Bóg odmienił moje życie

Szatan chciał ściągnąć mnie na samo dno, bym został bez niczego: bez miłości, bez znajomych, bez pasji, bez Boga…
Wszystko to mu się udało – z wyjątkiem jednego.

Wychowywałem się w rodzinie wierzącej, przystępowałem do sakramentów. Wydawać by się więc mogło, że wszystko było w porządku, jeśli chodzi o moją relację z Bogiem. Nadszedł jednak dzień, gdy zaczęła się moja droga w dół. Idąc nią, coraz bardziej oddalałem się od Pana Boga…

Kiedy miałem 11 lat, przypadkowo trafiłem na kanały erotyczne w telewizji. Byłem w wieku dojrzewania i takie tematy zaczęły mnie mocno interesować. Bardzo szybko pojawiła się masturbacja. W szóstej klasie, gdy byłem już mocno uwikłany w pornografię i onanizm, na zajęciach z wychowania do życia w rodzinie usłyszałem od prowadzącego, iż masturbacja jest normalnym etapem w rozwoju młodego chłopaka. To były słowa, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że w zasadzie nie robię nic złego, że to normalne, że każdy mój kolega tak czyni i że powinienem się cieszyć, że jestem zdrowym, młodym facetem. Brnąłem więc w ten grzech dalej i nie wyznawałem go w sakramencie pokuty. Tak 
mijały kolejne miesiące i lata…

W liceum zacząłem sięgać po pornografię w internecie. Miałem do niej dostęp na wyciągnięcie ręki: na komputerze, w smartfonie. Oglądałem, co chciałem i kiedy chciałem. Etapem moich największych upadków był okres studiów i rok po ich zakończeniu. Każdego dnia sięgałem po pornografię i uciekałem w masturbację. To był mój codzienny zwyczaj. Topiłem się w tym…

Spotykałem się w tym czasie z jedną dziewczyną, ale moją uwagę przykuwały także inne młode kobiety. Ich profile i zdjęcia na portalach społecznościowych nakręcały mnie w wiadomych sytuacjach. Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że to są przecież dziewczyny, które każdego dnia mogę mijać na ulicy. „Jak miałbym im spojrzeć w oczy” – pomyślałem.

Przyjechałem do domu i się rozpłakałem. Podszedłem do lustra i powiedziałem: „nienawidzę siebie”… Od tamtej pory za każdym razem, gdy popełniałem grzech samogwałtu, nie mogłem sobie spojrzeć w twarz.

Myślę, że szatan bardzo szybko zrobił użytek ze słów „nienawidzę siebie” i wykorzystał ten moment do tego, by zniewolić mnie jeszcze mocniej. Od tamtego czasu mój nałóg się pogłębił. Zacząłem inwestować pieniądze w pornografię.

Ciągle byłem w związku, ale żyłem w kłamstwie. Każde moje spojrzenie na dziewczyny było przeszyte egoizmem i nieczystością. Nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić, że można na kobietę spoglądać inaczej…

Mijało właśnie 12-13 lat mojego życia w ciężkim uzależnieniu od masturbacji i pornografii. Życia w kłamstwie, nieczystości, z wypaczonym obrazem kobiecości i relacji… W tamtym okresie bardzo mocno zacząłem odczuwać skutki nałogu zarówno na swoim zdrowiu fizycznym, jak i psychicznym. Miałem tego dosyć.

Wiedziałem, że muszę zerwać z uzależnieniem, jednak nie miałem siły, by to zrobić. Każdy wieczór kończył się tym samym – sesją przy komputerze. Po upadku był płacz i bezradność. Zrezygnowałem ze swoich największych pasji: jazdy na rowerze i gry na gitarze. Sprzedałem wszystkie gitary, cały sprzęt oraz rower. Nie mogłem na to patrzeć. Odciąłem się również od znajomych. Urwałem kontakty na komunikatorach.

Szatan chciał ściągnąć mnie na samo dno, bym został bez niczego: bez miłości, bez znajomych, bez pasji, bez Boga… Wszystko to mu się udało – z wyjątkiem jednego. Oderwał mnie od Boga, jednak nie oderwał Boga ode mnie. Byłem na samym dnie, nie widząc Bożego światła. Nie pamiętałem, że Bóg jest dobry. Jednak On znał drogę do mnie.

Po którymś z upadków uklęknąłem i płacząc, powiedziałem: „Boże, już nie mogę! Nie mam siły, pomóż mi, nie dam sobie bez Ciebie rady, nie mogę już tak żyć!”.

Chociaż byłem wierzący, nie sądziłem, że Bóg mi odpowie, jednak On odpowiedział mi natychmiast. Przyznałem się też do wszystkiego swojej dziewczynie i pierwszy raz poważnie porozmawialiśmy. Rozstaliśmy się po jakimś czasie, gdyż ten związek nie był dla nas dobry.

Dzięki tej dziewczynie poznałem jednak panią psycholog, która podała mi pomocną dłoń i pomogła mi uporządkować mój problem. Ta terapeutka uczestniczyła w życiu Kościoła, należała do wspólnoty Światło Pana. Podczas rozmowy zachęciła mnie, abym wybrał się na spotkania modlitewne, które ta grupa organizuje. Zacząłem na nie uczęszczać i to było w moim życiu doświadczenie, którego nigdy nie zapomnę.

Podczas tych spotkań adorowano w kościele Pana Jezusa. Pamiętam to niesamowite uczucie i płynące po mojej twarzy łzy, gdy kapłan wyszedł do ludzi z Panem Jezusem w monstrancji. Wyciągaliśmy wtedy ku Niemu dłoń, prosząc o pomoc i dziękując za wszystko, co dla nas uczynił. Od tego momentu w moim życiu, naznaczonym nałogiem i ciągłymi upadkami, wszystko zaczęło się zmieniać. Po każdym upadku (których ilość stopniowo spadała) od razu na drugi dzień szedłem do spowiedzi. Bywały miesiące, gdy przystępowałem do tego sakramentu co tydzień, czasami częściej.

Bardzo pomogły mi świadectwa osób, które wygrały walkę o czystość, chociażby te opublikowane w czasopiśmie „Trwajcie w miłości”. W tym czasie dowiedziałem się też, czym jest spowiedź generalna, i przystąpiłem do niej. Po spowiedzi poczułem się, jakbym zrzucił z siebie 100 kilogramów.

Po dwóch latach nieustannej walki o czystość nadszedł dzień, w którym Pan Jezus przyszedł do mnie z prezentem. Postawił na mojej drodze kobietę, która chciała żyć ze mną w czystości aż do ślubu.

Gdy ją poznałem, wiedziałem, że będziemy się wspierać i razem będziemy trwać przy Panu Bogu. Dla mnie osobiście był to prawdziwy akt Bożej miłości. Dziś, już jako małżeństwo, czekamy na nasze dzieciątko, które przyjdzie na świat za niecałe trzy miesiące. A ja jestem szczęśliwym, wolnym od nieczystości mężczyzną.

Pamiętaj, drogi bracie, że nałóg nieczystości czyni nas niezdolnymi do prawdziwej miłości. Warto z nim walczyć za wszelką cenę: dla siebie, dla żony, dla dziecka. Warto podjąć terapię, rozmawiać z mądrym księdzem i rodziną. Nie bać się otworzyć.

Wiem, że Bóg może nieskończenie wiele. Odmienił moje życie. Jest kochanym Tatą, który czeka tylko, abyśmy podjęli wysiłek i otworzyli się na Jego miłość.

Michał