Znany francuski ateista Felix Michaud stwierdził, że tylko odrośnięcie amputowanej nogi byłoby cudem, którego nikt nie mógłby zakwestionować. Według niego jednak takiego faktu nigdy w historii nie było i z całą pewnością nigdy się on nie zdarzy.
W podobny sposób lider XIX-wiecznego antyreligijnego pozytywizmu – neurolog Jean-Martin Charcot – drwił z uzdrowień w Lourdes, twierdząc, że nigdy nie spotkał się z przypadkiem odrośnięcia amputowanej kończyny. W tym samym duchu słynny francuski pisarz Emil Zola udał się do Lourdes, aby następnie opisać, że wszystko, co tam się dzieje, jest owocem fanatyzmu, iluzji, halucynacji lub oszustwa. Kiedy literat oglądał liczne wota zawieszone przez uzdrowionych ludzi przed grotą objawień Matki Bożej, miał z ironią powiedzieć: „Widzę wiele lasek i kul, ale nie widzę żadnej drewnianej nogi”.
Ateiści z XIX w. głęboko wierzyli w to, że nauka wyjaśni wszelkie tajemnice, a z czasem wyeliminuje wszystkie „katolickie przesądy”. O istnieniu nadprzyrodzonych sił mógłby ich przekonać – jak sami twierdzili – tylko tak oczywisty fakt, jak na przykład odrośnięcie odciętej nogi lub ręki. Byli pewni, że coś takiego nigdy się nie zdarzyło i na pewno nigdy się nie wydarzy. Ta pewność wolnomyślicieli wynikała z ich ślepej wiary w nieistnienie Boga.
Przekonanie wrogów Kościoła, że nigdy nikomu nie została cudownie przywrócona amputowana noga lub fragment kości, nie było jednak zgodne z prawdą. Ludzie ci bowiem nie zdawali sobie sprawy z tego, iż dokładnie takie cuda, jakich się domagali, zostały szczegółowo udokumentowane przez badania naukowe.
Uzdrowienie Petera van Ruddera
Jednym z najdokładniej przebadanych i udokumentowanych cudów było natychmiastowe uzdrowienie (połączone z momentalnym odrośnięciem sześciu centymetrów kości) Petera van Ruddera, belgijskiego ogrodnika z miejscowości Jabbecke we Flandrii. 16 lutego 1867 r. spadające drzewo zmiażdżyło i tak nieszczęśliwie złamało kości piszczelową oraz strzałkową jego lewej nogi, że mężczyzna całkowicie utracił sześć centymetrów swej struktury kostnej. Wskutek tego wypadku powstała ropiejąca rana. Osobisty chirurg rodziny królewskiej, prof. Thiriart, wraz z konsylium lekarskim podjął decyzję o natychmiastowej amputacji chorej kończyny. Pacjent jednak zdecydowanie odmówił i pomimo wielkich cierpień przez osiem kolejnych lat nie zgadzał się na ucięcie nogi.
W tym czasie jego miłość do Matki Bożej i Jezusa coraz bardziej się pogłębiała. 7 kwietnia 1875 r. van Rudder, pokonując straszny ból, udał się razem z żoną do Oostakker, gdzie wybudowano kopię groty objawień Matki Bożej z Lourdes. Kiedy z wielkim trudem dotarł na miejsce, z głębi serca modlił się przed figurą Maryi, prosząc o przebaczenie swoich grzechów oraz o to, aby mógł podjąć pracę i zapewnić utrzymanie swej licznej rodzinie. W pewnym momencie ogrodnik poczuł, że coś dziwnego dzieje się w jego ciele. Momentalnie odrzucił kule, podbiegł bliżej figury i upadł na kolana u stóp figury Matki Bożej. Krzyk jego stojącej opodal żony uświadomił mu, że właśnie stał się cud!
Badania lekarskie stwierdziły całkowite wyzdrowienie Petera – w jednym momencie w jego nodze została uzupełniona brakująca kość o długości ponad sześciu centymetrów, wraz ze ścięgnami, naczyniami krwionośnymi, mięśniami i skórą. Wielokrotne ekspertyzy naukowe potwierdziły fakt całkowitego i natychmiastowego uzdrowienia mężczyzny z odtworzeniem całej brakującej struktury kostnej jego lewej nogi. Pracodawca van Ruddera – wicehrabia Alberich du Bus, wysoki przedstawiciel loży masońskiej – widząc, co się wydarzyło, nawrócił się na katolicyzm.
Jeden z najbardziej wstrząsających cudów w historii
Wiele jeszcze podobnych cudownych uzdrowień dokonało się w historii Kościoła. Spośród nich trzeba przypomnieć szczegółowo zbadany i udokumentowany cud przywrócenia amputowanej nogi Miguelowi Juanowi Pellicerowi po przeszło dwóch latach od momentu jej odcięcia. Cud ten miał miejsce w miasteczku Calanda, oddalonym o 118 km od Saragossy, i został nazwany „el milagro de los milagros” – czyli „cud cudów”. Słynny włoski pisarz Vittorio Messori szczegółowo przedstawił wszystkie dokumenty i wydarzenia związane z tym cudem w książce Znak dla niewierzących.
Miguelowi przydarzył się poważny wypadek, gdy prowadził dwukołowy wóz. W czasie jazdy zasnął i tak nieszczęśliwie spadł z muła na ziemię, że jedno z kół przejechało przez jego prawą nogę, miażdżąc i łamiąc mu kość piszczelową. Rannego natychmiast zawieziono do szpitala w Walencji (w którego archiwach do dziś widnieje data jego przyjęcia: 3 sierpnia 1637 r., poniedziałek).
Pobyt w szpitalu nie przynosił żadnej poprawy, jednak Miguel głęboko wierzył, że pomogą mu lekarze z odległej o 300 km Saragossy, w słynnym Królewskim i Powszechnym Szpitalu Naszej Pani Łaskawej.
W saragoskim szpitalu medycy zdiagnozowali u mężczyzny daleko posuniętą gangrenę w złamanej prawej nodze. W celu ratowania życia chorego konieczna była natychmiastowa amputacja kończyny. Decyzję odcięcia opuchniętej i sczerniałej od gangreny nogi podjął przewodniczący konsylium lekarskiego, znany w całej Aragonii prof. Juan de Estanga, wraz z chirurgami Diegiem Millaruelem i Miguelem Beltranem. Ci sami lekarze dokonali operacji ucięcia prawej nogi Miguelowi Pellicerowi „na wysokości czterech palców pod kolanem”. Po amputacji chirurdzy dokonali kauteryzacji (przypalania) kikuta za pomocą rozżarzonego żelaza. Odciętą nogę przekazali asystującemu przy operacji młodemu praktykantowi, Juanowi Lorenzowi Garcíi, który wraz z kolegą pogrzebał ją na cmentarzu, w oznaczonym miejscu, w głębokiej dziurze o długości 21 cm (nawet tego rodzaju szczegół znalazł się w dokumentacji procesowej). W tamtych czasach tak wielkim szacunkiem otaczano ludzkie ciało, że wszystkie jego amputowane części były chowane na cmentarzu. Zanim rana po odcięciu części nogi się zagoiła, Pellicer musiał jeszcze przez kilka miesięcy przebywać w szpitalu. Został z niego wypisany wiosną 1638 r.; otrzymał wtedy drewnianą protezę prawej nogi oraz kule.
23-letni młodzieniec bez nogi nie był w stanie zapracować na swoje utrzymanie, dlatego otrzymał oficjalne pozwolenie na zbieranie jałmużny przy wejściu do bazyliki Matki Bożej z Pilar w Saragossie, co oznaczało dla niego bycie etatowym żebrakiem.
W czwartek 29 marca 1640 r., podczas pobytu w domu swoich rodziców w Calandzie, Miguel Pellicer po kolacji, około godziny 22, zostawił w kuchni swą drewnianą protezę oraz kule i poszedł spać, skacząc na lewej nodze. Po modlitwie szybko zapadł w głęboki sen.
Kiedy mama Miguela weszła do pokoju, w którym spał jej kaleki syn, poczuła „wspaniały, niebiański zapach”. Podniosła oliwną lampkę i zauważyła, że spod płaszcza, którym był przykryty jej syn, wystawała nie jedna, ale dwie stopy, założone jedna na drugą. Wtedy zawołała męża. Widząc śpiącego syna z dwiema zdrowymi kończynami, Pellicerowie zrozumieli, że stał się wielki cud: ich syn odzyskał prawą nogę! Obudzili Miguela i powiedzieli do niego: „Popatrz, odrosła ci noga!”. Można sobie wyobrazić zdumienie i radość mężczyzny, kiedy zobaczył i poczuł, że rzeczywiście ma dwie nogi i że przestał być inwalidą.
W świetle lamp oliwnych wszyscy dokładnie oglądali jego cudownie odzyskaną nogę. Widoczna była na niej jedna duża blizna po złamaniu kości piszczelowej podczas wypadku, a także trzy mniejsze blizny: po ugryzieniu w dzieciństwie przez psa, po wycięciu czyraka i po zadrapaniu przez kolczasty krzak. Blizny te wskazywały w oczywisty sposób na to, że była to ta sama noga, którą amputowano i pogrzebano na cmentarzu przed dwoma laty i pięciu miesiącami. Nastąpiło więc cudowne przywrócenie uciętej nogi. Zachował się egzemplarz miejscowej gazety „Aviso Historico” z 4 czerwca 1640 r., w której napisano, że przeprowadzono badania na cmentarzu szpitalnym w Saragossie i nie znaleziono tam żadnego śladu nogi w miejscu jej pogrzebania.
Wieść o niezwykłym wydarzeniu bardzo szybko rozeszła się po okolicy. Ludzie, którzy przybiegli do ubogiego, wiejskiego domku Pellicerów, głośno się modlili i dziękowali Matce Bożej i Jezusowi Chrystusowi za ten wielki cud. Wszyscy zebrani odczuwali cudowny, „niebiański” zapach, który utrzymywał się w izbie przez kilka dni. Rankiem następnego dnia do domu Pellicerów przybył proboszcz, ks. Herrero, wraz z burmistrzem i najwyższymi przedstawicielami miejscowej władzy, oraz dwaj chirurdzy, którzy przez dłuższy czas badali prawą nogę Juana – wszyscy oni chcieli w sposób urzędowy i „naukowy” potwierdzić, że to wszystko jest prawdą. Już 30 marca, a więc następnego dnia po cudzie, sędzia pierwszej instancji Martin Corellano, odpowiedzialny za publiczny porządek w Calandzie, sporządził pierwszy oficjalny dokument o tym nadzwyczajnym wydarzeniu. Natomiast w niespełna 70 godz. od cudu został sporządzony przez przedstawicieli władz kościelnych, świeckich oraz lekarza, spisany przez notariusza i potwierdzony przez 10 świadków, akt notarialny dotyczący tego niesamowitego faktu, w którym stwierdza się „Boską interwencję”.
Odcięta noga, która po przeszło dwóch latach przebywania w ziemi całkowicie zgniła, dzięki bezpośredniej interwencji Boga została przywrócona do życia i połączona z resztą żyjącego ciała. Jest to z pewnością znak i zapowiedź zmartwychwstania naszych ciał w dniu paruzji.
Prawdziwy szok przeżył profesor Estanga – chirurg, który amputował Miguelowi nogę i przez dwa lata opatrywał mu ranę w miejscu odcięcia kończyny. Teraz mógł naocznie stwierdzić, że ta część nogi, którą usunął, została przywrócona do normalnego życia i funkcjonowania, w sposób całkowicie dla medycyny niewyjaśniony. Podobny wstrząs przeżyli asystujący profesorowi lekarze oraz cały personel szpitalny.
Należy podkreślić fakt, że 8 maja 1640 r. władze świeckie Saragossy wystąpiły z inicjatywą rozpoczęcia procesu, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności związane z cudem z Calandy. Rada miejska wyznaczyła jako swoich przedstawicieli dwóch znanych profesorów oraz prokuratora generalnego króla Filipa IV. Był to proces publiczny i odbywał się z zachowaniem wszelkich urzędowych reguł. Z akt procesowych wynika, że fakt cudownego przywrócenia Pellicerowi amputowanej nogi był tak oczywisty i pewny, że nie podniósł się żaden głos sprzeciwu czy wątpliwości przeciw niemu. Po 11 miesiącach pracy kolegium sędziowskiego, 27 kwietnia 1641 r., arcybiskup Saragossy wydał dekret, w którym stwierdził, że przywrócenie amputowanej nogi Miguelowi Juanowi było możliwe tylko dzięki cudownej interwencji Boga. Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej wstrząsających cudów w historii, który potwierdzili wszyscy mieszkańcy Saragossy, Calandy oraz okolicznych miejscowości.
Cud przywrócenia Miguelowi Pellicerowi odciętej nogi stał się faktem tak powszechnie znanym w całej Hiszpanii, że doniesiono o nim królowi Filipowi IV. Po skończonym procesie i oficjalnym ogłoszeniu prawdziwości cudu władca w październiku 1641 r. wezwał do siebie na audiencję uzdrowionego Miguela. Uczestniczył w niej cały korpus dyplomatyczny, w tym również lord Hopton, ambasador Anglii. On to właśnie przesłał królowi angielskiemu Karolowi I szczegółową relację z tej audiencji. Jej tekst zachował się do naszych czasów. Król Karol I, będący również głową Kościoła anglikańskiego, do tego stopnia był przekonany o prawdziwości tego cudu, że bronił jego wiarygodności przed oburzonymi teologami anglikańskimi.
Podczas spotkania z Miguelem Filip IV wzruszył się do łez i powiedział, że wobec tak oczywistych faktów nie ma już potrzeby mędrkowania i dalszego dyskutowania, ale trzeba z radością przyjąć i uczcić tajemnicę interwencji Boga. Następnie wstał z tronu, podszedł do uzdrowionego i ukląkł przed nim. Potem kazał Miguelowi odsłonić prawą nogę i pocałował ją w miejscu, w którym została ucięta. Był to wzruszający hołd, jaki na klęcząco złożył swojemu poddanemu – żebrakowi i analfabecie – władca światowego imperium, król Filip IV.
Natychmiastowe przywrócenie Pellicerowi amputowanej nogi było spektakularną manifestacją Bożego działania, cudem niesłychanym w całej historii. Wydarzenie to jest z pewnością znakiem ukazującym bezpodstawność ironicznych twierdzeń ateistów, że nigdy nie widziano, aby komuś odrosła ucięta noga lub ręka. Jest to z całą pewnością cud niepodważalny, dokładnie taki, jakiego domagał się Wolter i inni ateiści – a więc urzędowo potwierdzony przez notariusza zaraz po jego zaistnieniu i po przesłuchaniu pod przysięgą świadków o odpowiednich kwalifikacjach. Ernest Renan, który był agnostykiem i zaciekłym wrogiem chrześcijaństwa, napisał, że do zwalczenia ateizmu wystarczyłby tylko jeden wiarygodny cud. W swojej ignorancji był pewien, że w historii nie było żadnej nadzwyczajnej interwencji Boga.
Cud z Calandy mówi nam o tym, że dla Boga wszystko jest możliwe. Wydarzenie to wskazuje na działanie nie jakiegoś nieokreślonego Boga, ale na Boską Osobę Jezusa Chrystusa, na Boga w Trójcy Jedynego, którego On nam objawił. Cud ten jest Boskim potwierdzeniem nauczania Kościoła katolickiego, sakramentów w nim sprawowanych, jego tradycji, czci oddawanej Niepokalanej Dziewicy Maryi i mocy Jej wstawiennictwa. „Maryja dokonała tam tego, czego nie uczyniła w żadnym innym narodzie” – tak śpiewają do dnia dzisiejszego wierni każdego roku podczas święta Milagro (Cudu) w Calandzie i Saragossie.
Cud z Calandy jest znakiem wzywającym nas do nawrócenia i wiary w zmartwychwstanie naszych ciał. Noga, która z powodu zaawansowanej gangreny gniła – i dlatego musiano ją amputować, a później pochować w ziemi na cmentarzu – po 29 miesiącach powróciła do życia dzięki specjalnej interwencji Boga. Ten cudowny i jedyny w swoim rodzaju fakt wskazuje na prawdę wiary o naszym zmartwychwstaniu – podobnie stanie się z ciałami wszystkich ludzi w dniu sądu ostatecznego.
Fakt przywrócenia nogi, która została amputowana dwa lata wcześniej, obala całą misterną argumentację ludzi kwestionujących istnienie Boga, takich jak na przykład Richard Dawkins. Jest to najbardziej znany współczesny ateistyczny polemista, który w swojej książce Bóg urojony próbuje przekonać czytelników, że ludzie wierzący w Boga to ofiary bardzo niebezpiecznego urojenia. Ateizm, który charakteryzuje się intelektualną arogancją, dogmatyzmem i brakiem tolerancji wobec poglądów ludzi wierzących, w konfrontacji z faktem cudu z Calandy traci wszelką rację bytu i wskazuje, że to nie wiara w Boga, lecz ateizm opiera się na urojeniu.
Zniewoleni ateistyczną ideologią
Człowiek wierzący w Boga, kiedy się spotka z wydarzeniami i faktami, które mają znamiona cudu, nie zamyka się na nadprzyrodzony wymiar rzeczywistości, lecz jest otwarty na coraz pełniejsze poznawanie Tajemnicy – a więc zachowuje wolność w dalszych poszukiwaniach Prawdy. Kto zaś chce dojść do poznania całej Prawdy, musi – jak pisze św. Jan od Krzyża – „[…] wierzyć w istnienie Boga, który nie podlega rozumowi, woli, wyobraźni ani żadnemu zmysłowi. Boga w tym życiu nie można pojąć. Nawet najwyższe doznanie czy poznanie Go jest nieskończenie dalekie od tego, kim On jest rzeczywiście, i od posiadania Go całkowicie”. Dlatego tylko na trudnej drodze wiary dokonuje się w człowieku proces jego duchowego rozwoju i odkrywania przezeń niedostępnej naturalnemu poznaniu rzeczywistości nadprzyrodzonej. Natomiast ateista, który kwestionuje fakt istnienia Boga i samą możliwość zaistnienia cudownych zdarzeń, staje się niewolnikiem doktryny, w którą wierzy. W ten sposób ogranicza sobie zakres i wolność w poszukiwaniu Prawdy, ponieważ z góry zakłada, że nie może istnieć nadprzyrodzona rzeczywistość, która wymyka się empirycznemu doświadczeniu człowieka. Ateiści stają się zamkniętymi na ostateczne poznanie Prawdy niewolnikami własnej ideologii. Wielu z nich z wielką żarliwością prowadziło i prowadzi nadal krucjatę skierowaną przeciwko wierze w Boga, przeciw religii i ludziom wierzącym. Zniewoleni ideologią ateizmu, pragną uspokoić dręczący ich niepokój sumienia przez radykalne odrzucenie możliwości odkrywania duchowego wymiaru rzeczywistości na drodze poznania, którą proponuje wiara. Dlatego ateiści z wielką determinacją negują istnienie cudownych faktów, które zaistniały w historii ludzkości, oraz tego wszystkiego, co mogłoby zakwestionować podstawy ich światopoglądu. Twierdzą na przykład, że powstanie życia oraz mikro- i makrokosmosu jest dziełem przypadku na skutek działania ślepych sił natury. W kontekście najnowszych badań naukowych takie twierdzenie jest całkowicie niedorzeczne, a prof. Antony Flew, który porzucił ateizm, określił je jako „zwykły stek bzdur”. To tak, jakby wierzyć, że po przejściu tajfunu przez składowisko złomu powstanie gotowy do lotu samolot pasażerski…
Pamiętajmy o tym, że w każdej komórce ludzkiego ciała znajduje się kod DNA, który zawiera genialny zapis informacji. W ludzkim genomie są trzy biliony informacji zapisanych w kryptograficznym czteroliterowym kodzie. Odczytanie ich w tempie trzech liter na sekundę zajęłoby 31 lat. Badania naukowe jednoznacznie stwierdzają, że informacje zawarte w molekule DNA są od niej odrębne, a ona jest tylko ich nośnikiem. Tak więc w kodzie DNA istnieje inteligencja, a zawarte w nim informacje nie są materią i nie są energią. Informacje te są genialnym zapisem myśli, co wskazuje na istnienie osobowej inteligencji Boga.
Odkrycie kodu DNA świadczy o tym, że ateizm nie ma żadnych logicznych podstaw oraz że jest on ślepą wiarą w przypadkowe powstanie życia i całego Wszechświata.
Mając świadomość, jak cudownie zostaliśmy stworzeni z ciałem i nieśmiertelną duszą, każdym swym czynem i myślą powinniśmy oddawać chwałę wszechmogącemu Bogu i odważnie bronić prawa do życia każdego człowieka od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci.
W odróżnieniu od ateistów ludzie wierzący w Chrystusa są wolni od ideologicznego zniewolenia. Ich wiara wynika z przyjęcia największego cudu, jakim było wcielenie i zmartwychwstanie Chrystusa, oraz tego nieustannie trwającego cudu, jakim jest istnienie Wszechświata – z jego doskonałą harmonią, prawami natury, tajemnicą życia na Ziemi oraz myślącym i wolnym człowiekiem. Zdeklarowani i zatwardziali ateiści, którzy świadomie odrzucają Boga, nie mogą się usprawiedliwić, ponieważ – jak czytamy w Piśmie św. – „od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy” (Rz 1,20).
Ateistyczna ideologia zmusza jej wyznawców do nieustannego negowania rzeczywistości nadprzyrodzonej oraz możliwości istnienia wszelkich cudownych znaków. W historii nieustannie pojawiają się fakty, które podważają fundamenty ateistycznej ideologii. Są nimi badania naukowe oraz różnego rodzaju cudowne znaki i wydarzenia, poprzez które Bóg wskazuje na istnienie nadprzyrodzonego wymiaru rzeczywistości. Cuda są specyficzną „mową” Boga, apelem skierowanym do ludzi zniewolonych przez ateistyczną ideologię, aby zdecydowanie ją odrzucili i otworzyli się na przyjęcie tajemnicy Jego miłości.
Dla wszystkich chrześcijan wiara w Chrystusa jest związana z wiarą w największy cud, jakim było Boże narodzenie i zmartwychwstanie Chrystusa, oraz w cuda, które czynił Jezus w czasie swej publicznej działalności, a po Jego śmierci i zmartwychwstaniu – z wiarą w znaki i cuda, które zmartwychwstały Pan nieustannie czyni przez wstawiennictwo swojej Matki Maryi oraz apostołów i świętych. Pan Jezus mówi: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie” (J 4,48) oraz wskazuje na znaczenie cudownych znaków, których dokonuje: „[…] niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi” (Mt 11,5-6). Cuda i nadprzyrodzone znaki nieustannie towarzyszą działaniu Boga w historii zbawienia. Są cuda, których Chrystus dokonuje w sferze duchowej: przebaczenie grzechów w sakramencie pokuty; Jego realna, osobowa obecność pod postaciami eucharystycznymi. Każde nawrócenie czy zaistnienie wiary i miłości w sercu człowieka, przebaczenie i miłość nieprzyjaciół – są zawsze cudami łaski Bożej w duszy ludzkiej. Jezus Chrystus dokonuje cudownych uzdrowień również w sferze cielesnej człowieka. Poprzez te nadzwyczajne znaki pragnie umocnić lub wzbudzić wiarę u ludzi, aby otwierali swoje serca na Jego wszechmocną i pełną pokory miłość i miłosierdzie.
Powtórzmy jeszcze raz, że jedynym fundamentem i źródłem wiary dla każdego chrześcijanina jest przyjęcie cudownych faktów Bożego narodzenia i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Każdy, kto te fakty odrzuca i nie wierzy w nie, przestaje być chrześcijaninem. A wszystkie inne cudowne wydarzenia mają za zadanie ożywiać i pogłębiać wiarę w realną obecność i zbawcze działanie Boga, który w łonie Maryi Dziewicy stał się prawdziwym człowiekiem, aby przez śmierć i zmartwychwstanie dokonać naszego zbawienia.
Święty Ambroży pisał: „Ci wszyscy, którzy odrzucają Boga żyjącego, klękają przed »bogiem nicością«”, i zachęcał: „Służcie Chrystusowi, bo tylko On jest jedynym Panem dobrym i miłosiernym, który nie zniewala, lecz ofiarowuje prawdziwą wolność”.







