Powstańcy wandejscy przyozdabiali swoje sztandary wizerunkami Najświętszego Serca Jezusowego (Sacré Coeur). W czasie marszów odmawiali różaniec. Regularnie uczestniczyli w zakazanych przez reżim rewolucyjny Mszach Świętych odprawianych przez „nielegalnych” („niezaprzysiężonych”) księży.
Lud nie chce antychrześcijańskiej rewolucji
Dostępne źródła historyczne pochodzące z czasów rewolucji francuskiej (np. akta trybunałów rewolucyjnych) wyraźnie poświadczają, że w okresie największego nasilenia rewolucyjnego i antychrześcijańskiego terroru w latach 1792–1794 wśród zgładzonych na gilotynie niemal 80% stanowili przedstawiciele „stanu trzeciego”.
Ginęli więc przede wszystkim chłopi i mieszczanie, czyli te warstwy społeczne, w imię których i dla „dobra” których toczyła się od 1789 r. rewolucja we Francji. To antyludowe oblicze zapoczątkowanej przez rewolucję francuską totalitarnej demokracji w sposób najbardziej dramatyczny widać było na przykładzie Wandei.
Chłopi zamieszkujący tę krainę położoną w zachodniej Francji wiosną 1793 r. chwycili za broń przeciw republice i w szeregach stworzonej przez siebie Armii Katolickiej i Królewskiej walczyli przeciw tym, którzy zapowiadali „rozpoczęcie świata na nowo”.
Nazwa tej powstańczej armii wskazywała najgłębszą motywację uczestników tego ludowego powstania. Chwycili oni za broń w momencie, gdy rewolucjoniści rozpoczęli najbardziej brutalną fazę swojej dechrystianizacyjnej polityki (zakaz kultu chrześcijańskiego na terenie całej Francji, krwawe prześladowanie katolickiego duchowieństwa).
Eskalacja antykatolickiej polityki rewolucyjnego państwa zbiegła się z egzekucją króla Ludwika XVI (21 stycznia 1793 r.) i zarządzeniem przez władze rewolucyjne powszechnego poboru do wojska (levée en masse) w marcu 1793 r.
Pierwsze z tych wydarzeń było dla Wandejczyków potwierdzeniem, że w Paryżu zainstalowany został reżim depczący wszystkie uświęcone od wieków tradycje religijne i polityczne Francji (król był przecież „Bożym pomazańcem”). Drugie zostało odebrane jako niedopuszczalna uzurpacja republikańskiego rządu. Była ona nie do pomyślenia w czasach monarchii, która opierała swój wysiłek militarny na profesjonalnej armii. Wandejscy chłopi nie chcieli składać daniny krwi na rzecz reżimu powszechnie uznawanego przez nich za bezbożny i antyfrancuski.
Pod sztandarami Sacré Coeur
Wiosną 1793 r. spontanicznie wybuchło powstanie w całej Wandei. Było to od początku powstanie ludowe. Jeśli gdzieś można było znaleźć we Francji okresu rewolucji obszar, na którym działała maksyma o „wolności, równości i braterstwie” (sztandarowe hasło rewolucji), to paradoksalnie właśnie tam. Dowódcy oddziałów powstańczych wyłaniani byli w jawnych i powszechnych wyborach. Przyznawał to później nawet sam Napoleon: „W armii wandejskiej panowała ta wielka zasada [równości]”.
Pewien przymus odczuli na własnej skórze niektórzy przedstawiciele wandejskiej szlachty, którzy zmuszani byli przez chłopów do objęcia dowództwa nad poszczególnymi oddziałami Armii Katolickiej i Królewskiej. Legendarnego dowódcę wojsk powstańczych François de Charette’a trzeba było dosłownie wyciągać spod łóżka.
Nie tak drastycznie, ale jednak nie bez przymusu, „namówiono” do udziału w powstaniu innych wybitnych dowódców wandejskiego zrywu – markiza Charles’a de Bonchampsa i hrabiego Henriego de la Rochejaqueleina.
Stan uzbrojenia i sposób walki Wandejczyków opisuje relacja jednego z nich, mieszkańca Louroux – Bottereau: „Nasza armia składała się z takich samych wieśniaków jak ja, odzianych w kaftany albo zgrzebne kapoty, uzbrojonych w fuzje, pistolety, muszkiety, często w zwykłe narzędzia do roboty – kosy, kije, siekiery, noże używane przy wytłoku albo szpikulce do rożna. Organizujemy się w parafiach i dystryktach, pod rozkazami konkretnego dowódcy. Maszerujemy wprost na nieprzyjaciela, uklęknąwszy najpierw i uzyskawszy błogosławieństwo od naszych księży, zaczynamy od bezustannej strzelaniny, pewnie bezładnej, ale gęstej i dobrze mierzonej. […] Za całą komendę nasi oficerowie mają tylko takie polecenia: »Równajcie, chłopcy, oto Błękitni [tj. wojska republikańskie – przyp. G. K.]«. Na ten sygnał rozstawiamy się szeroko, rozciągamy się w wachlarz, aby otoczyć wroga”.
Wandejczycy walczyli u siebie. To było ich przewagą, zwłaszcza w pierwszej fazie wojny, gdy dodatkowo działał jeszcze czynnik zaskoczenia. Niebagatelne znaczenie miało specyficzne ukształtowanie terenu tej francuskiej prowincji. W momencie wybuchu powstania Wandea była lesistą prowincją, w której można było łatwo się zgubić, ale i zastawić pułapkę.
Jak wspominał generał Jean-Baptiste Kléber, dowodzący wojskami republiki w Wandei, teren, na którym przyszło mu działać, przypominał „jakiś mroczny, głęboki labirynt, w którym można maszerować tylko po omacku; w tym prawdziwym systemie naturalnych przeszkód i zapór trzeba szukać wijących się dróg”.
Jak wskazuje współczesny badacz dziejów wandejskiego powstania R. Secher, najważniejszym czynnikiem nie było jednak ukształtowanie terenu czy sposób organizowania armii powstańczej. Najważniejsze było morale. Ono zaś ugruntowane było na żywej wierze.
Powstańcy wandejscy przyozdabiali swoje sztandary wizerunkami Najświętszego Serca Jezusowego (Sacré Coeur). W czasie marszów odmawiali różaniec. Regularnie uczestniczyli w zakazanych przez reżim rewolucyjny Mszach Świętych odprawianych przez „nielegalnych” („niezaprzysiężonych”) księży.
Nawet śmiertelni wrogowie wandejskich powstańców doceniali ich męstwo i siłę oporu. Generał Louis-Marie Tourreau, dowodzący „piekielnymi kolumnami” niszczącymi wszystko, co żyło w Wandei, nazywał Wandejczyków „prawdziwie nadzwyczajnymi ludźmi”. Byli dla niego „strasznym przeciwnikiem, którego trzeba umieścić w historii w pierwszym rzędzie narodów walecznych”. Z kolei Napoleon nazywał Wandejczyków „ludem olbrzymów”.
Zwycięstwa i klęski
Do połowy czerwca 1793 r. Armia Katolicka i Królewska opanowała niemal całą Wandeę. Apogeum sukcesów wojsk powstańczych było zdobycie 18 czerwca 1793 r. Angers. Punktem zwrotnym całej wojny okazał się jednak nieudany szturm Wandejczyków na Nantes. Jego zdobycie pozwoliłoby myśleć o połączeniu się z Bretanią, również niechętną nowym rewolucyjnym porządkom.
29 czerwca 1793 r. śmiertelnie zraniony został podczas szturmu na Nantes głównodowodzący siłami powstańczymi J. Cathelineau. Śmierć na polach bitewnych w następnych miesiącach innych charyzmatycznych dowódców wandejskich (Bonchampsa i d’Elbéego) z pewnością przyczyniała się do osłabienia całej powstańczej armii.
Brak niekwestionowanych autorytetów sprzyjał brakowi jednolitości w dowodzeniu oddziałami powstańczymi. Poważnym problemem była szwankująca koordynacja działań między poszczególnymi oddziałami powstańczymi.
Coraz większe siły na front wandejski zaczęła przerzucać republika, która wiosną i latem 1793 r. musiała zmagać się z siłami koalicji antyfrancuskiej nad Renem. We wrześniu 1793 r. poprawa sytuacji militarnej na wschodnich granicach republiki pozwoliła przerzucić do Wandei 20-tysięczną, zaprawioną w bojach Armię Moguncji (Mayence) gen. Klébera.
Przewaga liczebna i nieograniczone w porównaniu z Wandejczykami rezerwy strategiczne (ludnościowe i materiałowe) republiki sprawiały, że od jesieni 1793 r. szala wojny zaczęła przechylać się zdecydowanie na stronę „Błękitnych”. Tej dysproporcji nie była w stanie zniwelować sporadyczna i nieregularna pomoc brytyjska dla wojsk powstańczych.
Jeszcze 19 września 1793 r. pod Torfou Wandejczycy odnieśli zwycięstwo nad armią republiki. To był jednak ich ostatni znaczący sukces militarny. Miesiąc później przyszła klęska pod Cholet. 14 listopada 1793 r. próba opanowania Granville zakończyła się kolejną klęską. Ostateczna katastrofa nastąpiła 21 grudnia 1793 r. pod Savenay.
Po bitwie dowodzący „Błękitnymi” generał François Joseph Westermann z dumą raportował Konwentowi Narodowemu (rewolucyjnemu parlamentowi): „Obywatele republikanie, nie ma już Wandei, padła pod ciosami naszej wolnej szabli wraz ze swymi kobietami i dziećmi. Właśnie je pogrzebałem w błotach i lasach pod Savenay. Wypełniając rozkazy, które od was otrzymałem, zmiażdżyłem dzieci kopytami naszych koni i pozabijałem kobiety, choćby po to, by nie rodziły więcej bandytów. […] Wszędzie na drogach leżą trupy. Jest ich tyle, że w wielu miejscach można układać piramidy. […] Nie bierzemy jeńców, bo trzeba by ich karmić, a litość nie jest cnotą rewolucyjną”.
Francusko–francuskie ludobójstwo
W ten sposób republikański generał opisywał ostatnią, najbardziej okrutną fazę wojny wandejskiej. Eksterminacja Wandejczyków, zarządzona przez władze rewolucyjnej „demokracji totalitarnej” i skrupulatnie wykonana przez „błękitne” wojska, miała taką skalę, że w pełni zasługuje na miano pierwszego ludobójstwa w dziejach nowożytnej Europy.
W lipcu 1793 r. podczas debaty w Konwencie mówiło się otwarcie o „planie totalnego wyniszczenia” (destruction totale) Wandei. 1 sierpnia 1793 r. rewolucyjny parlament uchwalił zniszczenie Wandei, poczynając od jej lasów i bydła.
1 października 1793 r. deputowani Konwentu uchwalili polecenie do żołnierzy republiki: „Żołnierze wolności, należy do końca października przeprowadzić eksterminację bandytów z Wandei!”.
To ostatnie pojęcie rozumiano bardzo szeroko. W raportach władz rewolucyjnych charakterystyczne jest (i typowe dla wszystkich totalitarystów) odhumanizowanie przeciwnika, który miał być zgładzony. Najpierw miały zginąć kobiety, nazywane „rozrodczą glebą”. Potem dzieci, „bo stają się przyszłymi buntownikami”.
Głównodowodzący Armii Zachodu gen. Tourreau ujmował sprawę bardzo krótko: „Wandea musi stać się narodowym cmentarzem”.
Jedno tylko trapiło twórców francuskiej „demokracji totalitarnej”: jak w najkrótszym czasie zgładzić jak największą liczbę ludzi? W czasie debat w Konwencie Narodowym i w Komitecie Ocalenia Publicznego padały rozmaite propozycje. Planowano zastosować broń chemiczną w postaci „rozczynu władnego śmiertelnie zatruć powietrze w całej okolicy” albo zatruwać studnie arszenikiem. Pojawiła się też myśl o „trujących minach”.
Jean-Baptiste Carrier, komisarz Konwentu oddelegowany do nadzoru nad eksterminacją Wandei, wzywał: „Niech nie przyjdzie nam do głowy mówić o człowieczeństwie wobec dzikich Wandejczyków; przeprowadzimy eksterminację wszystkich”.
Pozostał wierny swoim deklaracjom. Osobiście opracował i nadzorował masowe topienie swoich rodaków w barkach na środku Loary (noyades). Z początkiem 1794 r. w głąb Wandei ruszyły „piekielne kolumny” wojsk „Błękitnych”.
Ich dowódca – wspomniany gen. Tourreau – w rozkazie z 17 stycznia 1794 r. oznajmiał: „Żołnierze, wyruszamy do zbuntowanego kraju. Rozkazuję wam palić wszystko, co się da, i brać na bagnety każdego, kogo spotkacie. Wiem, że może tam być paru patriotów [sympatyków rewolucji – przyp. G. K.]; trudno, musimy wszystko poświęcić”.
Czego uczą dzieje wandejskiego powstania?
Bilans tej eksterminacji, dotykającej zarówno ludzi, jak i przyrodę, był straszliwy. Jak oblicza R. Secher – z 815 tysięcy Wandejczyków zamieszkujących tę prowincje w styczniu 1793 r. w wyniku metodycznej eksterminacji zginęło 117 tysięcy. Z 53 tysięcy domów zniszczono ponad 10 tysięcy. Wandea miała zniknąć z mapy Francji. Całkiem dosłownie. 7 listopada 1793 r. Konwent podjął decyzję o zmianie nazwy departamentu „Wandea” na „Vengé” [pomszczony].
Los wandejskich chłopów jest prefiguracją losu chłopów z Powołża i Ukrainy, z Chin i Kambodży, okrutnie eksterminowanych przez totalitarną „władzę ludową”. W opisach wojny wandejskiej zaczytywali się pod koniec XIX wieku młodzi oficerowie tureccy, którzy w czasie I wojny światowej zorganizowali pierwsze w XX wieku ludobójstwo (eksterminacja Ormian).
Święty Jan Paweł II, niestrudzenie spisujący przez cały swój pontyfikat wielkie martyrologium Kościoła powszechnego, wyniósł na ołtarze wiele ofiar ludobójczej eksterminacji Wandei. W ten sposób oficjalnie uznał ich za męczenników za wiarę.
- Przeczytaj też: Totalitaryzm jawny i zakamuflowany (cz. 1)
- Przeczytaj też: Totalitaryzm jawny i zakamuflowany (cz. 2)







