękne, wzniosłe słowa czy pragnienia. One muszą znaleźć wyraz w czynie, w twoim postepowaniu. […] Na czym powinna polegać taka najprostsza pokuta? Na jak najszybszym naprawieniu grzechów. […] Na przykład wczoraj nie odmówiłem pobożnie i z uwagą pacierza, zdarzyło mi się zasnąć, dzisiaj więc nie zmówię dwóch pacierzy, ale jeden zmówię staranniej. Uklęknę bez oparcia przy modlitwie. Gdyby wtedy jeszcze groziło mi zaśnięcie, odmówię go na stojąco […]. To jest konkretna rada, jak stosować małą pokutę, do której na pewno każdy z nas jest zdolny, jeśli tylko ma dobrą wolę. Łaska takiej pokuty zostanie na pewno każdemu dana jako »pierwsza« łaska, której Pan Jezus nikomu nie odmawia. Jeżeli ktoś jest jej wierny, to otrzyma i kolejną, trzecią, dziesiątą łaskę i w ten sposób ostatecznie odrodzi się wewnętrznie”.

Życie w łasce

Ofiarna posługa ks. Aleksandra Woźnego w konfesjonale, przy ołtarzu i na ambonie służyła temu, by jego parafianie nie żyli w grzechach ciężkich, lecz pogłębiali więź miłości z Bogiem.

Kapłan przekonywał, że: „Najgorszym nieszczęściem byłoby nie być w stanie łaski uświęcającej, bo byłoby to odłączeniem się od Boga, narażeniem się na wieczne potępienie. Wtedy człowiek powinien czuć się bardzo nieszczęśliwy. Naszą największą troską powinno być to, aby nigdy tej łaski nie stracić. […] Nie możesz mówić: teraz zgrzeszę, a potem się wyspowiadam, bo nie wiesz, czy Bóg da ci potem łaskę, którą daje ci w tej chwili, a której ty nie chcesz przyjąć”.

Pragnieniem ks. Woźnego było nie utracić żadnej z powierzonych mu przez Pana Jezusa owieczek.

Kiedyś zwrócił się do wiernych ze słowami, które można uznać za jego testament: „Wy pewnie myślicie, że chcę z was wszystkich zrobić świętych. Tak, to prawda – bo nic, co nie jest święte, nie wejdzie do królestwa Bożego, a ja chcę i życzę wam, abyście wszyscy byli w niebie”.

Źródła: ks. W. Mueller, Jestem przecież tylko „woźnym”, Poznań 2015; ks. A. Woźny, Miłość nigdy nie ustaje, Poznań 1998; Któż jak Bóg!, Poznań 2000; Nauki dla często komunikujących, cz. 1, Poznań 2012; Nauki dla często komunikujących, cz. 2, Poznań 2013; Spojrzenie na wiarę, Poznań 2013.