Budowanie więzi małżeńskiej nie jest łatwe. Wymaga konkretnej pracy podejmowanej każdego dnia. Praktyka życia ukazuje, jakie są główne obszary wywołujące problemy w budowie więzi małżeńskiej. Warto je poznać, by uniknąć klasycznych błędów.
Egoizm
Pierwszym obszarem konfliktowym, który przeszkadza w budowaniu komunii małżeńskiej, jest egoizm. Natura człowieka jest zraniona grzechem pierworodnym, ale jest to rana uleczalna. Wszyscy bez wyjątku jesteśmy wezwani do świętości i każdy z nas może to swoje pierwotne, wewnętrzne rozbicie, objawiające się głównie egoizmem i działaniem przyjemnościowym, przerobić. To rozbicie możemy pokonać przede wszystkim trudem pracy nad sobą, ale sam ten ludzki trud, choćby i największy, nie wystarczy. Do tego jeszcze potrzebna jest łaska Boża. Trud pracy plus łaska mogą z pierwotnie rozbitego człowieka uczynić osobę zintegrowaną i dojrzałą do miłości. Człowiek ten stanie się wówczas panem siebie, stanie się w pełni wolny. Zawsze może zrobić to, co uważa za dobre, a odrzucić to, co uważa za złe. Jeśli taki wolny człowiek przyjmie właściwą hierarchię wartości, stanie się człowiekiem świętym. To jest perspektywa każdego z nas. Mamy z wewnętrznego rozbicia dochodzić przez całe życie do coraz pełniejszej wolności – aż do takiej wolności, że możemy oddać życie za świat wartości, które uważamy za ważne i święte.
Człowiek nie może być szczęśliwy na innej drodze, jak tylko poprzez miłowanie. Świat oferuje nam hasło: „Róbta, co chceta”. Człowiek, który tak postępuje, jest totalnie niezdolny do miłości; on jest zdolny tylko do wykorzystywania siebie i ludzi dla własnej przyjemności. Do miłości trzeba dojrzeć. To nieustanny trud każdego z nas, zadanie na całe życie. Dopiero zapomnienie o sobie daje pełen smak miłości. Trzeba tylko zaryzykować bezinteresowne dawanie siebie. Ale uwaga! Chodzi tu o mądre dawanie, takie, które mobilizuje drugiego. Nie o dawanie naiwne, które rozleniwia obdarowywanego. Trzeba umieć to rozgraniczyć. Jeżeli mam się troszczyć o dobro drugiej osoby, to mam się troszczyć o to, żeby ona wzrastała ku coraz większej świętości. Nie mogę więc jej rozleniwiać swoim darem.
Inność kobiety i mężczyzny
Drugim obszarem spornym jest inność kobiety i mężczyzny. Jesteśmy inni, bo Stwórca w swej niezgłębionej mądrości przeznaczył nas do różnych ról. Czym innym jest macierzyństwo, czym innym ojcostwo. Z łatwością dostrzeżemy, że macierzyństwo jest ukierunkowane na człowieka. Matka nosi w sobie dziecko, rodzi je, karmi. Geniusz kobiety objawia się w relacjach z ludźmi. Dlatego ta dziedzina życia małżeńskiego powinna być przypisana kobiecie. To ona ma być „ministrem spraw międzyludzkich”. Mężczyzna natomiast jest stworzony do walki ze światem zewnętrznym. Do pilnowania, by wszystko, co się w świecie dzieje, zmierzało w dobrą stronę, czyli w kierunku dobra. Siła fizyczna, siła mądrości, siła spokoju, siła umiejętnego zachowania się w trudnej sytuacji – to męskość. Mężczyzna ma być ostoją. Niestety, często do tej roli nie dorasta i kobieta zmuszona jest mu pomóc w nią wejść. Ale tak naprawdę każdy mężczyzna może – i powinien – stać się kapitanem okrętu swojego życia rodzinnego. Żaden kapitan statku nie opuści pokładu w razie awarii, dopóki nie wyniesie na plecach ostatniego, nawet pijanego, majtka. Oczywiście, są mężczyźni świetnie funkcjonujący w gospodarstwie domowym oraz w opiece nad dziećmi, a także kobiety znakomicie dające sobie radę na stanowiskach dowodzenia. Ale podział ról jest niezbędny. Mężczyzna musi uznać, że kobieta jest niezastąpiona – na przykład na terenie wychowania dzieci, zwłaszcza małych. Ona jest mu do tego niezbędna – niech więc sobie nie wmawia, że da sobie jakoś radę bez niej. Nie da sobie rady. Przeżyje, ale nie da sobie rady. I odwrotnie jest tak samo. Mężczyzna jest niezastąpiony również na terenie wychowywania dzieci. Nie dacie sobie, panie, same rady, bo jest tam dla mężczyzny pole, którego nie wypełni sama kobieta. Potrzebna jest świadomość, że mamy prawo inaczej się zachowywać, inaczej myśleć, inaczej czuć i do czego innego tęsknić. To uznanie inności i pozwolenie sobie na bycie innymi jest podstawą budowy zdrowej więzi.
Niedocenianie żony i męża
Trzecie źródło niezadowolenia z małżeństwa to niedocenianie żony i męża za to, co robią w ogóle, a dla rodziny w szczególności. Żony nie są podziwiane przez mężów za piękno i dobro, które tworzą, z kolei mężowie nie są podziwiani przez żony za dzielność, mądrość i odpowiedzialność. Powiedz czasem żonie: „Jak ty dziś pięknie wyglądasz w tej sukience!”, „Świetnie to ugotowałaś!”, „Jak miło w tym domu, gdy tak pięknie posprzątany”. Powiedz czasem mężowi: „Jak ty to świetnie załatwiłeś!”, „Jestem z ciebie dumna”, „Co ja bym bez ciebie zrobiła?!”. Bo tak naprawdę to co byśmy bez siebie poczęli? Dosłownie i w przenośni.
Rodzice i rodzina współmałżonka
Następnym obszarem konfliktowym jest kwestia rodziców i rodziny współmałżonka. Wiele osób mówi sobie: „Mam wrednych teściów, więc po prostu nie będę się do nich odzywał, niech sobie żyją z dala ode mnie”. Jeżeli mamy zbudować prawdziwą, głęboką komunię osób, to również w tych wewnętrznych warstwach musi zapanować ład. Nawet jeśli teściowie są nieznośni, jeśli w sposób nieuprawniony mieszają się w sprawy małżeństwa swoich dzieci – a to się, niestety, zdarza bardzo często – nawet tam, gdzie jest zły styl życia, złe wartości, nieakceptowalne poglądy, i tam trzeba się wewnętrznie pojednać z teściami. Nie należy pochwalać złego zachowania, nie wolno też pozwalać na nieuprawnioną ingerencję w sprawy małżeństwa, ale trzeba wytworzyć w sobie wewnętrzną życzliwość dla ludzi, którzy wspólnie z Bogiem przekazali życie współmałżonkowi. Jeżeli mąż i żona wzbudzą w sobie wewnętrzną życzliwość dla rodziców małżonka, nie będą oni stali między nimi jako przeszkoda w budowie komunii małżeńskiej.
Komunikacja
Komunikacja między małżonkami to piąty, ostatni już obszar, na którym mogą się rodzić konflikty, a zarazem narzędzie, które, jeśli jest dobrze użyte, rozwiązuje wszystkie cztery powyższe problemy. Dobra komunikacja jest narzędziem budowania komunii, a więc więzi. Mamy wiele środków do komunikowania się: mowa, gestykulacja, mimika, pozycja ciała, nawet ubiór… Specjaliści wyodrębnili 11 takich kanałów. Jeżeli ktoś komunikuje się nieszczerze i chce oszukać, to zawsze jakimś kawałkiem jego ciała to wyjdzie. Jeżeli chcemy się dobrze i skutecznie komunikować, musimy zrezygnować z chęci oszukiwania. Z łatwością to rozpoznamy; mowa całego naszego ciała jest spójna. Całym ciałem mówimy to samo. Jeśli nie spełniamy tego warunku, dochodzi do wewnętrznej sprzeczności w komunikacie słownym i pozasłownym i odbiorca nie może właściwie go przyjąć. Niewybaczalnym błędem jest to, gdy przekaz słowny i pozasłowny są ze sobą sprzeczne. A będzie tak zawsze, kiedy będziemy coś udawać. Przekaz pozasłowny powinien wspomagać i wzmacniać przekaz słowny. Wszelkie rozmowy, które prowadzą do obrażania się nawzajem, do pokonywania, wygrywania, a nawet dołowania psychicznego rozmówcy, są sprzeczne z pomysłem Stwórcy, który dał nam narzędzie komunikacji nie po to, żebyśmy sobie dokuczali, ale po to, żebyśmy się ze sobą jednali, budując piękne więzi.
Jak w obcym języku
Aby podać tutaj zasady dobrej komunikacji w pigułce, posłużę się paradoksalnie językiem obcym. Zauważmy, jak postępujemy, próbując porozumieć się z kimś w języku, który słabo znamy. Mówimy wolno i wyraźnie, pomagamy sobie gestami, co chwilę się upewniamy, czy dobrze zrozumieliśmy – i, o dziwo, idzie nam świetnie. Dogadujemy się niezwykle precyzyjnie. Dlaczego? Bo nie będąc pewnymi swoich umiejętności, boimy się, że się nie dogadamy. No to prosta rada: bójmy się, że się nie dogadamy, także rozmawiając w języku, który doskonale znamy. Ale bójmy się konstruktywnie: „Czy na pewno o to ci chodziło?”, „Czy dobrze cię zrozumiałem?” itp. Jeśli włączymy w to dodatkowo życzliwość, to nagle się okaże, że będziemy się dogadywali nawet na najbardziej subtelne, intymne i trudne tematy. Musimy też koniecznie mieć świadomość, że każdy z nas każdą sytuację odczytuje inaczej. Małżeństwa latami potrafią się kłócić: „Nieprawda, to było tak!”, „A właśnie, że tak!”, „A właśnie, że nie, bo tak!”… Posłużę się przykładem. Zdarzył się wypadek samochodowy. Rozbite: nowy mercedes i sportowe bmw. Dziecko krwawi ze zranionej ręki. Większość mężczyzn w takiej sytuacji zauważy i zapamięta, jakie auta się zderzyły; zdecydowana większość kobiet zobaczy dziecko, nie marki samochodów. I nie znaczy to, że on jest nieczuły, a ona nierozgarnięta. Po prostu patrzymy na materię, na ludzi, na wydarzenia inaczej i zapamiętujemy co innego. Mężczyzna jest bardziej ukierunkowany na materię, kobieta na drugiego człowieka, zwłaszcza potrzebującego pomocy.
Mówienie w gniewie
Podstawowym błędem w komunikacji jest przede wszystkim mówienie w gniewie. Małżeństwo moich przyjaciół w młodości bardzo raniło się rozmowami prowadzonymi w gniewie. Później bardzo wstydzili się tego, co sobie wtedy mówili. Wymyślili więc pewien system. Oboje noszą na palcach obrączki z dziesiątką różańca. I w chwili gdy widzieli, że rozmowa wchodziła na niebezpieczne tory, każde z nich mogło rzucić hasło: „kółko”. Oznaczało to: „Stop! Teraz rozchodzimy się do osobnych pokoi i odmawiamy dziesiątkę różańca w intencji współmałżonka”. Tym sposobem emocje zostały opanowane i znikało ranienie drugiego. To sprawdzony przez nich system, który funkcjonował dlatego, że ustalili go wcześniej i zaakceptowali wspólnie. W przypadku moich przyjaciół to się sprawdziło. Są różne metody; ważne, żeby przeczekać gniew i ochłonąć. Nie może być tak, że bez wcześniejszego ustalenia w samym środku awantury żona znienacka mówi: „No to teraz się pomódlmy”… Niektóre osoby po kłótni małżeńskiej muszą przespać noc, żeby móc spokojnie porozmawiać na jakiś temat.
Przymus, ranienie i uogólnienia
Następna zasada: nie wolno do rozmowy zmuszać. Rozmawiać można tylko wtedy, gdy obie strony są na to gotowe. Czasami trzeba poczekać, wykazać cierpliwość. Absolutnie nie można pozwolić na to, aby osoby postronne uczestniczyły w nieporozumieniach między małżonkami: rany zadane publicznie goją się dużo trudniej. Nie załatwiajmy więc swoich spraw przy osobach trzecich. Z jednym wyjątkiem: jeśli oboje zgodzą się pójść po radę do kogoś mądrego i przedstawić mu swój problem.
Klasycznym ranieniem jest przywoływanie w rozmowie faktów z przeszłości. Jeżeli jest jakaś nigdy niezałatwiona sprawa, która się za nami ciągnie, trzeba porozmawiać o tym, przeprosić i wybaczyć. Nie powinno się do tego wracać. Przebaczenie nie jest tożsame z zapomnieniem. Jeśli raz wydarzyło się coś złego, nie można o tym zapomnieć – to byłaby naiwność. Trzeba pamiętać po to, aby to już się nigdy nie powtórzyło. Mówienie o tym, wypominanie jest nieludzkie. Niestety, zdarza się to często u wielu par przez całe trwanie ich małżeństwa…
Ranieniem jest też dotykanie rodziny współmałżonka. Nie mamy na to wpływu, jacy byli nasi rodzice. To nie jest ani nasza zasługa, ani nasza wina. Można sobie kiedyś na ten temat porozmawiać; to jest kopalnia wiedzy, ostrzeżeń, abyśmy nie popełniali takich samych błędów, ale również kopalnia skarbów, z których powinniśmy zaczerpnąć. Nie wolno wypominać zachowań rodziców, bo to jest czyste ranienie.
Kolejnym częstym błędem jest mówienie: „Bo ty zawsze, bo ty nigdy…” lub „Bo ty jesteś taki, bo ty jesteś taka…”. To uogólnienia, które są niesprawiedliwe i osądzające. Najlepiej używać pierwszej osoby liczby pojedynczej: „Ja tak to widzę…”, „Mnie to boli”, „Trudno mi to zaakceptować”. Zawsze możemy powiedzieć, że czegoś nie rozumiemy, że coś nas denerwuje lub boli, ale nie osądzajmy innych, bo to zamyka drogę do kontaktu. Rozmówca czuje się zaatakowany, słusznie zresztą, i często oddaje cios.
Czas dla drugiej osoby
Warto jeszcze powiedzieć o poświęcaniu czasu drugiej osobie. Jest takie piękne i głębokie powiedzenie kard. Stefana Wyszyńskiego: „Ludzie mówią, że czas to pieniądz, a ja wam mówię, że czas to miłość”. Dajmy sobie w rozmowie czas. Jeżeli żona zaprasza męża na rozmowę, a on mówi: „Dobra, tylko szybciutko, bo za chwilę mecz”, to albo należy podarować sobie mecz, albo rozmowę. Ten czas jest ofiarą, dowodem miłości, on przerodzi się we wzrost miłości.
Każda dobra rozmowa pogłębia więź. Po tym właśnie można poznać, że rozmowa była wartościowa. Wyzwala ona zawsze chęć objęcia opieką drugiej osoby, która powierzyła nam swój ból. Jeśli odbędziemy taką dobrą rozmowę, wykorzystajmy ją. Zróbmy choćby jedno postanowienie: „Tak nam jest dobrze po tej rozmowie, że może spróbujmy w najbliższym tygodniu wzajemnie pilnować tego, o czym się dowiedzieliśmy, że jest takie ważne”. Tu najlepiej ustalić konkretny, choćby drobny czyn, który będziemy wypełniać. Im dłużej, tym lepiej. Najlepiej do końca życia, codziennie. Wówczas małżeńska miłość oraz małżeńska komunia będą coraz większe.







