Czy mamy naukowy dowód na istnienie nieśmiertelnej ludzkiej duszy, która po śmierci ciała dalej żyje, ale w sposób jeszcze bardziej intensywny i pełniejszy aniżeli na ziemi?
Według sondażu Gallupa 5% wszystkich ludzi miało doświadczenie życia po śmierci klinicznej (por. P. van Lommel, Wieczna świadomość: naukowa wizja „Życia po życiu”, Warszawa 2010). To doświadczenie określa się po angielsku jako near-death experience (NDE), czyli „doświadczenie bliskie śmierci”. Wiele znanych osobistości przeżyło śmierć kliniczną i doświadczyło życia po śmierci. Są to między innymi amerykańskie aktorki Elizabeth Taylor i Jane Seymour oraz angielski aktor i reżyser Peter Sellers. Włoski naukowiec, neurobiolog Umberto Scapagnini, który przeżył śmierć kliniczną, w trakcie tego doświadczenia spotkał zmarłą rok wcześniej swoją matkę, a także św. o. Pio (por. A. Socci, Ci, którzy wrócili z zaświatów, Kraków 2014, s. 107).
W latach 1975-2005 zostały opublikowane 42 prace naukowe o przebadanych 2500 osobach, które doświadczyły śmierci klinicznej. Dzięki tym publikacjom środowisko naukowców zaczęło zmieniać swój stosunek do relacji ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej. Przełomem okazała się naukowa publikacja Pima van Lommela oraz zespołu holenderskich ekspertów w czasopiśmie medycznym „The Lancet”. Naukowcy ci zbadali 60 pacjentów, którzy przeżyli śmierć kliniczną. U każdego z nich elektrokardiogram zarejestrował ustanie funkcji życiowych, a elektroencefalogram był płaski. Z medycznego punktu widzenia ci pacjenci byli klinicznie martwi i właśnie wtedy opuścili swoje ciała. Po wyjściu z ciała zachowali pełną samoświadomość; mogli wszystko dokładnie widzieć i słyszeć, ale byli niewidzialni dla ludzi żyjących na ziemi.
Niewidoma od urodzenia
W swojej książce Wieczna świadomość doktor van Lommel przytacza świadectwa osób, które przeżyły śmierć kliniczną. Opisuje przypadek Vicki, kobiety niewidomej od urodzenia, która wskutek wypadku samochodowego znalazła się w stanie śmierci klinicznej.
Wydarzyło się to w 1973 r., kiedy kobieta miała 22 lata. Podczas wypadku Vicka całkowicie straciła przytomność; miała złamaną czaszkę oraz pęknięte kręgi szyjne i piersiowe. Kiedy lekarze stwierdzili u niej śmierć kliniczną, dziewczyna opuściła swoje ciało i po raz pierwszy w życiu zaczęła wszystko doskonale widzieć. Z góry obserwowała wrak samochodu, a potem swoje ciało przewożone do szpitala oraz ekipę medyczną, która dokonywała reanimacji.
Vicka rozpoznała swoje ciało dzięki ślubnej obrączce, którą znała tylko z dotyku. Tak opisała swe nadzwyczajne doświadczenie: „Jeszcze nic nigdy nie widziałam: ani światła, ani cienia, zupełnie nic […]. W snach nie widzę obrazów, żadnych przedstawień wizualnych. Moje zmysły to tylko smak, dotyk, dźwięk i zapach. Nie doznaję żadnych wrażeń wizualnych. Pierwszą rzeczą, którą sobie przypominam, jest to, że znalazłam się w »Harbour View Medical Centre« i na wszystko patrzyłam z góry. Bałam się, bo jeszcze nigdy nic nie widziałam, nigdy wcześniej nie doznałam wrażeń wizualnych! Na początku byłam przerażona. W końcu rozpoznałam swoją obrączkę i włosy. Pomyślałam: czy to moje ciało leży tam na dole? Umarłam czy co? Oni wciąż wołali: »Ona wciąż nie oddycha, nie oddycha!«. I ciągle coś robili z tym ciałem, które, jak dopiero co odkryłam, było moim ciałem. Miałam takie uczucie: »No i co z tego? Czemu oni się tak wysilają?«. Postanowiłam odejść, bo i tak nie mogłam się porozumieć z tymi ludźmi. Jak tylko tak pomyślałam, to poleciałam do góry i przeniknęłam przez sufit, jakby go nie było. Cudownie było znaleźć się na zewnątrz, być wolnym; nie bałam się, że w coś uderzę, nie wiedziałam, dokąd zmierzam. Słyszałam żywiołowe dźwięki, jak gong na wietrze, najbardziej niewiarygodne dźwięki, jakie sobie można wyobrazić – od najniższych do najwyższych tonów.
Kiedy zbliżałam się do tego obszaru, to widziałam drzewa, ptaki i parę osób. Miałam wrażenie, że są utkani ze światła. Mogłam ich widzieć, to było niesamowite, naprawdę wspaniałe. Byłam oszołomiona tym odkryciem, bo nie potrafiłam sobie nigdy wyobrazić światła. I jeszcze coś… Do tej pory czuję się wzruszona, kiedy o tym mówię… Miałam wrażenie, że mogę posiadać każdą wiedzę, jakiej zapragnę… I w tym innym świecie spotkałam paru znajomych, którzy mnie przywitali. Było ich pięcioro. Debby i Diana to były moje przyjaciółki ze szkoły; zmarły już dawno, jedna w wieku jedenastu, druga w wieku sześciu lat. Obie były niewidome i niedorozwinięte umysłowo, ale tutaj wyglądały promiennie i pięknie, były zdrowe i pełne życia. Nie były już dziećmi, ale były, jak to się mówi, w wieku rozkwitu kobiecej urody. Poza tym widziałam małżeństwo, które opiekowało się mną, kiedy byłam dzieckiem – państwa Zilków. Oboje wcześniej zmarli. Potem spotkałam babcię, która mnie właściwie wychowała. Zmarła dwa lata przed tym wypadkiem. Babcia stała trochę z tyłu i wyciągnęła ręce, żeby mnie uściskać… I wtedy zostałam odesłana do swojego ciała. Ból był nie do wytrzymania” (tamże, s. 45-46).
To, co widziała Vicka w czasie śmierci klinicznej, zostało zweryfikowane i potwierdzone przez naocznych świadków. Nie były to więc halucynacje młodej kobiety, ale obiektywny ogląd rzeczywistości. Ciało Vicki było w stanie śmierci, a więc nie funkcjonował ani jej mózg, ani zmysły, a ona mimo śmierci ciała dalej żyła; miała wyostrzoną świadomość, pamięć, zdolność widzenia i poznawania. Świadectwo Vicki o jej doświadczeniu pełni życia po śmierci ciała obala wszystkie ateistyczne dogmaty, że człowiek nie ma nieśmiertelnej duszy, a w chwili śmierci przestaje istnieć.
Siedmioletni chłopiec
W styczniu 2000 r. siedmioletni Matteo Pio Colelli, który mieszkał z rodzicami w San Giovanni Rotondo, zachorował na ostre zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. U chłopca nastąpił wstrząs septyczny, poważne uszkodzenie nerek, układów: oddechowego, sercowo-naczyniowego i krzepnięcia krwi, a także kwasica metaboliczna. Pomimo wielkich wysiłków lekarzy zbliżała się chwila zgonu dziecka. Rodzice Mattea zaczęli wzywać wstawiennictwa św. o. Pio i przynieśli jego relikwie do pokoju chłopca. I wtedy to dokonał się niesamowity cud: umierający Matteo obudził się i odzyskał pełną świadomość, a jego narządy zaczęły perfekcyjnie funkcjonować. Lekarze przeżyli szok, gdy stwierdzili, że pacjent nie ma najmniejszych uszkodzeń mózgu, nerek ani innych narządów. Nastąpiło całkowite, cudowne uzdrowienie chłopca. Doktor Alessandro Villella napisał: „Nie jestem w stanie naukowo wyjaśnić całkowitego wyzdrowienia małego Mattea Colelli; uważam, że musiało to być wydarzenie nadprzyrodzone” (A. Socci, Ci, którzy wrócili z zaświatów, Kraków 2014, s. 194).
Kiedy Matteo zbliżał się do granicy śmierci, jego ciało było w takim stanie, że z medycznego punktu widzenia nie mógł on nic widzieć ani słyszeć, a tym bardziej pamiętać, co się z nim działo. Jednak zaraz po przebudzeniu chłopczyk dokładnie opowiedział o tym, co przeżył w czasie śmierci klinicznej: „Spałem i patrzyłem na siebie zza łóżka, z miejsca, gdzie stały pompy; potem w pewnym momencie zobaczyłem dużo promieni silnego światła, które docierało przez drzwi. To światło mnie obudziło i wtedy dostrzegłem najpierw o. Pio, a potem, z drugiej strony, aniołów. Zobaczyłem starca. Widziałem siebie z daleka na tym łóżku, przez okrągły otwór, i było mi dobrze. Znajdowałem się w pobliżu urządzeń, a o. Pio z białą brodą, ubrany w długą, brązową suknię, podał mi prawą dłoń i powiedział: »Matteo, nie martw się, wkrótce wyzdrowiejesz« i uśmiechnął się do mnie. A kiedy wy mnie obudziliście, było mi źle i byłem sam, nie było już o. Pio ani aniołów, szukałem ich i cierpiałem” (tamże, s. 195).
Świadectwo siedmioletniego Mattea, który zbliżył się do granicy śmierci i opuścił swoje ciało, mówi o tym, że istnieje życie po śmierci, że człowiek ma nie tylko ciało, ale i nieśmiertelną duszę, która po śmierci ciała dalej żyje i ma wszystkie zdolności intelektualne oraz poznawcze.
Gloria Polo
5 maja 1995 r. na terenie uniwersytetu w Bogocie Gloria Polo została porażona piorunem. Jej mąż nie odniósł żadnych obrażeń, natomiast kuzyn jej zginął na miejscu. Gloria została straszliwie poparzona, a jej serce przestało pracować. Kobieta znalazła się w stanie śmierci klinicznej i doświadczyła NDE. Opuściła swoje ciało i znalazła się w przepięknym białym tunelu zachwycającego światła, które dawało jej radość i pokój.
Gloria uświadomiła sobie, że naprawdę umarła. Czuła, że wznosi się w górę, aż dotarła do cudownego miejsca, które było tak pięknym ogrodem, że aż brakuje słów, aby go opisać. Wtedy to zobaczyła swoich zmarłych rodziców, dziadków i pradziadków. To była dla niej radosna chwila. Gloria mogła ich po kolei przytulić do siebie. Wtedy zrozumiała, że nie ma reinkarnacji, w której istnienie dotychczas wierzyła. Była całkowicie wolna od swojego ciała, nie podlegała ograniczeniom czasu ani przestrzeni. Mogła objąć swoje dzieci. Widziała ich myśli, ale one nie zdawały sobie sprawy, że ich mama jest z nimi.
Powrót do ciała był dla Glorii bardzo bolesny. Kobieta została przewieziona do szpitala i tam, leżąc na łóżku, zobaczyła postać Pana Jezusa, który z wielką miłością prosił ją o to, żeby żałowała za swoje grzechy i prosiła o Boże miłosierdzie. Gloria jednak nie miała świadomości swoich grzechów ani żalu za nie. Podczas operacji ponownie znalazła się poza swoim ciałem i wtedy to spotkała przerażające istoty, które przybyły, aby „przedstawić jej rachunek” za wszystkie popełnione przez nią grzechy.
Kiedy kobieta próbowała uciec, zaczęła zapadać się w straszliwą, ciemną otchłań. Odrażające nieczyste duchy atakowały ją ze wszystkich stron. Gloria krzyczała z przerażenia i wydawało się jej, że płonie z powodu fali nienawiści ze strony złych duchów. Zrozumiała, że jest to konsekwencja wszystkich jej grzechów, a szczególnie grzechów nieczystych.
Wtedy to zobaczyła całe swoje życie w świetle Dekalogu. To był dla niej niezwykle bolesny rachunek sumienia, który uświadomił jej, jak przerażające są skutki grzechów. Gloria zobaczyła jak na filmie wszystkie swoje grzeszne czyny, myśli i zaniedbania. Kobieta zaczęła szczerze przepraszać Jezusa. Równocześnie odkryła, jak wielką moc ma modlitwa wstawiennicza, którą w jej intencji tak wielu ludzi zanosiło w tamtym czasie do Boga. Kiedy Gloria się przebudziła, jej spalone przez uderzenie pioruna nogi oraz zwęglona wątroba, płuca, nerki i jajniki zostały całkowicie uzdrowione. To było spektakularne wydarzenie. Ordynator oddziału powiedział, że w ciągu 38 lat swojej lekarskiej praktyki nie widział tak wielkiego cudu.
Życie po śmierci
Relacje ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej, wskazują na fakt, że chociaż ustaje wówczas działanie mózgu na skutek śmierci klinicznej, to jednak dusza, czyli duchowy umysł człowieka, dalej istnieje. Człowiek nadal ma swoją tożsamość, świadomość oraz zdolność śledzenia wydarzeń na ziemi.
Doświadczenia ludzi, którzy dotarli do granic śmierci, zadają kłam twierdzeniom materialistów, że umysł, jaźń i świadomość są tylko wytworem elektrochemicznych procesów zachodzących w mózgu. Takie poglądy opierają się nie na udokumentowanych, naukowych badaniach, lecz na naiwnej wierze w ateistyczny dogmat istnienia tylko rzeczywistości materialnej.
Niektórzy naukowcy zdają sobie sprawę z tego, że podczas badania doświadczeń pozacielesnych u ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną, wskazane jest wzięcie pod uwagę aspektu nadprzyrodzonego. Taka właśnie była konkluzja artykułu Pima van Lommela na temat zagadnień związanych z NDE. Tekst ten ukazał się w 2001 r. w „The Lancet” – jednym z najważniejszych czasopism naukowych na świecie (nr 358, s. 2040). Trzeba jednak pamiętać, że relacje niektórych osób, które doświadczyły NDE, mogą być zdeformowane przez działanie złych duchów lub też przez błędne idee i przekonania. Dlatego zawsze trzeba zachować ostrożność i badać wiarygodność tych relacji w świetle nauczania Kościoła katolickiego.
Świadectwa ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną, mówią nam o tym, że cały człowiek nie umiera. Po śmierci ciała człowiek dalej żyje, jako czysto duchowe, osobowe ja, z pełną świadomością, rozumem i wolną wolą.
Tak Pan Jezus mówi o nieśmiertelnej ludzkiej duszy: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28).
Pan Jezus zapewnia nas o istnieniu życia po śmierci; o tym, że istnieje niebo, piekło i czyściec. Od razu do nieba idą ci wszyscy, którzy w ciągu ziemskiego życia dojrzeli do miłości, czyli stali się świętymi, pełniąc wolę Boga i zachowując Jego przykazania.
Istnieje piekło – jako ostateczna konsekwencja całkowitego odrzucenia Boga przez człowieka, odrzucenia daru Jego miłosierdzia. Istnieje czyściec – jako bolesny stan dojrzewania do miłości, przezwyciężania wszystkich konsekwencji swoich grzechów.
Ludzki język nie jest w stanie opisać życia po śmierci. Mistycy, którym Bóg udzielił daru doświadczenia rzeczywistości nieba, piekła i czyśćca, opisują ją za pomocą obrazów wziętych z ziemskiego życia, które nie są jednak w stanie w pełni wyrazić tego, co zobaczyli.
Żyjmy w ciągłym pragnieniu nieba, zjednoczenia się w miłości z Bogiem oraz ze wspólnotą zbawionych. Lękajmy się żyć w grzechu, w pogardzie dla Bożych przykazań i Bożego miłosierdzia, bo trwanie w grzechu śmiertelnym jest najprostszą drogą do piekła.
„Tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło” – napisała św. Faustyna w swoim Dzienniczku (Dz. 741).
Pamiętajmy, że najważniejszym momentem naszego życia na ziemi jest chwila śmierci. Wtedy to właśnie zadecyduje się nasza wieczność: zbawienie albo potępienie. Nikt nie ucieknie od odpowiedzialności za całe swoje ziemskie życie, które jest jedno i niepowtarzalne.
W momencie śmierci odbędzie się sąd i wówczas każdy otrzyma zapłatę: „A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne” (Ga 6,8).
Niech świadomość sądu w chwili śmierci mobilizuje nas do całkowitego zawierzenia siebie Bożemu miłosierdziu w codziennej modlitwie, uczynkach miłosierdzia, a przede wszystkim w sakramentach pokuty i Eucharystii.
Pan Jezus apeluje do nas w słowach, które zapisała św. Faustyna: „Pisz, mów o Moim miłosierdziu. Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia; tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawić dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni. O biedni, którzy nie korzystają z tego cudu miłosierdzia Bożego; na darmo będziecie wołać, ale będzie już za późno” (Dz. 1448).







