Tak mały, a tak pogardzany

Zygota, zarodek, płód. Kolejne etapy ludzkiego życia, w których uwidacznia się wspaniałość Bożego stworzenia. Nieprzerwany rozwój człowieka zaczyna się od zaledwie dwóch komórek. Przerwać jego życie można natomiast za pomocą dwóch tabletek.

Aborcja farmakologiczna

Zażycie jednego środka blokuje receptory progesteronowe. Dziecko w macicy zostaje więc odcięte od tlenu i składników odżywczych. Powoli umiera. Podana od 36 do 48 godzin później odpowiednia dawka innego specyfiku powoduje skurcze macicy i krwawienie, wskutek czego martwe ciało zostaje wydalone na zewnątrz. W tak prosty sposób można opisać śmierć dziecka, którego jedyną „winą” było to, że się poczęło.

Aborcja farmakologiczna jest promowana jako szybki i łatwy sposób na ucieczkę od odpowiedzialności za życie małej istoty, którą się spłodziło.

W retoryce organizacji proaborcyjnych przedstawiana jest jako całkowicie bezpieczna – dla matki, rzecz jasna. Trochę skurczy, trochę krwi, nic wielkiego – można znów cieszyć się brakiem zobowiązań. Tylko że to nie jest prawda.

W internecie jest opisanych wiele historii kobiet, dla których aborcja skończyła się groźnym dla życia krwotokiem i trudnym do zniesienia bólem. Warto wspomnieć Abby Johnson, byłą dyrektorkę kliniki aborcyjnej, która obecnie działa jako obrończyni życia w Stanach Zjednoczonych. W książce Nieplanowane Johnson opisuje przerażenie, które czuła, gdy podczas własnej aborcji, zaskoczona ogromem cierpienia, bała się o swoje życie.

Niewielu dostarczycieli tabletek wczesnoporonnych informuje o niebezpieczeństwach, jakie może nieść ze sobą ich zażycie. Brakuje podstawowych informacji o symptomach, które świadczą o tym, że konieczna jest szybka interwencja lekarza.

Ta rzekoma pomoc kobietom to nie tylko sprzedawanie śmiertelnej trucizny dla ich dzieci, lecz także stwarzanie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ich samych. Proaborcyjna propaganda budowana jest dlatego, że aborcja to przede wszystkim dochodowy biznes. Kobieta ma być jak najmniej świadoma tego, co się rzeczywiście dzieje. Celem jest przecież sprzedaż usługi, a nie zniechęcenie do niej.

Dlatego w Stanach Zjednoczonych obrońcy życia alarmują, że bardzo często podczas badania ultrasonografem przed aborcją nie pozwala się matkom zobaczyć na ekranie ich dzieci. Mała istota, która porusza się energicznie i wygląda nie jak bezkształtna masa, jak chcieliby ją przedstawić piewcy tak zwanego „wolnego wyboru”, ale jak małe dziecko, mogłaby obudzić w matce współczucie.

Język, jakiego się używa, ma też duże znaczenie. Ażeby odczłowieczyć dziecko, nazywa się je tkanką ciążową lub płodem. Mimo że są to prawidłowe medyczne określenia, zaczęły one służyć do oddziaływania na podświadomość odbiorców, by wyrobić w nich poczucie, że maleństwo pod sercem matki nie jest żywym człowiekiem, wobec czego nie przysługują mu żadne prawa.

Tak mały, tak pogardzany

Zatrważająca jest pogarda, jaką propagatorzy aborcji okazują nienarodzonemu dziecku. Zupełnie, jakby było niepotrzebnym przedmiotem, który można wyrzucić do kosza.

W Polsce podziemie aborcyjne jest wspierane przez organizacje, które pośredniczą w nielegalnym dostarczaniu kobietom tabletek poronnych. Według Światowej Organizacji Zdrowia ich użycie zalecane jest tylko do końca 1. trymestru, a więc do 12. tygodnia ciąży. Mimo to na internetowych stronach tych organizacji można znaleźć porady, jak przeprowadzić samodzielnie aborcję farmakologiczną do 22. tygodnia ciąży!

Nawet ta górna granica wyznaczona jest nie przez sumienie i miłosierdzie dla dużego, bardzo rozwiniętego dziecka, ale przez banalny fakt, że prawo polskie traktuje aborcję po 22. tygodniu ciąży jako dzieciobójstwo – za to grożą już zarzuty karne.

O lekceważeniu i pogardzie dla ludzkiego życia najwymowniej świadczą rady, by po samodzielnie przeprowadzonej aborcji farmakologicznej spłukać martwy płód w sedesie…

Tak mały, tak lekceważony

Obserwując debatę publiczną, można odnieść wrażenie, że wielu zwolenników aborcji wyznaje zasadę: gdy nasze przekonania nie zgadzają się z faktami, to udawajmy, że fakty są inne. Ta reguła dotyczy choćby zagadnienia początku życia.

Powszechnie wiadomo, że nie ma innego początku ludzkiego życia niż zapłodnienie komórki jajowej. Poznaliśmy ten proces lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. A jednak paradoksalnie wielu inteligentnych, światłych ludzi, tak bardzo polegających na nauce, nie widzi nic niewłaściwego w samodzielnym ustalaniu momentu zaistnienia nowego człowieka.

Jeśli nie widzi się nic niewłaściwego w aborcji do któregoś konkretnego momentu ciąży, jeśli głosi się hasła o wolności wyboru dla kobiet, ucisza się sumienie za wszelką cenę, nawet za cenę prawdy. Zaczyna się głoszenie kłamstw: że płód jest bezkształtną tkanką, która w jakiś niewytłumaczalny sposób staje się dzieckiem w którymś momencie ciąży, nawet w momencie urodzenia.

Tę nielogiczną praktykę pośrednio usprawiedliwia prawodawstwo wielu europejskich państw, które daje możliwość przerwania życia nienarodzonego dziecka bez żadnego konkretnego powodu, w większości przypadków do 12. tygodnia ciąży. W tym czasie malutki człowiek mierzy już 6-7 cm, a jego małe dłonie i stopy mają już palce, którymi może poruszać. Nieraz zdarza się zobaczyć na ekranie ultrasonografu, jak ssie kciuk. Dzieci w tym czasie wykazują już indywidualne osobnicze cechy zachowania. Mózg rozwija się intensywnie, tak samo jak mięśnie i narządy wewnętrzne. Taki maluch potrafi już reagować na smak płynu owodniowego!

Od samego początku człowiek

Po połączeniu się materiału genetycznego matki i ojca nowy organizm cały czas się rozwija, pobiera składniki odżywcze, nieustannie, w szybkim tempie rośnie. Już w mniejszej od ziarnka piasku zapłodnionej komórce jajowej zapisane są informacje o płci, kolorze oczu, włosów, rysach twarzy, wzroście. Komórki małego organizmu cały czas dzielą się podczas drogi z jajowodu do macicy. Tam następuje zagnieżdżenie się zarodka. Właśnie wtedy kluczowy dla odżywiania staje się hormon zwany progesteronem. W 21. dniu od zapłodnienia zaczyna bić malutkie serce dziecka.

Kolejne tygodnie są czasem intensywnego rozwoju. Główka, tułów i zawiązki kończyn możemy zaobserwować już w 4. tygodniu, a kilkanaście dni później wykrywalne są fale elektromagnetyczne pracującego mózgu. Niedługo później, bo już w 8. tygodniu, wszystkie narządy małego człowieka są ukształtowane, a on sam mierzy 2 cm. Mniej więcej wtedy pojawiają się palce u małych rączek i nóżek, a dziecko kończy okres zarodkowy i staje się płodem.

„Oto człowiek!”

Ustanawianie subiektywnej granicy człowieczeństwa w którymś momencie ciąży służy jedynie usprawiedliwianiu aborcji i przekonywaniu, że jest ona neutralna moralnie, jeśli tylko dziecko jest wystarczająco małe. Tymczasem to wciąż ten sam organizm. Jego człowieczeństwo nie zależy od rozmiaru czy stopnia rozwoju. Niezależnie od tego, czy jest wielkości pestki jabłka czy jajka, to tak samo żywy człowiek, którego powinniśmy szanować tak jak ludzi, których spotykamy na co dzień.

Chrześcijańska miłość bliźniego zobowiązuje nas do troski o każdego z tych najmniejszych. Na początku ciąży trudno go zobaczyć gołym okiem, z kolei niedługo przed porodem niewiele różni się od noworodka – oto człowiek.

Niezwykłym świadectwem człowieczeństwa małego nienarodzonego człowieka są słowa Glorii Polo, która na podstawie swoich objawień odkrywa tajemnicę jego duszy: „Ta dusza jest dojrzała i dorosła; nawet jeśli nie ma jeszcze wykształconego i uformowanego ciała, to jest ona już w pełni ukształtowana. Tak jak w pestce jabłka zawarte jest już wszystko o dużym rozłożystym drzewie. Ciało musi się wpierw uformować i urosnąć, ale dusza jest gotowa. A ów krzyk, jaki wydaje młode życie, gdy się je zabija, sprawia, że niebo drży”.