Przez całe młodzieńcze życie walczyłem z nałogiem masturbacji. Moja droga do wolności i zdrowienia z obsesyjnych form autodestrukcji seksualnej rozpoczęła się w dniu, gdy w kościele zobaczyłem ulotki […] wspólnoty Anonimowych Seksoholików.
Byłem wychowywany w rodzinie katolickiej, w małej miejscowości. Jako mały chłopiec byłem wożony przez babcię do kościoła. Jak przez mgłę pamiętam nabożeństwa majowe i godzinki śpiewane rano przed Eucharystią. Wiara była we mnie silnie zakorzeniona, nie tylko przez babcię, ale także przez mojego ojca. Tata nauczył mnie, czym jest modlitwa.
Będąc dzieckiem, nie doświadczyłem jakichś ciężkich traum związanych z patologiczną sytuacją w rodzinie. Moja rodzina była raczej zwyczajna. Nie doznałem też żadnej formy krzywdy w sferze seksualnej.
Masturbację odkryłem w wieku 12 lat, eksperymentując z własnym ciałem. Wówczas nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to, co robię, jest grzechem. Po roku tych „eksperymentów” byłem już w pełni uzależniony.
Z nowym rokiem 2004 postanowiłem, że przestaję „to” robić. Nic jednak z tego – problem ciągle narastał… Na początku była to masturbacja połączona z silnymi fantazjami. Po jakimś czasie doszły różne kolorowe gazety, w których były eksponowane kobiece wdzięki, czy to w formie reklam, czy też jakichś artykułów obyczajowych.
Nie rozumiałem, dlaczego to robię, i nie wiedziałem, jak z tym skończyć. Zmiana szkoły i środowiska, gdy poszedłem do gimnazjum, tylko pogłębiła mój problem. Nie byłem już prymusem, tak jak w szkole podstawowej. Każdego dnia spotykałem się z nastolatkami, którzy ze mnie szydzili i gnębili mnie psychicznie, co mnie bardzo bolało. Zupełnie nie radziłem sobie z emocjami.
Miałem okropne lęki z powodu tego, że nie daję sobie rady ze szkołą, że nie radzę sobie z masturbacją, że nie umiem nawiązywać relacji z dziewczynami i że jestem słaby psychicznie…
Na katechezie w gimnazjum ksiądz uświadomił nam, czym jest masturbacja i jakie ma ona konsekwencje duchowe. Dziś nie mogę sobie przypomnieć swojej pierwszej spowiedzi z tego grzechu. Pamiętam tylko tyle, że prosiłem Boga o uwolnienie od tego uzależnienia. Zrozpaczony, osamotniony i wewnętrznie rozbity błagałem Go o cud.
Po mniej więcej trzech latach walki udało mi się z tym grzechem zerwać na kilka miesięcy. Był to wspaniały okres w moim życiu. Wprawdzie fantazje nadal się u mnie pojawiały, ale najważniejsze było dla mnie uwolnienie się od tej chorej czynności psychofizycznej.
Najbardziej pogrążającym mnie i wywołującym depresję elementem uzależnienia było to, że obrażam tym Boga i skazuję się przez ten grzech na potępienie. To właśnie ten czynnik odłączenia od Boga miał kluczowe znaczenie w moim opłakanym stanie duchowo-psychicznym.
Bywałem na różnych rekolekcjach z modlitwami o uzdrowienie – prosiłem Boga o wolność tak, jak potrafiłem, i nic… Nadal pogrążałem się w rozpaczy i kompulsji seksualnej. Lata mijały; moi rówieśnicy poznawali dziewczyny, a ja, osamotniony, wciąż tkwiłem w bagnie…
Pod koniec studiów związałem się z dziewczyną. Wtedy to na kilka miesięcy mój problem zupełnie zniknął. Ona wiedziała o nim wcześniej, nawet wspierała mnie w walce z nim. Byłem wniebowzięty i przekonany, że już teraz wszystkie moje kłopoty zniknęły. Postanowiliśmy razem trwać w czystości przedślubnej. Niestety, do czasu… Poprzez przesuwanie granicy w zwykłej bliskości w końcu przesunęliśmy ją do punktu, z którego nie ma już bezpiecznego powrotu.
Od tego momentu nasza więź przestała istnieć, mimo iż nadal byliśmy w sobie zakochani. Ostatecznie, mimo planowania ślubu i wspólnego przyszłego życia, doszło do rozstania. Zostałem sam i mój świat zupełnie się zawalił…
Zacząłem bardzo mocno wchodzić w pornografię i łączyć to z alkoholem. Zrezygnowałem również z chodzenia do kościoła. W sumie miałem już wtedy dwa uzależnienia. Zmagałem się też z depresją oraz z pojawiającymi się myślami samobójczymi. Byłem w absolutnie opłakanym stanie…
W nocy, gdy budziłem się z lękiem, prosiłem Boga, tak jak umiałem, o trzeźwość. Wielu moich znajomych i przyjaciół modliło się za mnie, bo widzieli, co się ze mną działo.
Nie wiem nawet, w którym momencie nastąpił przełom. Jednego dnia usłyszałem od pewnego zakonnika, że znajomość Chrystusa to znajomość całego Pisma św., a nie tylko jego fragmentów. Ta zachęta do lektury Biblii była dla mnie szczególną łaską. Od tamtej chwili dzień w dzień, kartka po kartce, studiowałem słowo Boże i słuchałem różnych wykładów na temat Pisma św. Trwa to do tej pory, czyli już trzy lata.
Na przełomie października i listopada 2020 r. razem z pewną wspólnotą internetową zacząłem odmawiać Nowennę pompejańską w intencji ustania pandemii. W drugim dniu nowenny poszedłem do spowiedzi, po której otrzymałem łaskę trzeźwości od alkoholu. Jestem przekonany, że to Maryja mi ją wyprosiła. Dzięki modlitwie różańcowej i budowaniu więzi z Matką Bożą bardzo szybko wróciłem do praktyki spowiedzi i regularnej Eucharystii.
Niestety, problem nieczystości nadal trwał. Byłem wolny od alkoholu, ale nie od żądzy seksualnej. O tę wolność od pornografii wciąż usilnie prosiłem Maryję i św. Józefa.
Moja droga do wolności i zdrowienia z obsesyjnych form autodestrukcji seksualnej rozpoczęła się w dniu, gdy w kościele zobaczyłem ulotki zachęcające do wstąpienia do wspólnoty Anonimowych Seksoholików.
Zadzwoniłem pod numer telefonu wskazany w ulotce i po chwili rozmowy dostałem kontakt do osoby odpowiedzialnej za wspólnotę w moim regionie. Otrzymałem zaproszenie na pierwszy mityng. Pojechałem tam i doznałem szoku. Spotkałem mężczyzn pełnych pogody ducha i akceptacji skierowanej w moją stronę. Zorientowałem się, że nie jestem sam ze swoim problemem.
Wspólnota Anonimowych Seksoholików jest oparta na Programie 12 kroków, opracowanym przed laty przez Anonimowych Alkoholików. Dzięki łasce Boga, swojej wspólnocie i pracy nad sobą w oparciu o ten program trwam w trzeźwości już prawie dwa lata.
Wspólnota SA ma definicję trzeźwości, która jest dość radykalna, ale konieczna do tego, aby zacząć zdrowieć. Istotą wolności nie jest bowiem samo powstrzymywanie się od działań w postaci masturbacji, kompulsywnego seksu czy innych zachowań seksualnych, ale trwała wolność od obsesji prowadzących do tych chorych praktyk.
Wolność od obsesji i nieustanne powierzanie się opiece Boga, odkrywanie swoich niewłaściwych postaw i wad oraz praca nad nimi prowadzą do stopniowego zdrowienia ducha i ciała.
Ten program działa skutecznie, jeśli zaangażujemy się w niego w pełni, tak jak potrafimy, i poddamy się Bożemu prowadzeniu oraz opiece wspólnoty. Panuje w niej wolność; nie ma przymusu chodzenia na mityngi czy pracy w oparciu o Program 12 kroków. Jest to jednak niezbędne do tego, aby zacząć zdrowieć i żyć pełnią życia. Na początku wystarczy obecność na mityngach i poddanie się prowadzeniu. Można to nazwać współpracą z łaską.
Niektórzy mają mylne wyobrażenie, że w przypadkach tego rodzaju uzależnień Bóg zrobi za nich wszystko: zabierze im ich chorą postawę i wszystkie ich wady, zmieni ich myślenie i na koniec da im jeszcze cudowną rodzinę, tak by potem mogli o tym opowiadać na konferencjach ewangelizacyjnych. To jest możliwe, ale zdarza się rzadko. Zdrowienie bowiem jest procesem, który trwa długi czas i zależy w bardzo dużej mierze od naszego zaangażowania. Bóg chce nas uczyć tego, byśmy byli odpowiedzialni za swoje życie we współpracy z Nim.
Piekło mojego uzależnienia trwało 18 lat i nie jest to historia, która się skończyła. Wejście na drogę 12 kroków w SA jest dopiero początkiem nauki życia w rzeczywistości takiej, jaka ona jest, a nie w iluzji, w jakiej my, uzależnieni, zwykliśmy funkcjonować.
Wolność od obsesji oraz postępujące zwycięstwo nad żądzą jest fundamentem pełnego i komplementarnego uzdrowienia. To wszystko zapewnia mi moja wspólnota. W niej doświadczam obecności i opieki Boga.
Piotr
Więcej informacji o wspólnocie Anonimowych Seksoholików jest dostępnych na stronie: www.sa.org.pl