Nawrócenie szkarłatnej damy biznesu aborcyjnego

„Jak wiele innych osób, także i ja kupiłam to wielkie kłamstwo, które brzmiało: »To nie jest dziecko, to tylko zbitka tkanek«”. Carol Everett uwierzyła, że aborcja jest rozwiązaniem jej problemu. W rzeczywistości śmierć nienarodzonego dziecka zniszczyła życie całej jej rodziny.

Życie Carol Everett przebiegało dość burzliwie. Kobieta miała dwójkę dzieci, rozwiodła się z ich ojcem i zawarła cywilny związek z kolejnym mężczyzną, Tomem. Stał się on dla niej niczym bożek. Za wszelką cenę chciała zasłużyć na jego miłość. Jak świętość traktowała zawartą z nim umowę, która zakładała, że nie będą mieli dzieci.

W momencie gdy Carol się zorientowała, że jest w ciąży, rozpoczęła się w jej sercu prawdziwa burza. Z jednej strony od razu pokochała rozwijające się w jej łonie dzieciątko, ale z drugiej strony czuła, że musi dać dowód swojej miłości i oddania przez dotrzymanie danej mężowi obietnicy. Matczyne uczucia jednak bardzo silnie się w niej odzywały.

Przemawiała czule do swojego dziecka: „Masz dwa tygodnie i wiem, że tam jesteś. Czuję, jak rośniesz. […] Ty będziesz kimś bardzo wyjątkowym. […] Już teraz bardzo cię kocham! Czuję cię tam w środku. Moje ciało ochrania cię i pozwala ci w ciszy rosnąć. Już teraz wiem, że będziesz bardzo kochany. […] Jesteś moją słodką tajemnicą. Będziemy mieli problemy, kiedy dowie się o tym twój ojciec, ale rośnij sobie spokojnie, a ja już wszystkim się zajmę. Obronię cię. Jeszcze nie wiem jak, ale obronię cię. […] Bardzo kocham twojego ojca i to właśnie fakt, że się kochamy, spowoduje, że będziesz wykołysany przez naszą miłość. […] Jesteś podarunkiem miłości, którym obdarzę twojego ojca. […] Ty zrobisz z nas prawdziwą rodzinę. Ty zmienisz nasze życie na dużo lepsze. Będziesz początkiem wielu wspaniałych rzeczy. Położyłam teraz rękę na brzuchu tam, gdzie rośniesz, aby dać ci znać, że kocham cię i bardzo pragnę. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła trzymać cię w ramionach. […] Masz już paluszki u rąk, paluszki u nóg, bije już twoje serduszko. Żyjesz”.

W pierwszym, spontanicznym odruchu serca Carol przyjęła swoje dziecko jako wspaniały i dobry dar. Dramatyczna decyzja była jednak coraz bliżej…

Kobieta rozpaczliwie szukająca ratunku

Carol rozpaczliwie szukała pomocy, wsparcia kogoś, kto uratuje ją przed nią samą. Kobieta czuła się jak w potrzasku. Pomyślała, że zapyta o opinię na temat aborcji swego znajomego lekarza, Harveya Johnsona, będąc pewną, że doktor stanowczo odradzi jej ten czyn. Jak bardzo się zawiodła, gdy się okazało, że lekarz sam wykonuje nielegalne aborcje i zaproponował Carol swoje „usługi”. Gdy zszokowana kobieta jeszcze się wahała, ten przekonywał ją, że rozwijające się pod jej sercem życie „to tylko zbitka tkanek”. Carol nie takie słowa pragnęła usłyszeć. Nie widziała już drogi ucieczki od aborcji…

Przygotowując się do usunięcia dziecka, marzyła jeszcze, że Tom w ostatniej chwili zwolni ją z danej obietnicy, że uratuje dziecko i ją samą. Niestety nic takiego się nie wydarzyło.

„Coraz bliższa była chwila ostatecznego poświęcenia, które miało zostać okupione krwią. W ten sposób miałam udowodnić, że kocham Toma. Będzie mógł być pewien mojej miłości… Ale czy ja będę mogła mieć pewność, że on mnie kocha? »Niezależnie od tego, jak bardzo cię kocham – powiedziałam dziecku – twój ojciec nie chce ciebie. Jeśli cię zatrzymam, nie będzie chciał także i mnie. Jesteś taki malutki, to nie będzie cię bolało. Przykro mi, tak bardzo, bardzo mi przykro«”. Tamtego dnia w rodzinie Carol zwyciężyła śmierć.

Straszna rzeczywistość śmierci

Aborcja była dopiero początkiem dramatu w życiu Carol. „Gdy się obudziłam, moje łono było puste. Czułam straszną próżnię w miejscu, z którego zaledwie przed kilkoma godzinami tak śmiało i bez jakichkolwiek obaw usunięto moje dziecko. Ogarnęła mnie depresja i przygniatające poczucie winy, z oczu popłynęły łzy”.

Nadzieja, że aborcja usuwa „problem” i umożliwia dalsze spokojne życie, okazała się fałszywa.

„Myślałam, że »wolność w podjęciu wyboru« spowoduje, że będę się lepiej czuła, bardziej jak kobieta. Dlaczego czuję się tak podle?”

Cierpienie, którego doświadczała Carol, popchnęło ją do kolejnej dramatycznej decyzji – o podwiązaniu jajowodów.

„Oddałam tę dającą życie część swej kobiecości. Zwyciężyło moje silne, niszczące mnie samą ja. Jeden ból pociągnął za sobą następny. Już nigdy nie miałam mieć dzieci”.

Dramatyczne skutki aborcji

Carol po dokonaniu aborcji stwierdziła z bólem, że mąż w ogóle nie dostrzegł jej poświęcenia. Starała się go więc za wszelką cenę ukarać. Podświadomie karała także samą siebie. Zaplanowała romans, zaczęła się upijać, zaniedbywała dzieci, uzależniła się od leków, pracy i zakupów, chciała nawet popełnić samobójstwo. Była rozpaczliwie spragniona miłości, zmagała się z poczuciem winy, nie potrafiła przebaczyć ani mężowi, ani sobie. Skutki aborcji dotknęły także dwójkę dzieci Carol.

Kobieta wyznała: „Spędzanie czasu z dziećmi było dla mnie tak bardzo bolesne i tak bardzo wpędzało mnie w poczucie winy, że ograniczyłam zaangażowanie w ich sprawy. Bałam się zbliżać do nich, ponieważ mogli odkryć mój sekret”.

Carol po omacku próbowała się ratować, jednak popełniała coraz gorsze błędy. Jej związek z Tomem się rozpadł; została samotną matką mającą na utrzymaniu dwójkę dorastających dzieci. Lęk o zapewnienie bytu i edukacji dzieciom oraz chęć utrzymania dotychczasowego dostatniego życia pchnęły ją do wejścia w przemysł aborcyjny. Carol była bowiem bardzo skutecznym marketingowcem i wiedziała, że w biznesie aborcyjnym można zarobić ogromne pieniądze.

Rozwijanie biznesu aborcyjnego

Carol zaczęła wykorzystywać swoje umiejętności do budowania biznesu aborcyjnego. Ze współwłaścicielami sieci aborcyjnych klinik otwierała nierentowne ośrodki oferujące kobietom porady seksualne. Rzeczywistym celem wykonywania w ośrodkach bezpłatnych testów ciążowych miało być zachęcanie kobiet do umówienia się na aborcję. Przez bezpłatne porady seksualne i testy ciążowe pracownicy klinik przyciągali doradców ze szkół wyższych, pracowników socjalnych, a także dostali referencje od agencji opieki społecznej. Pracownicy socjalni przysyłali do nich kobiety na bezpłatne testy, a oni doradzali tym kobietom, gdzie iść na aborcję – oczywiście do swoich klinik.

Carol wykorzystywała każdy dostępny sposób, aby nakłonić kobiety do usunięcia ciąży. W tym celu tak przeszkoliła doradców telefonicznych, aby ci potrafili skutecznie namawiać kobiety do aborcji. Carol wiedziała, że w jej pracy liczą się tylko pieniądze, a nie pomoc kobietom. Nadrzędnym celem było więc stałe zwiększanie liczby aborcji. Z tego też powodu Carol nakłaniała współpracującego z nią aborcjonistę, Harveya Johnsona [tego samego, który usunął jej własne dziecko – przyp. M. S.], do przeprowadzania aborcji coraz bardziej zaawansowanych ciąż. Wiązało się to z jeszcze większym ryzykiem dla zdrowia i życia kobiet.

Horror za drzwiami aborcyjnych klinik

Carol i jej współpracownicy stawali się coraz bardziej chciwi. Doktor Johnson kradł dla kliniki materiały ze szpitala, w którym pracował. W zespole kierowniczym wszystko planowali tylko pod zysk; wykorzystywali kobiety, nie dbali o ich zdrowie i bezpieczeństwo. Sprzedawali aborcję nawet kobietom niebędącym w ciąży.

W razie nieprawidłowości, zagrożenia życia kobiety liczyło się tylko to, by fakty nie dotarły do mediów. Właściciele biznesu chcieli utrzymać opinię profesjonalnej i bezpiecznej sieci klinik. Musieli więc ukrywać fakt, że na 500 wykonywanych miesięcznie w ich klinikach aborcji co najmniej jedna kobieta zostawała okaleczona. Niektóre bardziej dramatyczne przypadki wryły się głęboko w pamięć Carol. W tym czasie do jej świadomości coraz bardziej przebijała się prawda, że biznes aborcyjny oparty jest na ludzkiej krzywdzie. Everett nawet samą siebie nazywała „szkarłatną damą”…

Przełom

Między Carol a jej współpracownikami narastał konflikt o władzę. Kobieta miała również okazję boleśnie się przekonać, że nie może im ufać. Próbując zaradzić kryzysowi, zgodziła się spotkać z doradcą Jackiem Shawem, który – jak się później okazało – był pastorem. Zaczął on jej mówić o miłości Boga, o tym, że tylko wypełnianie Jego woli przynosi człowiekowi radość i pokój. Spotkanie zakończył wspólną modlitwą, by zmartwychwstały Chrystus przemienił serce Carol i poprowadził ją dalej w życiu.

Kobieta nie wierzyła w skuteczność tej modlitwy. Jednak na jej efekty nie trzeba było długo czekać… Everett zaczęła odtąd inaczej postrzegać rzeczywistość. Dostrzegła wreszcie dramat i łzy kobiet wchodzących do kliniki.

Pewnego dnia uklękła w swoim gabinecie w klinice aborcyjnej i szczerze się pomodliła: „Panie – o ile w ogóle jesteś – jeśli nie jest to miejsce, w którym mam być, wstrząśnij mną, pokaż, co robić”.

Everett zaczęła też rozmawiać z kobietami w swoim biurze, doradzać im i je pocieszać. Sama siebie zaskakiwała, że w przeciwieństwie do tego, jak działała do tej pory, nie wykorzystuje strachu kobiet do namawiania ich na aborcję.

„To było niesamowite! Teraz patrzyłam na kobiety zupełnie inaczej. Chciałam zbliżać się do nich i kochać je”.

Z jednej strony Carol była zdziwiona, że odbiera sama sobie środki utrzymania płynące z aborcji, a z drugiej strony czuła w sercu głęboką, nieznaną do tej pory radość i miłość do drugiego człowieka. W pewnym momencie Everett po prostu wyszła z kliniki i już nie wróciła do pracy.

Proces nawracania

Dla Carol rozpoczął się wówczas proces jej przemiany. Kobieta zmagała się z lękiem, że nie będzie miała za co żyć i kształcić dzieci. Akurat gdy borykała się z problemami finansowymi, zgłaszali się do niej aborterzy, proponując jej współpracę. Musiała odeprzeć pokusę powrotu do intratnego biznesu aborcyjnego. Zaczęła widzieć, że aborcja jest grzechem, i uwierzyła, że tylko Bóg może ten grzech przebaczyć.

Codzienna modlitwa przynosiła w życiu Carol coraz większe owoce. Bóg leczył jej serce także przez miłość, przyjaźń i akceptację nowych znajomych z chrześcijańskiej wspólnoty. Kobieta zrozumiała również, że Bóg przez jej świadectwo może uratować innych zagubionych ludzi. Postanowiła więc bronić życia. Nie czuła się jeszcze jednak duchowo gotowa do takiej walki. Bała się też członków ruchu pro-life, bo nakarmiona medialnymi przekazami miała ich za złych ludzi. Te obawy wkrótce zostały rozwiane.

Znaczącym wydarzeniem w życiu Carol stało się jej wystąpienie w charakterze świadka przed legislaturą Teksasu w Austin, gdzie obrońcy życia przedstawiali projekt ustawy o ochronie życia w tym stanie. Carol doświadczyła wtedy, że jest to przede wszystkim walka duchowa. Czuła bowiem, jak zły duch ją atakuje.

Zwróciła się do Boga w modlitwie i otworzyła Pismo św. akurat na fragmencie: „Oto Ja przemieniam cię w młockarskie sanie, nowe, o podwójnym rzędzie zębów: Ty zmłócisz i wykruszysz góry, zmienisz pagórki w drobną sieczkę” (Iz 41,15).

Carol zrozumiała wówczas, że Bóg chce zrobić użytek z najgorszych i najczarniejszych rzeczy w jej życiu i wykorzystać je ku dobremu. Postanowiła więc wykonać Boży plan najlepiej, jak umie.

„Zaczęłam się koncentrować na tym, co zamierzałam powiedzieć, na prawdzie, która kryła się za wzniosłymi słowami »prawo« i »wybór«. Na tym, o czym wiedziałam – mordowaniu dzieci, okaleczaniu kobiet, nawet uśmiercaniu ich. Doświadczyłam tego wszystkiego bezpośrednio, miałam wiadomości z pierwszej ręki. Mogłam opowiedzieć o źle wykonanych zabiegach, o tym, w jaki sposób były one ukrywane za zamkniętymi drzwiami klinik aborcyjnych. Mogłam opowiedzieć im o 35 tysiącach dzieci – zamordowanych i wyrzuconych jak mięso hamburgerowe do publicznych śmietników”. Dzięki Bożemu wsparciu Carol zeznawała już uwolniona od strachu.

Pojednanie z nienarodzonym dzieckiem

Im bardziej Carol angażowała się w sprawę obrony życia, tym częściej wracało do niej wspomnienie jej własnej aborcji. Nie mogła sobie tego wybaczyć. Sądziła, że Bóg i inni ludzie też jej tego nie wybaczą. Nagle otrzymała łaskę otwartego świadczenia o własnej aborcji, o tym, jak wielkim była ona złem w jej życiu.

Tak rozpoczął się trudny i bolesny proces uzdrawiania Carol jako matki. Kobieta zmagała się z poczuciem winy i odczuwała tak głęboki żal i cierpienie, że nie widziała sensu życia. Wyobrażała sobie, jak wyglądałoby jej życie, gdyby jej trzecie dziecko żyło…

Przełomowym momentem było wzajemne przebaczenie sobie Carol i Toma, ojca nienarodzonego dziecka. Mężczyzna również odczuwał konsekwencje grzechu aborcji. Oboje zrozumieli, jak wielkim błędem była ta decyzja i ile zła wyrządziła ona całej ich rodzinie. Carol po przebaczeniu także samej sobie mogła w pełni przyjąć bolesną prawdę, że jest matką dziecka, które sama pozbawiła życia.

Czuła, że dziecko to córeczka, nadała jej imię i w duchu zwróciła się do niej słowami: „Heidi, nic nie jest w stanie wynagrodzić utraty ciebie, ale chcę, żebyś wiedziała, że twoja śmierć nie była bezcelowa. Miłość, jaką okazał mi Bóg, wybaczając moje grzechy, zmusiła mnie do ciężkiej pracy i mówienia każdej matce i każdemu ojcu, którym tylko mogę, że sama popełniłam błąd. Próbuję pomóc im usłyszeć płacz ich nienarodzonego dziecka wołającego: »Ja chcę żyć! Pozwólcie mi rosnąć i skorzystać z tego, co daje życie. Nie wykluczajcie mnie ze swojego życia, dopóki nie dacie mi możliwości dzielenia go z wami. Nie zamykajcie przede mną swoich serc!«. Próbuję także pomagać tym rodzinom, które zniszczyła aborcja. Pragnę, aby odkryły potęgę miłości, którą ja już dzisiaj znam i cały czas obserwuję w swojej rodzinie”.

Carol zrozumiała, że Bóg w swoim miłosierdziu z jej dramatycznej historii życia potrafi wyprowadzić dobro. Chrystus przemienia bowiem serca grzeszników i jest nadzieją dla najbardziej pogubionych ludzi.

Uzdrowienie po aborcji

Bardzo wiele osób całymi latami cierpi po aborcji. Nie tylko kobiety, ale także mężczyźni – wszyscy, którzy bezpośrednio lub pośrednio uczestniczyli w aborcji. Dla osób potrzebujących uzdrowienia duchowego i emocjonalnego prowadzone są rekolekcje Winnica Racheli. Wprowadzają one na drogę pojednania ze sobą, z dzieckiem, z Bogiem oraz z własną rodziną. Pan Bóg, przez sakrament pokuty i Eucharystii oraz modlitwę, daje łaski potrzebne do przezwyciężenia skutków grzechu aborcji.

Modlitwa o uzdrowienie ze skutków (udziału w) aborcji

Dziękuję Ci, Panie Jezu, że wybaczyłeś mi grzech zabicia dziecka (udział w grzechu). Uzdrów mnie, proszę, ze wszystkich skutków aborcji dziecka, które Ty od wieków ukochałeś. Zabierz ode mnie wszelkie obciążenia psychiczne, fizyczne, duchowe i nerwowe. Oddaję Ci cały brak równowagi wewnętrznej, natłok myśli, żal, myśli pesymistyczne i depresyjne. Uwolnij mnie od lęków, obaw, niepokoju, smutku i rozpaczy. Zabierz ode mnie cały mętlik uczuciowy i uzdrów mnie z rozbicia uczuciowego oraz z pustki wewnętrznej. Zabierz ode mnie całe napięcie i trudności z wybaczeniem sobie wyznanego grzechu. Wyprostuj moje sumienie i oczyść je z samopotępienia i nieustannego oskarżania się mimo odpuszczonego grzechu. Pomóż mi przyjąć Twoje Boże przebaczenie. Daj mi zrozumieć, że w spowiedzi św. obmyłeś mnie swoją Krwią z wyznanych grzechów i że one już nie istnieją, bo Ty wziąłeś je na siebie. Ty sam, Jezu, skreśliłeś już mój dłużny zapis. Daj mi pokochać moje dzieciątko i cieszyć się, że zobaczymy się w wieczności. Jakie chcesz nadać imię mojemu dziecku? Zanieś, Panie, … (imię mojego dziecka) moje gorące przeproszenie i prośbę o wybaczenie. Niech wynagrodzeniem tego czynu będzie podjęcie się duchowej adopcji dziecka poczętego oraz uwielbianie Ciebie za okazane mi miłosierdzie i cuda Twojej nieskończonej miłości. Amen.