Jerzy Ciesielski – czyli jak być prawdziwym mężczyzną?

W życiu tego człowieka było wszystko: sport, praca naukowa na Politechnice Krakowskiej, zagraniczne wyjazdy, turystyka, przyjaciele, żona, dzieci, radość, modlitwa… Z tych elementów inż. Jerzy Ciesielski zbudował drogę do Nieba

Rok 1951: Początek drogi. Praca nad sobą

„Przyszłość jest niewiadoma. Bo co naprawdę mogę powiedzieć, co będzie ze mną za dzień, a za miesiąc? Rozpatrywanie przeszłości – wątpliwe daje korzyści. Pozostaje teraźniejszość. Wydaje mi się, że możliwości startu są szerokie. Obojętnie skąd się zaczyna, byle zacząć iść” – czytamy w notatniku Sługi Bożego. On sam zaczyna świadomą drogę do świętości, mając 22 lata. Jest wówczas studentem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie oraz Studium Wychowania Fizycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Trenuje siatkówkę i koszykówkę. Jednocześnie udziela się w katolickiej wspólnocie „Iuventus Christiana”. Od sześciu lat prowadzi dziennik duchowy. To z niego się dowiadujemy, że kluczem do kształtowania dojrzałej osobowości Jerzego Ciesielskiego jest praca nad sobą. Istotnym jej elementem jest cotygodniowy plan. „Nie wolno – pisze – nigdy działać (przepędzać czas) bez planu i Boga. Równocześnie z uświadomieniem sobie obecności Boga trzeba sobie zdawać sprawę ze spędzonego czasu”. Ścisły umysł i doświadczenie podpowiadają mu, że tylko wyznaczenie konkretnych zadań oraz realnego czasu na ich wykonanie może zaowocować w życiu. Podkreśla konieczność wstawania dokładnie o wyznaczonej porze („dłużej w łóżku nie ma żadnego znaczenia dla zdrowia, a kolosalne dla charakteru”), do porannych zajęć zalicza: gimnastykę, mycie się, ubranie się, modlitwę (w niej przypomnienie dziennego planu) oraz śniadanie. Kierując myśl ku uczelni, postanawia pracować nad skupieniem uwagi, aktywnością i koleżeńskością. W jego wieczornych zajęciach ważne miejsce zajmuje: podsumowanie dnia, rachunek sumienia, wypisanie wniosków, modlitwa (zawierająca przypomnienie planu na następny dzień), gimnastyka, mycie się i półgodzinna lektura w łóżku. Praktykowaniu tego planu pozostaje wierny do końca życia.

Rok 1953: Bycie dla innych. Relaks

„Za dobrych czasów liczyłem wakacje według ilości ognisk, liczyłem wakacje według ilości nocy przespanych pod namiotem. Jeżeli była odpowiednia ilość, to wtedy były też dobre wakacje” – te słowa usłyszy cały świat z ust Jana Pawła II w 1985 roku. Ich cichym bohaterem jest Jerzy Ciesielski, główny organizator „dobrych wakacji” Karola Wojtyły i skupionego wokół niego „Środowiska”. Drogi młodego inżyniera i o dziewięć lat starszego od niego księdza przecinają się w krakowskim kościele św. Floriana, gdzie posługę duszpasterską sprawuje ks. Wojtyła. Zadzierzgnięta wówczas znajomość przerodzi się w przyjaźń i przyniesie owoce w życiu każdego z nich. Tymczasem jednak, w 1953 roku, prowadzi ona do dwóch wakacyjnych wypraw – wędrówki po Bieszczadach oraz spływu kajakowego Brdą. Ta forma aktywnego odpoczynku, w gronie rówieśników wraz z duszpasterzem, odpowiada Ciesielskiemu: „Każdy, kto przeżył choćby tylko jedną udaną wędrówkę górską czy wodną, zna dobrze to uczucie świeżości i tę jakąś wewnętrzną dyspozycję do życzliwości, jaka się na nich wytwarza i zawsze na pewien czas zostaje. Dobrze zorganizowana i przeżyta turystyka daje radość życia w najlepszym znaczeniu”. Radość Jerzy czerpie też z samego daru życia otrzymanego od Stwórcy; jego postanowieniem jest także to, by w chwilach apatii zdobyć się na wysiłek przezwyciężenia złego humoru. Zmysł organizacyjny, radość i koleżeńskość jednały mu przyjaciół. On sam również dobrze się czuł we wspólnocie.

Rok 1957: Życie we dwoje

W uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej, 15 sierpnia 1956 roku, Jerzy Ciesielski pisze z klasztoru Benedyktynów w Tyńcu list do swojej narzeczonej, Danuty Plebańczyk. Zdradza w nim, że przybył tu, by „przemodlić jeszcze raz swoją decyzję i prosić o błogosławieństwo dla Ciebie, Danusiu, i dla siebie – dla naszych wspólnych spraw. Bo przecież od tego błogosławieństwa zależy cała nasza przyszłość, nasze szczęście i zasługa”. Na szczególną patronkę „wspólnych spraw” 10 dni potem zakochani obierają Matkę Bożą. Wyrazem tego oddania, a także codziennej troski o wzajemną miłość jest odmawiana każdego dnia modlitwa Anioł Pański o godz. 12 oraz wieczorem Pod Twoją obronę. Kiedy rok później młodzi ślubują sobie „miłość, wierność i uczciwość małżeńską” Jerzy Ciesielski wie, że miłość małżeńska przekłada się na dar z siebie w konkrecie życia codziennego.

Otwarcie stawia pytania: „1. Co cię uszczęśliwi na co dzień? – jakie problemy dnia powszedniego rozwiązać? 2. Jakim ja mam być, żebyś mnie jeszcze więcej kochała? 3. Jaki problem domowy uważasz aktualnie za najpilniejszy do rozwiązania?”.

Miłość pielęgnuje nie tylko na początku wspólnej drogi, lecz także wraz z upływem czasu. Na 10-lecie ślubu, wraz z abp. Wojtyłą i przyjaciółmi, propaguje „środki odnowy miłości małżeńskiej”, do której zalicza m.in.: comiesięczną Mszę św., odświeżenie wspomnień (zdjęcia, notatki itp.), wspólne wyjazdy (w tym do Częstochowy), dyskusje o problemach rodzinnych, rachunek sumienia oraz propozycje zmian i ulepszeń. Wielkim wsparciem na chwile trudności jest dla niego świadomość, że Bóg w sakramencie małżeństwa daje łaskę – pomoc. Skoro Stwórca ustanowił małżeństwo – rozumuje Ciesielski – warunkiem szczęśliwego związku jest przyjęcie norm i praw ustanowionych przez Niego, nie zaś dowolny zakres umowy między dwojgiem ludzi.

Wiara oświetla także jego rozumienie współżycia seksualnego: „W jaki sposób przeżywać po katolicku życie płciowe? 1. Wspólne rozmowy na ten temat. 2. Wspólne modlitwy o potomstwo a traktowanie radości i przyjemności współżycia jako zachęty do trudu wychowania potomstwa. 3. Wyrzeczenie się obcowania ofiarowane Bogu w intencji umartwienia czy prośby o potomstwo. 4. Podkreślać wspólnotę duchową, wiarę w Boga, ideał doskonałości, wierność – i stąd czerpać prawdziwą i czystą radość i szczęście. 5. Cenić sobie miłość, oddanie, zaufanie osoby na »dole i niedole«, widzieć swe powołanie w czynieniu dobrze umiłowanej osobie, dbaniu o nią. To stawiać jako przedmiot zasługi wobec Boga”.

Lata: 1985, 1961, 1962. Życie rodzinne. Praca

Powołanie Sługi Bożego nie spełnia się wyłącznie w miłości do żony. Na świat przychodzą dzieci Jerzego i Danuty – Marysia, Kasia i Piotruś. Ciesielski powie wówczas, że dzieci są największym dobrem i celem małżeństwa, a trud poniesiony przy ich wychowywaniu jest „dorobkiem małżeństwa, jego osiągnięciem, zasługą przed Bogiem”. Powiększenie rodziny stawia pytanie o właściwą relację między domem i pracą. Jak być żywicielem rodziny, a jednocześnie aktywnym mężem i ojcem? „Obowiązek utrzymania rodziny – pisze Sługa Boży – pociąga konieczność zarobienia konkretnej ilości pieniędzy, co w następstwie powoduje wykonanie konkretnej ilości pracy. Ta ilość pracy nie powinna być tak wielka, aby pochłaniała cały dzień (aspekt czasu) i wszystkie siły (aspekt intensywności)”. Praca Jerzego, jako wykładowcy Politechniki Krakowskiej oraz projektanta konstrukcji żelbetowych, wiąże się także z wyjazdami służbowymi. By uczynić mniej przykrym czas nieobecności w domu, pisze listy do żony i dzieci, dzieląc się swymi przeżyciami, zapewniając ich o swojej miłości i modlitwie. Do swoich obowiązków zawodowych Ciesielski podchodzi poważnie, traktując je – tak jak całe życie – jako okazję do zdobywania zasługi przed Bogiem: „Wykonana praca musi mieć obowiązek stanu dla orientacji nadprzyrodzonej. Dla zbawienia nie jest ważne, co się robi, ale jak się robi. Świadomość dobrze wykonanej pracy ma być również źródłem spokoju i radości”.

Rok 1970: Spotkanie z Bogiem

Codzienny udział we Mszy św., różaniec i regularna modlitwa (także ułożona dla całej rodziny przez Ciesielskiego) – stają się codziennym pokarmem Sługi Bożego. Komunia z Bogiem jest warunkiem owocnego życia Jerzego. Z Eucharystii czerpie siłę do wypełniania wielorakich obowiązków, ze spowiedzi moc do podnoszenia się z upadków, a z sakramentu małżeństwa – pomoc w byciu dobrym mężem i ojcem. Wsparciem jest dla niego także działalność we wspólnotach, najpierw „Iuventus Christiana”, potem „Środowiska” ks. Wojtyły, na koniec ruchu „Focolari”. Więź z Bogiem, przekładająca się na miłość Boga i bliźniego, jest – zdaniem Ciesielskiego – kluczem do świętości: „Droga świętości jest drogą do rozszerzania w sobie miłości Boga. Konkretny człowiek o takich czy innych zdolnościach, żyjący w danych warunkach, może, a nawet powinien mieć wytyczoną choćby w ogólny sposób drogę świętości. Mieć ideał, do którego dąży. Ideał taki ułatwia od ludzkiej strony działanie, wybór postępowania. (…) Ideał świętości można krótko określić jako »wypełnianie obowiązków stanu z nadprzyrodzoną orientacją«. Aby to było możliwe, trzeba prowadzić życie religijne wewnętrzne, będące niejako prądnicą, która ładuje akumulator mej osoby na codzienne działanie”. W swoich notatkach Jerzy Ciesielski pisze, że trzeba zbierać zasługi, ale też pamiętać, że owo zbieranie w każdej chwili może zostać przerwane śmiercią.

Słowa te okazały się prorocze dnia 9 października 1970 roku, kiedy to w wieku 41 lat ginie on wraz z dwójką swoich dzieci w katastrofie statku na Nilu. Kardynał Stanisław Dziwisz w Świadectwie, dwukrotnie wspominając przyjaźń Jerzego Ciesielskiego i Karola Wojtyły, wyznaje: „Janowi Pawłowi II było żal, przynajmniej tak mi się wydaje, że nie zdążył wynieść do chwały ołtarzy swoich dwóch przyjaciół [Jana Tyranowskiego i Jerzego Ciesielskiego], którzy (…) każdego dnia wypełniali wolę Bożą” (s. 159). Czerpiąc z bogactwa przykładu Sługi Bożego, módlmy się także o jego beatyfikację i kanonizację.

Wszystkie cytaty z notatnika Jerzego Ciesielskiego oraz z listów do żony za: ks. Jan Machniak, Sługa Boży Jerzy Ciesielski, Kraków 2007.