Totalitaryzm jawny i zakamuflowany (cz. 1)

Francuscy rewolucjoniści dawali kolejne potwierdzenie reguły znanej w historii, że ci, którzy dużo mówią o „rozdziale Kościoła od państwa”, chcą tak naprawdę decydować o wszystkich najważniejszych sprawach Kościoła.

Pierwszy krok ku totalitaryzmowi – negacja prawdy

W encyklice Centesimus annus (1991) św. Jan Paweł II napisał: „Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (CA 46).

Czym są owe wartości, o których wspominał Papież? Płyną one z podstawowego prawa człowieka, jakim jest prawo do prawdy.

W tym samym dokumencie Ojciec Święty wyjaśniał: „Żaden autentyczny postęp nie jest możliwy bez poszanowania naturalnego i pierwotnego prawa człowieka do poznania prawdy i kierowania się nią w życiu. Z prawem tym wiąże się inne, będące jego zastosowaniem i pogłębieniem, mianowicie prawo do odkrycia i przyjęcia w sposób wolny Jezusa Chrystusa, który jest prawdziwym dobrem człowieka” (CA 29).

Najgłębszym więc korzeniem zła, które w historii nazywane jest totalitaryzmem, jest odrzucenie Prawdy. To odrzucenie „wszelkich fundamentów i negację wszelkiej prawdy obiektywnej” św. Jan Paweł II nazywał w encyklice Fides et ratio (1998) „wizją nihilistyczną” (FR 90).

Tak pojęty nihilizm uprawiający „niszczycielską krytykę wszelkich pewników […] znajduje swego rodzaju potwierdzenie w straszliwym doświadczeniu zła, jakie dotknęło naszą epokę” (FR 91). W ten sposób Ojciec Święty nawiązywał do XX-wiecznych totalitaryzmów (komunizmu oraz niemieckiego narodowego socjalizmu).

Nihilizm ma nie tylko konsekwencje dla poznania intelektualnego (zwłaszcza w takich dyscyplinach, jak filozofa i teologia). Ma on również swoje straszliwe konsekwencje społeczne, ponieważ jest „zaprzeczeniem człowieczeństwa człowieka i samej jego tożsamości” (FR 90).

Znamieniem tej ostatniej jest ludzka wolność, która swoimi korzeniami sięga godności człowieka jako dziecka Bożego, odkupionego krwią Bożego Syna („ku wolności wyswobodził nas Chrystus”– przypomina Pismo Święte [Ga 5,1]).

Natomiast – jak uczył św. Jan Paweł II w Fides et ratio – „gdy człowiekowi odbierze się prawdę, wszelkie próby wyzwolenia go stają się całkowicie nierealne, ponieważ prawda i wolność albo istnieją razem, albo też razem marnie giną” (FR 90).

Krok drugi – możemy się sami zbawić

Odrzucenie Zbawiciela oznacza, że odrzuca się potrzebę bycia odkupionym. To zaś pociąga za sobą kolejne kłamstwo w postaci przekonania, że człowiek jest w stanie stworzyć raj na ziemi.

Święty Jan Paweł II w Centesimus annus tak wyjaśniał ten proces staczania się do rzeczywistości totalitarnej: „Człowiek stworzony do wolności nosi w sobie ranę grzechu pierworodnego, który stale pociąga go ku złu. […] Gdy ludzie sądzą, że posiedli tajemnicę doskonałej organizacji społecznej, która eliminuje zło, sądzą także, iż mogą stosować wszelkie środki, także przemoc czy kłamstwo, by ją urzeczywistnić. Polityka staje się wówczas »świecką religią«, która łudzi się, że buduje w ten sposób raj na ziemi. Żadnego jednak wyposażonego w organizację polityczną społeczeństwa, które posiada własną autonomię i prawa, nie można nigdy mylić z królestwem Bożym” (CA 25).

Jednym z wielkich cywilizacyjnych dobrodziejstw, które chrześcijaństwo przyniosło Europie, był fakt – jak podkreślał św. Jan Paweł II w Parlamencie Europejskim w Strasburgu w 1988 r. – że „po Chrystusie nie jest już możliwa absolutyzacja społeczeństwa jako wartości kolektywnej, która wchłania ludzką jednostkę wraz z jej niezbywalnym przeznaczeniem. Społeczeństwo, państwo, władza polityczna należą do rzeczy tego świata, zmiennych i zawsze podlegających udoskonaleniu. Żaden program społeczny nie ustanowi nigdy królestwa Bożego, to znaczy stanu eschatologicznej doskonałości na ziemi. […] Struktury, jakie nadają sobie społeczeństwa, nie mają nigdy wartości najwyższej; nie mogą też same zapewnić wszystkich dóbr, których pragnie człowiek. W szczególności nie mogą one zastąpić jego sumienia ani zaspokoić potrzeby prawdy i absolutu”.

Krok trzeci – przypisanie sobie mocy stwórczych

Zanegowanie tej prawdy, poprzez odrzucenie Chrystusa i założonego przez Niego Kościoła, prowadzi – jak pisał św. Jan Paweł II w książce Pamięć i tożsamość – do ulegania „pokusie demiurgicznej”, czyli do utrwalenia się przekonania, że człowiek jest stwórcą (demiurgiem) nie tylko rzeczywistości społecznej, ale także stawia się w roli Stwórcy – Pana życia i śmierci, wyznaczającego, co jest dobrem, a co złem.

Po raz pierwszy taki sposób myślenia zawładnął sporą częścią europejskich elit intelektualnych w XVIII wieku, czyli w epoce oświecenia, które – jak czytamy w Pamięci i tożsamości – „odrzucając Chrystusa, a w szczególności Jego tajemnicę paschalną – krzyż i zmartwychwstanie […], sprzeciwiło się temu, czym Europa stała się w wyniku ewangelizacji”.

Odrzucenie przez umysłowość oświeceniową „tego wielkiego dramatu zbawienia” oznaczało – kontynuował swoje rozważania w Pamięci i tożsamości św. Jan Paweł II – że „człowiek został sam: sam jako twórca własnych dziejów i własnej cywilizacji; sam jako ten, który stanowi o tym, co jest dobre, a co złe. […] Skoro człowiek sam, bez Boga, może stanowić o tym, co jest dobre, a co złe, może też zdecydować, że pewna grupa ludzi powinna być unicestwiona”.

W ten sposób św. Jan Paweł II opisywał najważniejsze etapy wiodące od odrzucenia Boga (niejednokrotnie pod szczytnymi hasłami „walki o wyzwolenie rozumu ludzkiego”, „walki o wyzwolenie człowieka z okowów fanatyzmu i nietolerancji”) ku totalitaryzmowi, który łatwo usprawiedliwia ludobójczą eksterminację tych, którzy są „wrogami wolności”.

Rewolucja francuska, czyli „demokracja totalitarna”

„W naszej mocy jest stworzyć świat na nowo” – oświadczył w parlamencie rewolucyjnej Francji jeden z jakobińskich deputowanych, reprezentujący najbardziej radykalne skrzydło obozu rewolucyjnego. Słowa te można potraktować jako ilustrację tego, o czym pisał św. Jan Paweł II w kontekście pokusy demiurgicznej oraz jej straszliwych konsekwencji, które płyną z zanegowania prawdy o tym, iż jedyną drogą do osiągnięcia przez człowieka królestwa Bożego jest przyjęcie tajemnicy paschalnej – męki, śmierci i zmartwychwstania jedynego Odkupiciela człowieka.

Izraelski historyk Jacob Talmon kilkadziesiąt lat temu opublikował historię rewolucji francuskiej pod znamiennym tytułem Źródła demokracji totalitarnej (polskie wydanie ukazało się w 2015 r.). Podkreślał w niej ambicje rewolucjonistów całościowej (totalnej) zmiany otaczającej ich rzeczywistości. Miała powstać nie tylko „nowa Francja” i „nowi Francuzi”. To był tylko początek wiodący do stworzenia „nowego człowieka”.

Co jednak z tymi, którzy nie zechcą się podporządkować planowi stworzenia „nowej Francji” i „nowych Francuzów”, którzy nie będą chcieli poddać się „rządom cnoty” zapowiadanym przez jakobińskiego dyktatora Maksymiliana de Robespierre’a? Na nich czekała „obywatelka gilotyna”… Rewolucyjny terror brał się właśnie z totalitarnej pokusy „rozpoczynania świata na nowo”.

Louis de Saint-Just, prawa ręka de Robespierre’a i autor złowrogiej maksymy, że „nie ma wolności dla wrogów wolności”, podkreślał jednocześnie, iż proklamowana w 1792 r. republika ma być czymś więcej aniżeli tylko ustrojem politycznym bez króla. Miała ona być „żarliwą wspólnotą”, swego rodzaju para-Kościołem.

Ten sposób rozumowania – jak zauważa współczesny historyk francuski R. Secher – zakładał, że człowiek nie może buntować się przeciw republice, a „nieludzie nie mogą posiadać ani własności, ani terytorium”.

W pierwszej kolejności z republikańskiej „żarliwej wspólnoty” „nowych Francuzów” mieli zostać wykluczeni ci, którzy na serio wierzyli w Chrystusa, przyjmując prawdę o Jego (a nie republiki stworzonej przez ludzi) odkupieńczym dziele.

Chrystofobia rewolucji francuskiej nie była jakimś „wypadkiem przy pracy”, dziełem radykałów, którzy walcząc z Chrystusem i założonym przez Niego Kościołem, zaprzeczyli wzniosłym, humanistycznym ideałom rewolucji francuskiej. Ta chrystofobia była w samym rdzeniu projektu rewolucyjnego. To był warunek sine qua non powodzenia planu całościowej przebudowy Francji.

Najpierw trzeba było wymazać jej chrześcijańskie oblicze, jej chrześcijańską (katolicką) kulturową tożsamość, tak aby tym łatwiej przyjęła nowego „odkupiciela” w postaci republikańskiej „żarliwej wspólnoty” utworzonej w oparciu o nową, świecką religię (tj. rewolucyjną ideologię).

Totalna dechrystianizacja

Już w 1789 r. rewolucjoniści – wzorem wszystkich wcześniejszych i późniejszych wrogów Kościoła – zadekretowali konfiskatę majątków (ziemi) należących do Kościoła. Nieruchomości te, przekazywane Kościołowi jako darowizny (postanowienia testamentalne) przez władców czy osoby prywatne, przez długie wieki służyły jako materialne zabezpieczenie dla ludzi ubogich czy potrzebujących pomocy. W sytuacji gdy nie istniał powszechny system opieki zdrowotnej czy zabezpieczeń emerytalnych, to w hospicjach przyklasztornych (które w tamtym czasie pełniły rolę szpitala i przytułku jednocześnie) wielu ubogich ludzi znajdowało pożywienie i schronienie. To zaś było możliwe dzięki posiadaniu przez Kościół własnych nieruchomości (m.in. pól, z których pochodziła rozdawana następnie żywność).

Nie tylko umożliwiały one pomoc ludziom biednym, ale również były materialnym zabezpieczeniem niezależności Kościoła od państwa. Dzięki temu duchowni nie byli „na pensji” u państwa, lecz byli materialnie niezależni, co jest wartością trudną do przecenienia, gdy chodzi również o względy czysto duszpasterskie. Ta niezależność była jednak solą w oku rewolucyjnych twórców „nowej Francji”, którzy w 1789 r. przegłosowali konfiskatę majątków kościelnych. Historycy już dawno stwierdzili, że ubodzy Francuzi nie odnieśli z tego tytułu żadnych korzyści. Skonfiskowane ziemie należące do Kościoła miały stanowić pokrycie dla emitowanego przez rewolucyjne państwo papierowego pieniądza (asygnaty).

W rzeczywistości jednak – jak zawsze w przypadku konfiskaty majątków kościelnych (tak było również w okresie reformacji protestanckiej) – doszło do wtórnej redystrybucji tych nieruchomości. Innymi słowy, państwo, aby pozyskać nowe dochody w obliczu spadku wartości papierowych pieniędzy, sprzedawało skonfiskowane ziemie nowym nabywcom. Wśród nich przeważali ludzie, którzy byli bogaci już przed rewolucją (mieszczanie oraz część szlachty, która przystąpiła do rewolucji). Byli również ci, którzy na rewolucji wzbogacili się w ten sposób. Uchwalona w 1789 r. przez rewolucyjny parlament Deklaracja praw człowieka i obywatela głosiła nienaruszalność prawa własności. Sposób, w jaki została potraktowana własność należąca do Kościoła, z której korzystali ludzie biedni – pokazywał, ile w praktyce oznaczają te wzniosłe deklaracje.

W tym samym czasie wznoszono patetyczne hasło „wolność, równość, braterstwo”. Krótko po przegłosowaniu grabieży własności kościelnej rewolucyjny parlament uchwalił w 1789 r. ustawę zakazującą składania we Francji ślubów zakonnych. Chodziło o likwidację życia zakonnego w tym kraju. Architekci „nowej Francji” doskonale bowiem wiedzieli, że od zawsze zakony były przejawem duchowej żywotności Kościoła. Natomiast te Francuzki i ci Francuzi, którzy z własnej woli, kierowani powołaniem, chcieli wstąpić do jednego z wielu zgromadzeń zakonnych funkcjonujących w ich kraju przed rewolucją, zostali w ten sposób pozbawieni tej wolności kształtowania własnego życia wedle własnych wyborów. Wolność wolnością, ale to rewolucyjne państwo „wiedziało lepiej”, co jest dla obywatela dobre…

Decyzja o zakazie składania ślubów zakonnych była wstępem do dalszych restrykcji. W lutym 1790 r. rewolucyjne Zgromadzenie Narodowe zadekretowało zniesienie wszystkich zakonów we Francji, a 15 sierpnia 1791 r. (nieprzypadkowo wybrano dzień wielkiego święta kościelnego) zakazano księżom noszenia sutann.

Co oznaczał „rozdział Kościoła od państwa”

W lipcu 1790 r. rewolucyjny parlament uchwalił tzw. konstytucję cywilną kleru. Anglikanin Edmund Burke, obserwujący z Anglii rozwój wydarzeń w ogarniętej rewolucją Francji, zauważył, że „ten nowy ustrój kościelny ma być tylko przejściową i przygotowawczą fazą prowadzącą do całkowitego wyrugowania wszystkich form religii chrześcijańskiej, gdy tylko umysły ludzi zostaną przygotowane do zadania jej ostatniego ciosu za sprawą urzeczywistnienia planu otoczenia jej kapłanów powszechną pogardą. Ludzie, którzy nie chcą wierzyć, że filozoficzni fanatycy kierujący tą akcją od dawna ją planowali, nie mają pojęcia o ich charakterach i poczynaniach”.

Autor Rozważań o rewolucji we Francji w niczym się nie pomylił. Konstytucja cywilna kleru była wypowiedzeniem wojny przez rewolucyjne państwo Kościołowi katolickiemu we Francji i zapowiadała kolejną falę prześladowań. Ustawa ta w rzeczywistości była próbą stworzenia schizmatyckiego wobec Rzymu Kościoła, ponieważ w myśl tego prawa papież został pozbawiony należnego mu jako widzialnej głowie Kościoła uprawnienia do decydowania o obsadzie urzędów biskupich. Odtąd stawały się one urzędami wybieralnymi przez wszystkich mieszkańców (bez względu na to, czy byli oni wierzący) danego departamentu. Granice poszczególnych diecezji „uzgodniono” bowiem z granicami jednostek nowego podziału administracyjnego Francji.

W ten sposób francuscy rewolucjoniści dawali kolejne potwierdzenie reguły znanej w historii, że ci, którzy dużo mówią o „rozdziale Kościoła od państwa”, chcą tak naprawdę decydować o wszystkich najważniejszych sprawach Kościoła – począwszy od przebiegu granic diecezji, aż po obsadę najważniejszych urzędów kościelnych.