Tylko czyste serce może w pełni służyć drugiemu

Do naszej redakcji napływają świadectwa młodych osób, które pragną uczyć się kochać czystą miłością, wstępując do Ruchu Czystych Serc. Poniżej zamieszczamy kilka z nich:

Hubert:

Do tej pory zawierzałem Jezusowi każdą sferę swego życia, teraz chciałbym oddać Mu także sferę swojej seksualności. Wierzę, że wstąpienie do RCS umocni mnie w trwaniu w czystości myśli i pragnień. Związek ze swoją dziewczyną Weroniką chcę budować na prawdziwej miłości i zapraszać Jezusa do naszej relacji, ażeby On każdego dnia nas uświęcał.

Anna:

Przyszłam do Jezusa ponad półtora roku temu w szczerej spowiedzi, prosząc Go o wybaczenie, litość i pomoc. Byłam jak kobieta cierpiąca na krwotok, która chciała dotknąć się choćby frędzla płaszcza Tego, który uzdrawiał chorych i działał cuda (por. Mt 9,20-22). Od tamtej pory Jezus stopniowo zmieniał moje życie; wskazał mi drogę nawrócenia wiodącą od sakramentu pokuty i pojednania do codziennej Eucharystii oraz systematycznego karmienia się słowem Bożym, które daje życie. Widzę owoce nawrócenia w życiu wspólnotowym, w dążeniu do zjednoczenia z Bogiem oraz do bycia coraz bardziej doskonałym, jak doskonały jest nasz Ojciec Niebieski. Jezus zaprosił mnie do tworzenia głębszej relacji z Nim samym, a zarazem także z Bogiem w Trójcy Świętej, do budowania świątyni Ducha Świętego w moim sercu.

Jan:

Pragnę podziękować Jezusowi za to, że pomaga mi wyjść z bagna, w jakim się znalazłem. Kiedyś, chcąc zaimponować kolegom i żeby nie zostać odrzuconym przez grupę, wielokrotnie się upijałem i swoim zachowaniem przekraczałem granice przyzwoitości. Dopiero kiedy pewnego razu straciłem po alkoholu zupełnie kontakt z rzeczywistością, zrozumiałem, że nie mogę dalej w ten sposób postępować. Dotarło do mnie, że towarzystwo nie może zapełnić pustki, którą odczuwałem w sercu. Ostatecznie udało mi się odnaleźć światełko w tunelu. Wierzę, że wstąpienie do RCS umocni moją wiarę i uczyni moje życie lepszym. Chciałbym nauczyć się kochać czystą miłością, ponieważ wcześniej błędnie utożsamiałem ją z pożądaniem. Będę odtąd podejmował usilne starania, żeby być lepszym człowiekiem i chrześcijaninem, tak aby Jezus mógł być ze mnie dumny.

Weronika:

O Ruchu Czystych Serc dowiedziałam się od swojej przyjaciółki, która rozeznała swoje powołanie do małżeństwa i od dłuższego czasu jest szczęśliwą żoną. Pomyślałam, że ja też tak chcę, bo to jest piękne i daje wolność. Moja mama szczególnie pamiętała o św. Janie Pawle II. Jego słowa zawsze mnie uderzały i były takie prawdziwe, np.: „Tylko czyste serce może dokonać wielkiego dzieła miłości, jakim jest małżeństwo. Tylko czyste serce może w pełni służyć drugiemu”. Chciałabym, aby moja mama, która już jest w niebie, była dumna, że dobrze mnie wychowała. Mama zawsze chciała, abym była wrażliwa i nieobojętna na drugiego człowieka. Myślę, że czyste serce mi w tym pomoże: zbliży mnie do Pana Boga i do drugiego człowieka, może w przyszłości męża, oraz do własnej rodziny. Dzięki Bożej łasce stawiam opór pokusom nieczystości i od pewnego czasu widzę ogromną poprawę. Czuję, że coś się we mnie zmieniło, że jestem teraz dojrzalsza i silniejsza. Dostrzegam małe rzeczy i cieszę się z tego, co mam. Widzę, że cuda dzieją się każdego dnia i że Pan Bóg nieustannie się o nas troszczy. W mojej okolicy jest parafia pod wezwaniem bł. Karoliny Kózkówny. Ma to dla mnie duże znaczenie. Chciałam jeszcze zaznaczyć, że w moim życiu jest obecna Maryja. Pragnę poznawać Ją i zwracać się do Niej jak do czułej i kochającej Matki. Oby zawsze Maryja prowadziła mnie, moich bliskich, a także wszystkich członków Ruchu Czystych Serc!

Monika:

Przez kilka lat zmagałam się z grzechem masturbacji i pornografii. Te grzechy zniszczyły mnie od środka. Zamknęłam się przez to w sobie, znienawidziłam siebie, a potem jeszcze zaczęłam ranić swoją rodzinę i przyjaciół. Popadłam też w depresję. Sprzeciwiałam się Bogu i Kościołowi. W końcu w pewnym momencie zaczęłam żyć tak, jakby Bóg w ogóle nie istniał. Robiłam wszystko, na co miałam ochotę, czułam się wolna i szczęśliwa. Jednak po pewnym czasie „wolność” zamieniła się w kajdany… Moje nawrócenie nastąpiło w 2020 r., we wrześniu, gdy siostra poprosiła mnie, abym została jej świadkiem podczas bierzmowania. Przed tym wydarzeniem poszłam do spowiedzi i dzięki niej zrzuciłam w końcu ciężar swoich grzechów. Wkrótce potem dowiedziałam się o RCS ze strony na Facebooku. Spodobały mi się od razu wartości, jakie promuje ten ruch, i zrozumiałam, że ja też pragnę tak żyć. Jednak gdy już miałam składać przyrzeczenie, zwątpiłam w słuszność tego, co chcę zrobić… Stwierdziłam, że na pewno nie podołam wymaganiom, jakie stawia swoim członkom ta wspólnota, nie wytrzymam w czystości itd. Mimo że wtedy nie wstąpiłam do RCS, to starałam się żyć tymi wartościami na co dzień. 21 grudnia 2020 r. przystąpiłam do spowiedzi przedświątecznej i w czasie Eucharystii zrodził się w moim sercu pomysł, żeby w końcu złożyć te przyrzeczenia. Zrozumiałam, że tylko z pomocą Jezusa i Matki Bożej mogę pokonać własne słabości i kochać siebie oraz drugiego człowieka czystą, bezinteresowną miłością. Rozpoczęłam więc niełatwą do przejścia drogę. I pewnie znajdą się na niej tacy ludzie, którzy będą ze mnie kpić i uważać mnie za dewotkę, ale „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8,31).